Recenzja filmu Opowieści z Narnii: Książę Kaspian (2008)
Andrew Adamson
Waldemar Modestowicz

Inna Narnia

Dwa i pół roku przyszło nam czekać na drugą odsłonę ekranizacji cyklu C. S. Lewisa "Opowieści z Narnii". Pan Andrew Adamson w tym czasie chyba musiał doznać jakiejś iluminacji, bo to, co ...
Filmweb sp. z o.o.
Dwa i pół roku przyszło nam czekać na drugą odsłonę ekranizacji cyklu C. S. Lewisa "Opowieści z Narnii". Pan Andrew Adamson w tym czasie chyba musiał doznać jakiejś iluminacji, bo to, co dostajemy w "Księciu Kaspianie", jest czymś diametralnie różnym od "Lwa, czarownicy i...". Jednak czy to oznacza, że jest to zły film?


Szybko zostajemy wtajemniczeni w akcję. Książę Kaspian musi uciec, aby ukryć się przed swoim wujem Mirazem, który chce zostać królem. Pomóc w odzyskaniu tronu mają mu dawni królowie Narnii, córki Ewy i synowie Adama.
Reżyser delikatnie zakreśla nam nowe relacje między postaciami, najpierw między rodzeństwem, a później w dość szablonowy sposób relacje między nimi a Kaspianem. Szczególnie nieudolnie wypada zarys wątku, jeśli tak to można nazwać, miłosnego. Polega on na krótkich spojrzeniach Kaspiana i Zuzanny. Jest po pierwsze wyssany z palca, a po drugie totalnie bez sensu w obliczu trylogii, jaką podobno Disney ma zaserwować (Zuzanna nie pojawia się w 3 części).


Właśnie, wierność z książką. No tutaj niestety scenarzyści się nie popisali. Jest kilka wątków wyssanych z palca, inne zepchnięte są na dalszy plan. Jednak te odstępstwa i zmiany w stosunku do oryginału znajdują swoje usprawiedliwienie w postaci naprawdę solidnie wykonanych scen batalistycznych, których Lewis nie zamieścił w książce w takiej ilości. Te zmiany wychodzą produkcji na plus, gdyż staje się on filmem akcji z tętniącym zapierającymi dech w piersi efektami specjalnymi. Dlatego też całkiem możliwe, że kolejna część będzie brnąć dalej w te nieścisłości z oryginałem, aby bardziej podkręcić tępo.


Jeśli chodzi o aktorstwo, no to cóż.. Młodzi aktorzy nie irytują już tak jak w pierwszej części, jednak nadal ich gra nie powala na kolana. Także Ben Barnes nie jest jakiś fenomenalny, chociaż mimo wszystko przypuszczam, że wkrótce stanie się nowym symbolem męskiego piękna dla kobiet. Za to świetnym wyborem było osadzenie Sergia Castellitto w roli Miraza, jest on idealną przeciwwagą dla sił dobra. Co prawda jego kreacja nie dorównuje Tildzie Swinton jako białej czarownicy (krótki epizod w "Księciu Kaspianie"), ale naprawdę jest na dobrym poziomie.


W filmie co prawda nie pojawia się zbyt wiele krwi, jednak trup ściele się gęsto i nikt tu nie ma obaw przed zabijaniem. Klimat filmu również jest o wiele mroczniejszy (atak na twierdze Miraza). Wiele osób zarzuca Adamsonowi wzorowanie się na "Władcy pierścieni". To prawda, że pojawia się tam kilka bardzo podobnych scen i pomysłów z trylogii Jacksona, jednak moim zdaniem, robiąc tego typu film, bardzo trudno uniknąć tego typu podobieństw.


Mimo że film uległ sporej zmianie i nie jest to już ani bajeczka z przesłaniem chrześcijańskim, ani wierna adaptacja, to nadal pozostaje to Narnia. Film ogląda się z dużą przyjemnością, a tego, że trwa 2,5 godziny, wcale nie odczuwamy. Jest to bardzo dobra propozycja na piątkowe popołudnie dla rodziców z troszkę starszymi dziećmi - nikt nie będzie się nudził. Jedyne osoby, które mogą być niezadowolone, to wierni fani książki, niestety jej przesłanie minęło się z przewidywaniami finansowymi. Nie można wszystkim dogodzić.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 50% uznało tę recenzję za pomocną (4 głosy).
planktonski
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły

przeczytaj również recenzje użytkowników (4)