Recenzja filmu Uprowadzona (2008)
Pierre Morel

James Bond na emeryturze

Nazwisko Luc Besson to synonim słowa "akcja". Reżyser zdążył już przyzwyczaić fanów kina do produkcji trzymających w napięciu, pełnych widowiskowych pościgów, strzelanin i walk wręcz. Jest ...
Filmweb sp. z o.o.
Nazwisko Luc Besson to synonim słowa "akcja". Reżyser zdążył już przyzwyczaić fanów kina do produkcji trzymających w napięciu, pełnych widowiskowych pościgów, strzelanin i walk wręcz. Jest autorem scenariuszy do filmów, w których najważniejsza jest właśnie akcja, a nie głębsze przesłanie. Te są więc szybkie, łatwe w odbiorze, pełne humoru, zaskakujących zwrotów akcji i interesujących, dających się lubić bohaterów, takich jak potrafiący zabić koszulą Frank "Transporter" Martin czy ciapowaty, acz sympatyczny policjant Émilien z serii o najszybszej na świecie "Taxi". Nadszedł czas, aby do grona tych nietuzinkowych "action menów" dołączył były agent służb specjalnych i zarazem główny bohater "Uprowadzonej". W jego przypadku powiedzonko "stary, ale jary" jest jak najbardziej prawdziwe.

"Uprowadzona" to historia Bryana (Liam Neeson), byłego szpiega i pracownika wywiadu, starego wyjadacza w służbach specjalnych, który z niejednej kabury pistolet wyciągał i obił niejedną facjatę w imię bezpieczeństwa międzynarodowego. Nasz bohater odszedł teraz na emeryturę, żeby nareszcie poświęcić czas rodzinie. Niestety z żoną (Famke Janssen) rozwiódł się kilka lat wcześniej, a jego córka jest pod wrażeniem nowego ojczyma. Bryana to jednak nie zraża, bo nastoletnia Kim jest dla niego całym światem, ale kiedy to oczko w głowie prosi go o zgodę na wyjazd z koleżanką do Francji, odmawia. Łzy dziewczyny przekonują go jednak do zmiany zdania i tak oto Kim i Amanda lądują w Paryżu. Już na lotnisku poznają przystojnego Petera, który proponuje, że podwiezie je do mieszkania. Dziewczyny zgadzają się, ciesząc się tak dobrze rozpoczętą wycieczką. Tymczasem czekający na telefon od córki Bryan decyduje się sam do niej zadzwonić. Nieoczekiwanie Kim mówi mu o mężczyznach, którzy właśnie wtargnęli do domu i złapali Amandę. Nastolatka wie, że zaraz ją także porwą. Wymienia ostatnie dramatyczne słowa z ojcem i słuchając jego rad, pozwala się uprowadzić, wiedząc, że Bryan zrobi wszystko, żeby ją odzyskać.

Sam spokojny początek filmu ciągnie się nieco zbyt długo, ale od momentu kulminacyjnego, czyli porwania Kim, jest już tylko lepiej aż do samego finału. Główny bohater zrobi wszystko, żeby odzyskać córkę. Jego brawurowe działania widz śledzi z zapartym tchem, naprawdę mu kibicując. Bo Bryan, oprócz trików à la Chuck Norris, raz po raz wykazuje się inteligencją, sprytem i pomysłowością. Liam Neeson w tej roli jest bardzo dobry i przekonujący. Jego postać łączy w sobie cechy agenta idealnego i pewnie taki będzie słynny 007, jak wreszcie odejdzie na emeryturę. Pozostali aktorzy na tle Neesona wypadają nieco blado. Grany przez niego bohater nie ma też godnego siebie przeciwnika w postaci konkretnego czarnego charakteru: walczy po prostu z albańską mafią. Nie jest supermanem, ale człowiekiem z krwi i kości. Realizm jest mocną stroną całego filmu i zaczynamy wierzyć, że podobna historia naprawdę może się wydarzyć.

Przy scenariuszu Bessonowi pomagał Robert Mark Kamen. Współpraca obu panów trwa już ponad dziesięć lat, odkąd spotkali się przy "Piątym elemencie". Stołek reżysera Besson oddał rodakowi, Pierre'owi Morelowi, z którym zrobił już wcześniej "13 dzielnicę". Za zdjęcia odpowiadał Michel Abramowicz; kamerę poprowadzono szybko i dynamicznie, dodając filmowi klimatu jakże ważnego dla tego gatunku kina. Muzyka Nathaniela Mechaly'ego jest dobrym tłem, ale żaden konkretny motyw nie zostaje w głowie na dłużej.

Podsumowując, "Uprowadzona" to produkcja nie tylko dla fanów stylu Luca Bessona. Jest to dobry film akcji, porządnie napisany i nakręcony, dostarczający rozrywki na najwyższym poziomie. Jego jedynymi minusami są zbyt długie wprowadzenie przedstawiające nam bohaterów i zupełnie nieznana gwiazdka w roli popowej diwy. Jakaś bardziej znana buźka przez te kilka minut chyba nikomu by nie zaszkodziła i nie kosztowała wiele. Film polecam nie tylko jako fanka twórcy "Leona zawodowca", ale przede wszystkim jako wielbicielka dobrego kina akcji.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 77% uznało tę recenzję za pomocną (30 głosów).
Dai
ocenia ten film na:
1 10 8/10 bardzo dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (15)

zobacz wszystkie