Recenzja filmu Klub Jimmy'ego (2014)
Ken Loach

Lata dwudzieste... lata trzydzieste

Niewielkie miasteczko w walczącej o niepodległość Irlandii. Tytułowy Jimmy wraca po latach z wielkiego, nowojorskiego świata na swoje torfowisko. Za namową młodszych mieszkańców oraz własnej ...
Filmweb sp. z o.o.
Niewielkie miasteczko w walczącej o niepodległość Irlandii. Tytułowy Jimmy wraca po latach z wielkiego, nowojorskiego świata na swoje torfowisko. Za namową młodszych mieszkańców oraz własnej potrzeby ożywienia tej tradycjonalistycznej mieściny reaktywuje klub. Tytułowy "Klub Jimmy'ego". Tak oto prezentuje się zarys fabuły filmy. Historia na pierwszy rzut oka prosta i przyjemna. Sielankowe widoczki okraszone radosnym życiem. Nic bardziej mylnego.

Dla reżysera Kena Loacha owa fabuła jest tylko dźwignią, na której można oprzeć swoje spostrzeżenia na temat otaczającej nas rzeczywistości. Tak, otaczającej, bo choć od czasu akcji dzieli nas już prawie sto lat, relacje międzyludzkie pokazane w tym filmie są uniwersalne. Twórcy nie mieli problemów, aby pokazać zaślepienie wielu ludzi w swoją ideologię, która niejednokrotnie prowadzi do hipokryzji. Miejscami film ten można odbierać jako przekaz antyklerykalny, lecz to chyba tylko powierzchowne wrażenia wynikające z postaci księdza (świetnie zagranego przez Jima Nortona)

Spotkałem się z opiniami, że Loach ma smykałkę do odnajdywania mało znanych, acz uzdolnionych aktorów. Miałbym ku temu wątpliwości. O ile całość jest pięknie ujęta, aktorstwo, szczególnie młodej kadry, biła po oczach. Być może to wina irlandzkich akcentów wyglądających bardziej jak ich nieudolna parodia. Tytułowy Jimmy (w tej roli Barry Ward) oraz grająca Oonagh Simone Kirby dali radę, choć też ich role nie były na tyle wymagające, aby mieli na czym polec.

Film nominowany był do Złotej Palmy w Cannes. Czy słusznie? Czy sprawiedliwym jest stawianie go obok "Mamy" oraz "Zimowego snu"? No cóż, jak już wiemy z tureckim filmem Ceylana nie miał szans. Podejrzewam, że gdyby taki film powstał w Polsce, to zostałby okrzyknięty szczytowym osiągnięciem kinematografii, o ile miałby szczęście na dystrybutorów i jakieś znane twarze w obsadzie. W zaistniałem sytuacji jednak wyrażam szacunek dla twórców, którym udała się sztuka zrobienia tak wciągającego spektaklu za pomocą prostej historii i amatorskich środków.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 11% uznało tę recenzję za pomocną (9 głosów).
GBD
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)

Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię