Recenzja filmu Jedwab (2007)
François Girard

Historia opowiedziana milczeniem

Ta historia powinna zauroczyć, wzruszyć, zaprzeć dech w piersiach… Powinna. Niestety jej ogromny potencjał nie został wykorzystany. Może to wina François Girard, który nie miał na tyle ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja dvd Jedwab (2007)
Ta historia powinna zauroczyć, wzruszyć, zaprzeć dech w piersiach… Powinna. Niestety jej ogromny potencjał nie został wykorzystany. Może to wina François Girard, który nie miał na tyle doświadczenia, by pokazać na ekranie magię "Jedwabiu"?

Alessandro Baricco na kartach swojej powieści opisał losy Herve’a Joncoura (Michael Pitt) i Hélene (Keira Knightley). Mieszkali oni w prowincjonalnym, francuskim miasteczku. Dzięki panu Baldabiou (Alfred Molina) Harve mógł zrezygnować ze służby wojskowej i zająć się przewożeniem jaj jedwabników, najpierw z Egiptu, potem z samej Japonii. Podczas jednej ze swoich podróży poznał tajemniczą kobietę i zakochał się w niej. Uczucie do Japonki będzie go odtąd bezustannie dręczyło i nie pozwoli mu dostrzec prawdziwego szczęścia u boku żony.

Jedynie aktorstwo Keiry Knightley jest na poziomie, na jakim powinien być cały film. Stworzyła ona już wiele kreacji w produkcjach, których akacja toczy się w poprzednim wieku i uważam, że znakomicie pasuje ona do takiej scenerii. Czego nie można powiedzieć o jej filmowym partnerze. Nie sprawdził się tu w ogóle, nie pasował do klimatu opowieści.

Według mnie najmocniejszą stroną tego filmu jest pomysł. Niestety nie został wykorzystany nawet w stopniu zadowalającym. O ile zdjęcia we Francji ujdą, to te z podróży do Japonii wiele całokształtowi opowieści ujmują. Herve Joncour przemierza cała Europę i Azję, aby dotrzeć do bajecznego Kraju Kwitnącej Wiśni. Jednak co z tej podróży zapamiętuje widz? Niekończące się nieme sceny i jedynie kilka migawek z gór. Jak można w takim filmie nie grać widokami?! Nie wyzyskać wspaniałych krajobrazów, których na pewno jest mnóstwo wzdłuż Jedwabnego Szlaku?!

Drugą kwestią, również działająca na niekorzyść całokształtu artystycznego, jest scenariusz, bądź też sposób jego przeniesienia na ekran. Połowa filmu to sceny wypełnione jedynie milczeniem i zazwyczaj pozbawione też akcji, która mogłaby przemawiać za bohaterów. Milczenie, owszem jest wymowne, ale nie w nadmiarze i nie wykorzystywane zupełnie bez sensu i bez celu. Jeśli scenarzysta nie miał pomysłu na dialogi, to można było skrócić film, albo wypełnić go sugestywnymi scenami.

Epizody łóżkowe, które chyba za takowe miały w zamierzeniu służyć, nie spełniły swojej roli. Poupychane między innymi scenami były zupełnie niepotrzebne. Dobry melodramat zazwyczaj ich nie zawiera i nie traci na tym nic ze swej wartości.

Spodziewałam się po tym filmie o wiele więcej, a nie dostałam nic. Podczas gdy na przykład "Malowany welon", film z którym według mnie można porównywać "Jedwab" ze względu na klimat i lokalizację geograficzną, jest bardzo dobrą produkcją zasługującą na polecenie.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 74% uznało tę recenzję za pomocną (39 głosów).
czarrna
ocenia ten film na:
1 10 4/10 ujdzie

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)