Recenzja filmu Znamię Kaina (2007)
Marc Munden

Koniec z heroizmem kina wojennego

"Cóżeś uczynił? Krew brata twego głośno woła ku mnie z ziemi! Bądź więc teraz przeklęty na tej roli, która rozwarła swą paszczę, aby wchłonąć krew brata twego, przelaną przez ciebie". Te słowa ...
Filmweb sp. z o.o.
"Cóżeś uczynił? Krew brata twego głośno woła ku mnie z ziemi! Bądź więc teraz przeklęty na tej roli, która rozwarła swą paszczę, aby wchłonąć krew brata twego, przelaną przez ciebie". Te słowa Bóg skierował do Kaina, gdy ten zabił swojego brata.

Czym jest znamię Kaina? Na to pytanie wcale nie jest trudno odpowiedzieć. Jest to piętno, którym naznaczony zostaje każdy morderca niewinnych istnień. Film jednak nie przedstawia okrutnych zabójców, ci żołnierze nie są mordercami. Dlaczego w takim razie jeden z bohaterów odczuwał, że został naznaczony tym znamieniem? Otóż nie tylko fizyczna zbrodnia, lecz także psychiczne znęcanie się nad bezbronnymi jest zabijaniem człowieka. Tak naprawdę szeregowiec Mark Tate (Gerard Kearns) nie zabijał w ten sposób więźniów, lecz poprzez fizyczne znęcanie się nad nimi, ciche skrywanie tego, co dzieje się w jego jednostce, stopniowo zabijał samego siebie.


Film "Znamię Kaina" nie jest kolejną produkcją pokazującą heroiczne wojny dobra ze złem. Nie pokazuje bohaterskich żołnierzy walczących o pokój na świecie. Nie zobaczymy tutaj zaciętych walk aliantów z rebeliantami, nie będzie również dziesiątek wybuchających bomb. Film przedstawia losy dwóch zaledwie osiemnastoletnich szeregowców armii brytyjskiej, na misji pokojowej w Iraku. Już podczas pierwszych starć z iracką ludnością ci dwaj chłopcy zaczynają zastanawiać się, co oni tam robią. Strach, przerażenie, presja kolegów z jednostki zmusza ich do czynienia zła, początkowo wbrew własnej woli niemalże na śmierć katują schwytanego więźnia. Stopniowo zaczynają oswajać się z tą brutalną rzeczywistością. Nie ma przecież lepszego usprawiedliwienia, niż: „robiłem to, bo inni to robili”. Dopiero po powrocie z misji uświadamiają sobie, jakie zło wyrządzali. Zdradzona dziewczyna jednego z nich ujawnia zdjęcia przedstawiające znęcanie się nad jeńcami. Sprawa szybko nabiera rozgłosu, dowództwo umywa ręce, a szeregowcy stają się kozłami ofiarnymi. Stopniowo wyniszczany psychicznie jeden z nich popełnia samobójstwo. To otwiera oczy drugiemu, który postanawia ujawnić wszystkie szczegóły dotyczące torturowania zatrzymanych więźniów. W tej produkcji została przerwana tradycja pokazywania żołnierzy jako bohaterów oddanych walce ze złem, gotowych poświęcić własne życie dla dobra innych. Wojna to nie jest pole do popisu, na którym można udowodnić swoje męstwo. To jest walka o przetrwanie, gdzie trzeba zmierzyć się nie tylko z wrogiem, ale i z samym sobą. Filmy wojenne takie, jak "9 kompania" i "Helikopter w ogniu" pokazują poświęcenie żołnierzy, walkę o pokój, ale trzeba zadać sobie pytanie: Ilu żołnierzy tak naprawdę oddałoby życie w obronie cudzego państwa? Dlatego właśnie film "Znamię Kaina" jest inny. Pokazuje zupełnie przeciwną stronę armii. Pokazuje żołnierzy w roli oprawców.


Trudno zaprzeczyć, że Brytyjczycy potrafią robić dobre kino. Najwspanialsze w tym jest to, że aby zrobić dobry film, nie muszą zatrudniać znanych aktorów, świetnych reżyserów. Kino brytyjskie jest dobre samo w sobie. Dlatego oglądając ten film, nie zawiodłem się. Może nie było w nim rewelacyjnej gry aktorskiej, świetnych efektów specjalnych ani poruszającej muzyki (chociaż ta była bardzo dobra). Film ujął mnie czymś innym, mianowicie realizmem przedstawionych w nim wydarzeń i to nie przedstawionych byle jak, ale z pełnym ich dramatyzmem. Prostota tego filmu pozwala w obiektywny sposób zrozumieć jego fabułę. Dzięki temu widz zmuszony jest do przemyśleń związanych z słusznością prowadzenia wojny. Obejrzałem wiele filmów wojennych, wzruszających, bohaterskich, ale ten jak żaden inny ujął mnie swoją oryginalnością.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 86% uznało tę recenzję za pomocną (7 głosów).
Pietro697
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię