Recenzja filmu Avengers: Czas Ultrona (2015)
Joss Whedon
Waldemar Modestowicz

Idealne kino dla "dużych dzieci"

Każdy fan komiksów zapewne w swojej kolekcji posiada niejeden egzemplarz komiksów Marvela. Wielu moich rówieśników na pewno pamięta, jak jeszcze kilkanaście lat temu na kanale Fox Kids/Jetix ...
Filmweb sp. z o.o.
Każdy fan komiksów zapewne w swojej kolekcji posiada niejeden egzemplarz komiksów Marvela. Wielu moich rówieśników na pewno pamięta, jak jeszcze kilkanaście lat temu na kanale Fox Kids/Jetix leciały seriale animowane na podstawie rysunków Stana Lee i jego kolegów. W 2000 roku rozpoczęła się era filmowa tych wszystkich opowieści. Zaczęło się od "X-Menów", "Spider-Mana", "Niesamowitego Hulka" oraz "Fantastycznej Czwórki" (w ostatnich dwóch przypadkach bez sukcesów), aż twórcy z Hollywood wpadli na bardzo oryginalny pomysł. Oczywiście rozpoczęli kręcenie historii Iron Mana, Kapitana Ameryki, czy Thora, ale postanowili tych trzech bohaterów, dodając do nich jeszcze kilka postaci, połączyć w jednej ekranizacji. Tak urodził się film "Avengers". Początkowo wydawało się, że to zbyt ryzykowne, odważne. W praniu okazało się, że to był strzał w "10", dlatego uznano, że po nakręceniu kolejnych odsłon Thora, Iron Mana i Kapitana Ameryki, przyjdzie pora na sequel.

photo.title

Tego zadania podjął się Joss Whedon, twórca pierwszej odsłony. Niektórzy reżyserzy boją się wchodzić dwa razy do tej samej rzeki, ponieważ nie posiadają takich zdolności, pomysłów, aby kontynuacja czasem nie została stłamszona przez wcześniejszą część. Whedon postanowił, że podejmie wyzwanie i to była bardzo dobra decyzja. Poprzednie filmy z wytwórni Marvela miały za zadanie przyciągnąć widzów – fanów komiksów oraz miłośników kina, którzy na co dzień oglądają inne gatunki – przed kinowe ekrany, aby przekonali się do superbohaterów. "Avengers: Czas Ultrona" to już projekt z wyższej półki. To ekranizacja typowo komiksowa, skutecznie przykuwająca do foteli.


Oglądając zwiastuny "Avengers: Czas Ultrona", trochę inaczej wyobrażałem sobie scenariusz tego filmu. Można stwierdzić, że to była niezła zmyłka ze strony twórców, która sprawiła, że byłem zaskoczony niektórymi sytuacjami. Szedłem z nastawienie, że grupa zacznie się kłócić, przestanie istnieć i podzieli się na dwie strony popierające, a to jedną lub drugą osobę, które – chcąc nie chcąc – swoją dominację wywierają na pozostałych członkach. Ale – na moje: na szczęście – aż do takiego wielkiego zgrzytu nie doszło. W pierwszej odsłonie Clint Barton/Sokole Oko, grany przez Jeremy'ego Rennera, nie był jakimś ważnym bohaterem. Można go było traktować jako postać drugoplanową, bo – będąc pod działaniem tesseractu – trochę pogadał z Lokim i Erikiem Selvigiem, następnie dostał w głowę od Natashy Romanoff i postanowił pomóc superbohaterom w walce z przybyszami z innej galaktyki, mając do dyspozycji tylko łuk i strzały. Właśnie. Nie posiadając jakiejkolwiek supermocy, nie mogąc poszczycić się grubym portfelem, w drugiej części należy już do osób, wokół których wszystko się obraca. Dodatkowo widzowie poznają jego tajemnicę, którą wcześniej znali prawdopodobnie tylko Nick Fury i Czarna Wdowa.


Do obsady dołączyli Elizabeth Olsen i Aaron Taylor-Johnson. Ona wciela się w rolę telekinetycznej Wandy, on natomiast gra jej superszybkiego brata-bliźniaka Pietro. Z jednej strony dodają temu filmowi kolorytu, sprawiają, że Ultron nie musi działać sam i ma swoich sprzymierzeńców wśród ludzi, lecz z drugiej strony uważam, że jednak ich wątek nie został do końca dopracowany. Co prawda poznajemy przyczyny, przez które trafili w ręce organizacji "Hydra", gdzie mieszkają (wschodnioeuropejska Sokovia) i do kogo z głównych bohaterów mają pretensje o swój los, ale ta sprawa nie zostaje w moim odczuciu wyjaśniona. W głębie serca są to dobre dzieciaki, które miały po prostu pecha w życiu i przez rodzinną tragedię trafiły na ludzi, którzy zamiast zapewnić im odpowiednią opiekę, wykorzystują dziecięcą naiwność do eksperymentów i szargania psychiki. Na dodatek ich obecność sprawia, że ewentualne mieszanie Avengersów z X-Menami nie wchodzi w grę, ponieważ w "X-Men: Przeszłość, która nadejdzie" wystąpił Pietro Maximoff. Kolejną postacią, którą poznajemy, jest Vision. Czerwonoskóry, odziany w żółtą pelerynę mężczyzna/android (sam już nie wiem) grany przez Paula Bettany’ego (użyczał głosu Jarvisowi w poprzednich filmach ze studia Marvela). Powstawał w innym celu niż rzeczywiście funkcjonował, ale jego wątek jest o tyle ciekawy, że może dużo namieszać w następnych komiksowych ekranizacjach.


Są jednak rzeczy w "Avengers: Czas Ultrona", do których mógłbym się przyczepić. W pewnym momencie film zaczął się dłużyć. Ziewałem i myślałem, aby sprawdzić, która jest godzina. Na szczęście oczy nie chciały oderwać się od ekranu. Co najmniej dwa razy byłem lekko zakłopotany. To były momenty, kiedy akcja filmu wyrażała w pewnym sensie chaos, który mógł powstać w trakcie realizacji tego projektu czy opracowania scenariusza. Czuję lekki niedosyt po scenie w trakcie napisów. Przyzwyczaiłem się do około 2-minutowych odnośników do następnych filmów z serii o superbohaterów. Tymczasem trwała ona kilka sekund. Parę dni temu czytałem wypowiedź jednego z internautów, który (prawdopodobnie po obejrzeniu tej produkcji) napisał, że można było zaangażować Stana Lee do sceny podczas napisów, kiedy, np. sprząta apartament Tony'ego Starka po imprezie i przy okazji podnosi młot Thora. Jednak poczciwego staruszka wcielono w równie zabawną sytuację.


I tutaj kończą się minusy, które w moim mniemaniu trochę pogarszają ogólną ocenę tego filmu. Byłem pod wielkim wrażeniem scen akcji. Co prawda dużo w nich działań speców od efektów specjalnych, ale parę razy spuszczałem z siebie powietrze. Adrenalina rosła. Byłem pod wrażeniem. Nie spodziewałem się tylu bijatyk, a naprawdę – było ich co nie miara. Oczywiście nie mogło zabraknąć amerykańskiego poczucia humoru i błysków formy czołowych gwiazd Hollywoodu. Dodatkowo w pewnym sensie zazdrościłem Bruce’owi Bannerowi. Niby potwór (Hulk), a cudowna/e, piękna/e, kobieta/y do niego ciągnie/ą jak pszczoła/y do miodu. Cóż. Dziewczyny kochają brutali.


"Avengers: Czas Ultrona" na pewno nie jest dla widzów, którzy chodzą na dojrzałe kino. Jest to raczej produkcja dla "dużych dzieci". Wiadomo, w każdym mężczyźnie jest mały chłopiec, a wielu nadal ukrywa w kartonach stare komiksy Marvela i przegląda je tylko wtedy, kiedy żona wychodzi z domu. Whedon wie o tym, że nie każdy przychodzi do kina właśnie na takie filmy. Dlatego, w pewnym sensie, stara się pokazać "dużym chłopcom", że w wielu kwestiach trzeba zapomnieć o przeszłości i starać się pomóc słabszym, niewinnym ludziom, nie niszcząc przy tym wszystkiego, co popadnie. Uwidocznił na przykładzie Ultrona, że społeczność często zmienia swoje poglądy na życie w zależności od samopoczucia, humoru. A tak nie powinno być. Zapraszam na ten film każdego. Nawet jeśli mój tekst odbiega daleko od prawdziwych recenzji (moja druga recenzja w życiu), to mam nadzieję, że Whedon was przekona.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 64% uznało tę recenzję za pomocną (14 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (11)

zobacz wszystkie