Recenzja filmu Król Lew 3: Hakuna Matata (2004)
Bradley Raymond
Joanna Wizmur

Król Lew 1 1/2 - Hakuna Matata

Film, który budował moje dzieciństwo został w pewnym sensie "zniszczony" poprzez wydanie kolejnych części bestsellera jakim był "Król Lew". No ale to tylko moje zdanie na temat wszystkich trzech ...
Filmweb sp. z o.o.
Film, który budował moje dzieciństwo został w pewnym sensie "zniszczony" poprzez wydanie kolejnych części bestsellera jakim był "Król Lew". No ale to tylko moje zdanie na temat wszystkich trzech filmów o tematyce "lwiej", przejdźmy do wrażeń po obejrzeniu tej ostatniej, zatytułowanej "Hakuna Matata".

W filmie cofamy się do samego początku historii. Mniej więcej rozpoczyna się w momencie tym samym co narodziny Simby, jednak tym razem nie oglądamy życia następcy tronu, tylko Timona i Pumby, a właściwie Timona. W pierwszych scenach widzimy całą familię wesołej koszatniczki (sic!) i jej wyśpiewane marzenia o chęci podróży w celu znalezienia własnego "kąta". Tak mniej więcej wygląda początek filmu. Zapowiadał się naprawdę dobrze do momentu, w którym twórcy filmu zechcieli zrobić sobie "niezłe jaja" z pierwszej części, i tak kolejne minuty filmu krążą w jednym tempie. Co rusz "dramatyczne" momenty (np. w której zginął ojciec Simby) filmu są zastępowane ośmieszającymi scenkami z udziałem już dwojga towarzyszy, mianowicie Timona i Pumby.

Co do muzyki, w zasadzie nie ma w niej nic nowego niż w "podstawowej wersji filmu", poza tym, że niektóre słowa piosenek zostały zmienione wraz z aktorami dubbingujących zwierzaki i to był chyba błąd wydawców polskiej wersji.

Na koniec mogę powiedzieć tylko jedno od siebie. Nie pokazujcie dzieciakom tej trzeciej części filmu, bo pierwsza już nie będzie nigdy odbierana jak wcześniej. "Król Lew" to świętość w przeciwieństwie do "Hakuna Matata".
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 44% uznało tę recenzję za pomocną (75 głosów).
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię