Recenzja filmu Morderstwo w Orient Expressie (2017)
Kenneth Branagh

Kryminał w klasie drugiej

Mało jest takich filmów, których szczerze nie mogę się doczekać. "Morderstwo w Orient Expressie" było właśnie jednym z tych nielicznych. Po genialnym serialu BBC na bazie najpopularniejszej ...
Filmweb sp. z o.o.

Mało jest takich filmów, których szczerze nie mogę się doczekać. "Morderstwo w Orient Expressie" było właśnie jednym z tych nielicznych. Po genialnym serialu BBC na bazie najpopularniejszej powieści Agathy Christie – "I nie było już nikogo" – liczyłam (nie bez powodu przecież!) na równie dobrą ekranizację książki z drugiego miejsca z rankingu. Czy się zawiodłam? Cóż... i tak, i nie. 
Sławny detektyw Hercules Poirot (Kenneth Branagh) musi koniecznie wracać do Londynu, dlatego dzięki pomocy zaufanego przyjaciela, Bouca (Tom Bateman), w ostatniej chwili wsiada do luksusowego orient expressu. Krótki jest jego odpoczynek po rozwiązanej sprawie w Stambule, ponieważ w pociągu dochodzi do morderstwa, a ofiarą pada amerykański biznesmen (Johnny Depp). Okoliczności śmierci są niezwykle frapujące, a poszlaki mylące. Wychodzi na jaw, że wszyscy mógłby mieć motyw, a przy tym każdy ma alibi.

Na wstępie chciałabym tylko wspomnieć o pewnych pogłoskach, krążących w Internecie, a mówiących o sprzecznych z prawdą plotkach, jakoby "Morderstwo w Orient Expressie" w reżyserii Kennetha Branagha było remakiem filmu z roku 1974. Wierutne kłamstwo. To przede wszystkim ekranizacja powieści Królowej Kryminału o tym samym tytule. Tyle że nieco przekombinowane w typowo hollywoodzkim stylu.

Ciężko pisać o filmie, którego historię zna się od dawna, a którą w dodatku szczerze się uwielbia. "Morderstwo w Orient Expressie" Branagha z góry musiało liczyć się z tym, że miłośnicy Agaty Christie nieustannie będą porównywali film albo do oryginału, albo do innych ekranizacji. Zadanie niełatwe, ponieważ musiało zadowolić aż dwa grona odbiorców - tych, którzy czytali książkę, i tych, którzy nigdy o niej może nawet nie słyszeli. Dla ułatwienia zacznę recenzję z punktu widzenia tych ostatnich.

Fabuła oparta na historii z lat 30. tworzy klimat opowieści zupełnie inny, niż ten, do którego młody widz już się przyzwyczaił. Najważniejsze są pozostawione poszlaki i powolne dochodzenie do winnego; przesłuchiwania i wyłapywanie nieścisłości. To właśnie za to miliony czytelników z całego świata pokochali Agathę Christie, a teraz ma szansę spodobać się kolejnym odbiorcom. Akcja powoli płynie, przedstawiając bohaterów, a zostało to wykonane w taki sposób, że raczej nie trudno się pogubić. Główne myśli Królowej Kryminałów pozostały. Jej duch od początku gdzieś krążył wokół tego filmu... by zniknąć całkowicie pod jego koniec. 

Fani Christie muszą być przygotowani na to, że niejednokrotnie będą kręcili nosem (bądź całymi głowami!), widząc niektóre zagrania reżyserskie. Osobiście początkowo po prostu przymykałam oko na pewne momenty, ale im bliżej końca, tym trudniejsze to było. Słyszałam naprawdę wiele o tym, jak bardzo Kenneth Branagh skupia się na szczegółach produkcji... czyli że zasnął po godzinie kręcenia? Z drugiej strony mogłam się domyśleć, że amerykańscy filmowcy nie byliby sobą, gdyby nie dodali komicznych efektów specjalnych bądź niepotrzebnych momentów pościgu. No nie byliby sobą. Nie i już. 

A czyż ekranizacja klasyki kryminału nie dawała możliwości na pokazanie widzom XXI wieku nieco innego klimatu opowieści – równie ciekawego, a przy tym w obecnych produkcjach niemal niedostępnego? Co kierowało twórcami, że postanowili mimo wszystko zniszczyć kryminał w stylu retro na rzecz powszechnie znanych już historii? Szczerze nie rozumiałam niektórych zmian w scenariuszu, które burzyły cały nastrój. Do małych szczegółów nie mam prawa się przyczepić, ale do tych większych już tak - takich, jak chociażby pominięcie niektórych tropów bądź zmiany w pokrewieństwach, które przecież rzucają zupełnie inne światło na daną postać.

No ale przynajmniej Hercules Poirot może czuć się usatysfakcjonowany w swojej próżności, ponieważ w jak mało której książce Christie, jest tutaj zdecydowanie na pierwszym planie. A jego dziwactwa i temperament zostały podwojone, tworząc lekko karykaturalną postać jego samego. Kenneth Branagh chyba za bardzo skupił się właśnie na tworzeniu własnego bohatera, tracąc tym samym cenne minuty, które można byłoby z korzyścią przeznaczyć na zagadkę. W pozostałych rolach mamy niemal samych nominowanych dla Oscara bądź już posiadających złotą statuetkę, m.in.: Penelope Cruz, Johnny Depp, Michelle Pfeiffer, Willem Dafoe, Josh Gad, Lucy Boynton czy Leslie Odom. Każdy z nich ma gdzieś swoje pięć minut sławy podczas przesłuchania, ale blakną w obliczu belgijskiego detektywa.

Nie skupiałabym się tak mocno na odczuciach miłośnika twórczości Christie i mogłabym spokojnie powiedzieć, że "Morderstwo w Orient Expressie" spodoba się z mniejszym bądź większym przymrużeniem oka każdemu, gdyby nie zakończenie. Wydźwięk  filmu a wydźwięk powieści to dwa różne światy - coś, co nigdy nie powinno zostać nazwane tym samym mianem. I tego już naprawdę nie mogę przebaczyć tej produkcji. 

By skończyć swój wywód czymś pozytywnym, pochwalę zapierające dech w piersiach zdjęcia. Już od pierwszych minut filmu podziwiać można piękny, orientalny Stambuł. Później przez większą część produkcji stoimy w miejscu, tak jak wykolejony pociąg. I tutaj też filmowcy spisali się na medal. Zasypane śniegiem urwisko tworzy klimat grozy i niebezpieczeństwa z każdej strony, a do tego widok kamery z góry utrzymuje potrzebne wrażenie ciasnoty pociągu. Proste zagrania, a przy tym jakże trafne.

"Morderstwo w Orient Expressie" mogło stać się czymś wielkim, dwuznacznym, jak niejednoznaczne jest zakończenie powieści. Mogło spodobać się obydwóm grupom odbiorców, a niestety wyszło jak wyszło. To dobry film z miłymi dla oka ujęciami, ale pozbawiony klimatu książek Agathy Christie. Jeżeli fanom to nie przeszkadza - mogą pójść śmiało do kina. Osobom, które nie znają nazwiska Królowej Kryminału, polecam po stokroć, bo jest nadzieja, że później sięgną po książkę. 
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 88% uznało tę recenzję za pomocną (17 głosów).
MPisareczka
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)