Recenzja gry This War of Mine (2014)

Jakby jeść kamienie

Symulatory przetrwania to gatunek, który utrwalił się już na dobre w świadomości graczy. "This War of Mine" warszawskiego 11 bit studios wprowadza jednak ten styl rozgrywki na zupełnie nowy ...
Filmweb sp. z o.o.
Symulatory przetrwania to gatunek, który utrwalił się już na dobre w świadomości graczy. "This War of Mine" warszawskiego 11 bit studios wprowadza jednak ten styl rozgrywki na zupełnie nowy poziom.


Bruno to niezły kucharz, ale lubi sobie zapalić. Ma też pecha. Dwa razy pilnował kryjówki i dwa razy został ranny. W dodatku papierosy się kończą, więc w powietrzu wisi depresja. Cveta co prawda tylko lekko pokasłuje, ale też nie ma czasu położyć się do łóżka, żeby wydobrzeć, bo noc w noc musi wychodzić po zapasy. Dlaczego ona, a nie Pavel? Ten niestety został raniony przez snajpera. Leków ciągle brak. Przed wojną Cveta była dyrektorką w szkole i jej umiejętność to „kocha dzieci”. W chwili, gdy pierwszy raz pomyślimy, że Cveta jest najsłabszym ogniwem i zbędną gębą do wykarmienia, twór 11 bit Studios uświadamia nam, kim jesteśmy.

Akcja "This War of Mine" osadzona jest w fikcyjnym państwie targanym wojną domową. Gdy w grze trafiamy na aleję snajperów, nietrudno domyślić się, jaka wojna stanowiła podstawową inspirację przy tworzeniu gry. Choć przesłanie "This War of Mine" jest uniwersalne, konflikt bałkański widać tu niemal na każdym kroku. Gra nie opowiada też żadnej konkretnej historii. Tę tworzymy my.


Założenie "This War of Mine" jest proste: mamy przetrwać. Za dnia przesiadujemy w naszej kilkupiętrowej kryjówce. Można w niej posprzątać i zdobyć pierwsze zasoby – od przeróżnych śmieci, którymi pozatykamy dziury w ścianach, po wiecznie deficytowe leki i żywność. Wypada na początek z kilku desek zbić prymitywne łóżka i krzesła, zbudować kuchenkę, usunąć nieco gruzu. Ani się obejrzymy, a zapada mrok. Wtedy decydujemy, kto zostaje w kryjówce (śpi bądź czuwa), a kto wyrusza na poszukiwanie zapasów.

Na nocną przechadzkę najlepiej wysłać osobę, która ma najbardziej pojemny plecak. Każda lokacja zapewnia zresztą przynajmniej kilka podróży. Nawet do opuszczonego domku jednorodzinnego, jednej z początkowych miejscówek, będziemy się wybierać kilka razy. Ze względu na ograniczenie pojemności plecaka trzeba wybierać to, co przyda nam się w pierwszej kolejności. Drewno? A może części elektroniczne? Znalezienie leków czy mięsa to już szczęśliwy traf, który prawdopodobnie pozwoli nam przetrwać kolejne dni.


Stan naszej kryjówki możemy sprawdzić za dnia. Wiemy wtedy, jaka jest ogólna kondycja cywili, którzy schronili się w tej ruderze. Szybko domyślimy się, że potrzebują łóżek, krzeseł i radia, które jest podstawowym kontaktem z wiadomościami ze świata zewnętrznego. Warto mieć też papierosy, kawę, bimber oraz książki. Problem w tym, że nigdy nie będziemy mieć wszystkiego naraz. Gra w "This War of Mine" to nieustanna żonglerka szybko topniejącymi zasobami. Prędzej czy później staniemy przed trudnymi decyzjami – wszyscy są bardzo głodni, ale kogo nakarmić? Dwóch rannych, tylko jedna porcja bandaży. Kto jest szczęśliwcem i (być może) wydobrzeje? Takich dylematów jest multum.


Do tego momentu "This War of Mine" przypomina inne symulatory przetrwania. Kluczem do zwycięstwa jest w nich przecież umiejętne zarządzanie zasobami, zdobywanie nowych przedmiotów, tak by ten, kim się opiekujemy, był w stanie przetrwać kolejne dni. W "This War of Mine" pojawia się jedna kolosalna różnica. Tu nie ma zwycięstwa. Nie zostaniemy powitani fanfarami, jeśli zobaczymy napis "udało ci się przetrwać".

"This War of Mine" prawie w ogóle nie komentuje naszych moralnych dylematów. A te pojawiają się bardzo szybko. Do drzwi pukają dzieci. Mówią, że ich mama potrzebuje leków. Mamy akurat dwie porcje, chomikowane na czarną godzinę. Dać im czy zachować dla siebie? Wewnętrzny głos mówi, żeby dać. Za parę dni dzieci przychodzą ponownie, tym razem potrzebują jedzenia. I wtedy już zaczynamy się zastanawiać, czy ta mama naprawdę istnieje. W końcu jest wojna, normalne zasady przestały obowiązywać, liczy się przetrwanie. 


W jednym z odwiedzanych miejsc spotykamy parę starszych ludzi. Mówią, że nie mają niczego konkretnego. Okazuje się jednak, że w szafkach zalegają tony leków, a lodówka pełna jest jedzenia. Zostawić ich w spokoju? Ale przecież to starzy ludzie – jeśli nie okradniemy ich my, pewnie zrobi to ktoś inny.

Takich sytuacji jest w grze wiele i każdą rozpatrujemy głównie w swojej głowie. "This War of Mine" jest jak etyczne lustro, w którym przyglądamy się granicom człowieczeństwa. Oczywiście to nadal tylko gra, ale jakże łatwo zapomnieć tu o tzw. powergamingu, czyli mechanicznym wykorzystywaniu sytuacji. 11 bit studios nie tylko perfekcyjnie zbudowało minorową atmosferę oblężonego miasta, w którym kryją się bezbronni cywile, lecz także w miarę sprawnie przesunęło ciężar decyzji w stronę gracza. Dlaczego tylko „w miarę”? Niestety nasi podopieczni prowadzą pamiętniki. To jedyna wada gry. Od czasu do czasu protagoniści komentują wydarzenia, których są świadkami. Po pierwsze literacko te teksty są dość słabe (w polskiej wersji), po drugie – zbyt ostentacyjnie klepią nas po ramieniu bądź ganią za podjęte decyzje. Lepsze byłoby milczenie.


Ponury klimat "This War of Mine" uspójnia także fantastyczna oprawa wizualna. Nie ma tu żadnych wodotrysków, wręcz przeciwnie – wnętrza są czarno-białe, jakby pomazane ołówkiem. Przygnębienie potęgują świetnie zrealizowane efekty dźwiękowe i muzyka. Najbardziej porażającym momentem, jakiego doświadczyłem w grze, było nastawienie radia na muzykę klasyczną. Z trzeszczącego głośnika płynie fragment Arii na strunie G Bacha. Kamera odjeżdża nieco i ukazuje prawie całą kryjówkę. Przez dziury w ścianach widać błyski odległych eksplozji. Cveta pokasłuje, odgarniając rękoma gruz. Pavel, wciąż ranny, śpi, mimo że jest środek dnia. Bruno siedzi przybity na krześle i ćmi papierosa. Wtedy ujawnia się w pełni potęga tej gry.

"This War of Mine" nie jest idealne. Najbardziej wsiąkniemy za pierwszym albo drugim podejściem. Po pewnym czasie w nasze działania wkradnie się jednak rutyna. Zauważymy, że lokacji wcale nie jest tak dużo, a zdarzenia losowe zaczną się powtarzać. Mimo wszystko to jedna z najważniejszych gier tego roku. Gdyby przymknąć oko na małe potknięcia w warstwie narracyjnej, "This War of Mine" staje się niezwykle mocnym traktatem o wojnie, człowieczeństwie i poświęceniu. Pozycja obowiązkowa dla każdego.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 92% uznało tę recenzję za pomocną (39 głosów).
Joachim Snoch
ocenia tę grę na:
1 10 9/10 rewelacyjna