Recenzja filmu Don Chichot (2007)
José Pozo
Elżbieta Kopocińska-Bednarek

Jestem koniem, jestem prawdziwym koniem!

Jestem koniem, jestem prawdziwym koniem! - te słowa padają z ust osła Rucio, który dziwnym trafem jest bardzo podobny, do pewnego bohatera ze "Shreka". Którego? Zgadnijcie sami. Bo chociaż pomysł ...
Filmweb sp. z o.o.
Jestem koniem, jestem prawdziwym koniem! - te słowa padają z ust osła Rucio, który dziwnym trafem jest bardzo podobny, do pewnego bohatera ze "Shreka". Którego? Zgadnijcie sami. Bo chociaż pomysł na bajkę był oryginalny, to jednak reżyser postanowił upodobnić ją do znanego przeboju kinowego, jakby nie wierzył w siłę własnej opowieści.

Nie jest to bowiem zwyczajna opowieść o Don Kichocie (Artur Żmijewski). Naszego bohatera spotykamy wiele lat po tym, jak przeżył on swoją życiową przygodę. Miguel de Cervantes zdążył już ją opisać i rozsławić dokonania błędnego rycerza w całej Hiszpanii. Sanczo Pansa (Krzysztof Globisz) nie zdobył obiecanego majątku, więc jego relacje z przyjacielem są raczej chłodne. Nawet ich wierzchowce koń Rosynant (Tomasz Kot) i osioł Rucio (Borys Szyc) się nie lubią. Don Kichot postanawia jednak wyruszyć w kolejną podróż, tym razem do Barcelony, której celem jest walka z Rycerzem Srebrnego Księżyca, który ma mu wyjawić prawdę o ukochanej Dulcynei. 

Najbardziej komicznymi postaciami w bajce są oczywiście zwierzaki. Koń Rosynant najchętniej przeszedłby już na emeryturę, aby w spokoju szkolić kurczaki i przygotowywać je do bitwy o kompost. Daleka podróż jest ostatnią rzeczą, o której myśli. Nie mniej komiczny jest jego adiutant, kurczak, który zaprzyjaźnia się z lwem wegetarianinem. Osioł Rucio to natomiast marzyciel, który wierzy, że kiedyś zostanie prawdziwym koniem.

Jeśli chodzi o fabułę, to jest ona pomysłowa i interesująca, ale nie porywa. Ciekawym pomysłem było usytuowanie wydarzeń już po odbyciu przez Don Kichota przygody z wiatrakami i po napisaniu książki przez Cervantesa. Poza tym nasz błędny rycerz nie jest nieudacznikiem, a inteligentnym człowiekiem, który jeśli już wplątuje się w komiczną sytuacje to przez swoje zaślepienie miłością.

Wiele jest tu zabawnych momentów, zarówno starsi jak i młodsi znajdą tu coś dla siebie. Miejscami jest też nudnawo. Całokształt sprawia jednak dobre wrażenie. Zwłaszcza jeśli doda się do tego polski dubbing, który wypadł naprawdę nieźle. Chociaż oczywiście daleko mu do tego co słyszeliśmy w takich produkcjach jak "Shrek" czy "Asterix i Obelix - Misja Kleopatra".  

Gdyby Rucio tak bardzo nie przypominał osła z bajki o ogrze i gdyby nie uczyniono go prawie pierwszoplanowym bohaterem, animacja prezentowałaby się jeszcze lepiej, bo porównania z niedoścignionym ideałem, zawsze wypadają na niekorzyść naśladującego. Mimo tego polecam każdemu, kto ma ochotę na chwilę odprężenia. 
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 89% uznało tę recenzję za pomocną (9 głosów).
czarrna
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły