Recenzja filmu Pasażer (2018)
Jaume Collet-Serra

Liberator 2 ½

Tym razem, w przeciwieństwie do "Non-Stop", teren działań protagonisty ograniczony jest do wnętrz rozpędzonego pociągu w miejsce szybującego w przestworzach samolotu. Cóż, zalet tak klimatycznej, ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Pasażer (2018)

Najwyraźniej Panowie Jaume Collet-Serra oraz niezrównany Liam Neeson polubili wzajemną współpracę, gdyż tytuł "Pasażer" jest owocem ich czwartej już z rzędu kooperacji. W ciągu ostatniej dekady utalentowany reżyser parokrotnie udowodnił, iż w szeroko rozumianym kinie sensacyjnym czuje się jak ryba w wodzie. Postawny aktor o irlandzkich korzeniach natomiast w zaskakujący sposób odnalazł swoją drugą ekranową młodość, święcąc triumfy w filmach akcji. Nic dziwnego, że po kasowych sukcesach poprzednich przebojów duetu włodarze Hollywood ochoczo dali zielone światło na realizację następnego obrazu opartego na sprawdzonej formule. Podobnie jak w świetnej "Tożsamości" czy niezgorszym "Non-Stop", główny bohater ma za zadanie po raz kolejny rozwikłać zagadkę, której poszczególne elementy z pozoru nie składają się w logiczną całość. Tym razem jednak, w przeciwieństwie do produkcji z 2014 r., teren działań protagonisty ograniczony jest do wnętrz rozpędzonego pociągu w miejsce szybującego w przestworzach samolotu. Cóż, zalet tak klimatycznej, przyziemnej miejscówki jest bez liku. Gorzej, że fabularnie "Pasażer" odstaje od poprzedników, momentami wręcz wymuszając na widzu przymknięcie oka na liczne niedociągnięcia skryptu.



Michael MacCauley (Liam Neeson) to stateczny ojciec, który od lat z powodzeniem sprawdza się jako agent ubezpieczeniowy. Były gliniarz robi wszystko, by zapewnić godziwy byt swojemu dorastającemu synowi oraz wiernej żonie. Niestety, sytuacja materialna rodziny szybko ulegnie pogorszeniu, gdy potomek Michaela dostanie się na prestiżowe studia. Niebotycznie wysokie czesne wymagać będzie ogromnych nakładów finansowych, których obecnie MacCauley zwyczajnie nie posiada. W beznadziejnej, wydawałoby się, sytuacji agentowi nie jest w stanie pomóc nawet najlepszy kumpel, policjant Alex Murphy (Patrick Wilson). Pewnego dnia Michael tradycyjnie wraca z pracy pociągiem podmiejskim. Podróż odbywa się w sposób rutynowy do czasu, gdy do mężczyzny przysiada się tajemnicza Joanna (Vera Farmiga). Kobieta bez ogródek wciąga MacCauleya w grę polegającą na zlokalizowaniu pewnego pasażera. Nagrodą za wykonanie zadania ma być blisko 100 tys. dolarów, w przypadku porażki natomiast ucierpi rodzina Michaela. Dawny stróż prawa mimowolnie rozpoczyna rozgrywkę, w której stawką jest życie jego najbliższych...



Jedną z największych zalet "Non-Stop" było osadzenie akcji filmu na pokładzie samolotu pasażerskiego. Obserwowanie miotającego się na lewo i prawo protagonisty, próbującego desperacko dojść do sedna zagmatwanej sprawy przed upływem limitu czasowego, niemalże z automatu wrzucało ciarki na plecach widza właśnie dzięki ograniczonej przestrzeni. Ten swoisty klaustrofobiczny klimat zamkniętych pomieszczeń także jest ogromnym plusem "Pasażera". Prowadzący osobiste śledztwo bohater przeciska się między przedziałami, wchodząc w pogawędki z kolejnymi podejrzanymi celem zidentyfikowania poszukiwanej osoby. Napięcie rośnie z minuty na minutę, zwłaszcza, gdy do przystanku końcowego droga coraz bliższa... Cały ten fabularny samograj sprawdza się całkiem dobrze pod warunkiem, że kinoman nie zacznie podważać logiki zdarzeń ukazanych w filmie. Sam pomysł zmuszenia bohatera do wszczęcia prywatnego dochodzenia w pociągu wydaje się być mocno pretekstowy, z kolei im dalej w las, tym więcej drzew... Niezwykle naciąganym i niezamierzenie komicznym momentem jest np. swoista inscenizacja jednej z kluczowych sekwencji starutkiego "Spartakusa" Kubricka pasująca do skryptu jak pięść do nosa. Na sali kinowej podczas wspomnianej sceny rozległ się gromki śmiech, chociaż w założeniu ów moment miał być zapewne podniosły. Lubię filmowy patos, byle tylko był on dozowany z wyczuciem i zgodnie z przyjętą konwencją. W recenzowanym tytule natomiast podany on został niezbyt zręcznie.



Ostatnimi czasy w Fabryce Marzeń ktoś chyba wykoncypował sobie niepisaną zasadę prawiącą, iż film z Neesonem musi gwarantować efektowne sceny akcji. O ile aktor sprawdzał się doskonale w stonowanych starciach wręcz na modłę pierwszej "Uprowadzonej", tak w przypadku "Pasażera" twórcy odrobinę przeszarżowali. Michael bowiem nie tylko z powodzeniem radzi sobie w zwarciu, ale również i wytrzymuje ciosy, po których najtwardszy nawet bokser wagi ciężkiej przyjmowałby pokarm przez słomkę do końca swoich dni. Wszystko to byłoby jak najbardziej akceptowalne w lekkim "sensacyjniaku" typu "Liberator 2" ze Stevenem Seagalem. Jak jednak mniemam, "Pasażer" ma nieco większe ambicje, przez gros seansu oferując głównie zagrywki rodem z wciągającego, choć nieszczególnie wiarygodnego, thrillera. W takim przypadku nadmiernie przeciągnięta scena pojedynku z użyciem instrumentu o solidnych gabarytach zakrawa niemalże na parodię a la "Naga broń". Szczytem wszystkiego jest natomiast końcowa sekwencja z użyciem średniej jakości efektów komputerowych. W kulminacyjnym punkcie narracji na ekranie wyczyniają się takie cuda, że sam Michael Bay, twórca serii "Transformers", pewnikiem złapałby się za głowę.



Od strony stricte technicznej praca reżysera za kamerą produkcji to koronkowa robota. Filmowiec do spółki z operatorem robią co mogą, by wykorzystać atuty pociągu. Dobrze dobrane kadry w przejrzysty sposób pozwalają zorientować się w przebiegu zdarzeń, z kolei długi przejazd obiektywu przez kolejne pomieszczenia pędzącego na złamanie karku środka transportu to czysta poezja. Jaume Collet-Serra pozazdrościł chyba finezji koledze po fachu Fincherowi, gdyż "Pasażer" pełen jest ciekawych zabiegów rzędu kamery płynnie przechodzącej przez różnorakie elementy otoczenia. Takie zalążki artyzmu, nawet jeśli dosztukowane do wybitnie lekkostrawnej konwencji sensacyjnej, zdecydowanie świadczą na korzyść reżysera.



Żadnych zarzutów nie można mieć do Bogu ducha winnego Neesona, który zwyczajnie wykorzystuje swoje dodatkowe pięć minut w bogatej karierze. W momentach dramatycznych aktor świetnie gra głosem, prowadząc przez telefon rozmowy z kryminalistami w charakterystycznym dla siebie tonie nie znoszącym sprzeciwu. W scenach wymagających większej sprawności artysta nie daje po sobie poznać imponującego wieku, dziarsko wymachując kończynami z werwą równą niejednemu młodzikowi. Oczywiście jak na dłoni widać, iż wysiłki Neesona zostały potężnie wsparte komputerem i montażem, tym niemniej bez dobrej formy fizycznej gwiazdora ekranowe starcia byłyby jeszcze bardziej wyzute z realizmu.



Podsumowując, każdy widz wyczekujący z utęsknieniem "Pasażera" doskonale wie czego się po filmie spodziewać. Połączenie kryminału ze sporą dozą akcji zaserwowane zostało publiczności w lekko przyswajalnej formie. Logiki w scenariuszu niewiele, fabularne twisty sygnalizowane są na kilometr, a kaskaderskie popisy Neesona przebijają "Tożsamość" i "Non-Stop" razem wzięte. Tak czy inaczej, paradoksalnie nowy film Pana Colleta-Serry ogląda się nad wyraz dobrze. Atmosfera dusznego pociągu daje radę, zaś desperacja bohatera stopniowo udziela się i widzowi. Zaryzykowałbym stwierdzenie, iż "Pasażer" to bodajże najgorszy z dotychczasowych owoców współpracy wspomnianego tandemu, aczkolwiek i tak jest nieźle. Na tyle nieźle, że wydanie parunastu złociszy na seans w ciągu tygodnia nie powinno nikogo zbytnio zaboleć.

Ogółem: 6/10

W telegraficznym skrócie: Neeson w stylu "Liberatora 2", jeno konwencja nie ta...; aktor sprawdził się już w samolocie, teraz przyszła pora na pociąg; klimat ciasnoty i obskurnych przedziałów z miejsca buduje napięcie; póki film trzyma się ram typowego thrillera, jest całkiem porządnie; gorzej, gdy fabuła zbacza na tory niczym nieskrępowanej akcji; kiedy logika i realizm idą w odstawkę, zostaje li tylko atmosfera ciągłej walki z upływającym czasem; komputerowe fajerwerki z końcówki można sobie było darować; polotu produkcji dodają: sprawna ręka reżysera i niezawodny Neeson; mimo wszystko niezłe.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 69% uznało tę recenzję za pomocną (16 głosów).
kulak4
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)