Recenzja filmu Liga Sprawiedliwości (2017)
Zack Snyder
Marek Robaczewski

Liga nie rządzi, ani nie radzi... sobie

"Człowiek ze stali", "Batman v Superman" i "Legion samobójców". Filmy spod szyldu DC nie osiągały zbyt wielu sukcesów wśród krytyki czy widowni. Wyjątkiem był ich ostatni film, czyli Wonder ...
Filmweb sp. z o.o.

"Człowiek ze stali", "Batman v Superman" i "Legion samobójców". Filmy spod szyldu DC nie osiągały zbyt wielu sukcesów wśród krytyki czy widowni. Wyjątkiem był ich ostatni film, czyli Wonder Woman, który zarobił więcej pieniędzy niż ktokolwiek mógł przypuszczać, jak również spodobał się większości krytyków. Czy "Liga sprawiedliwości" podtrzyma ten trend? Szczerze bardzo w to wątpię i sam siedzę zdumiony, niektórymi opiniami, które są i tak dość łagodne w stosunku do najnowszego filmu wytwórni Warner Brothers.
Według mnie ten film to kompletny bałagan, który nie trzyma się kupy pod względem strukturalnym, montażowym i fabularnym. Jestem przekonany, że po raz kolejny otrzymamy rozszerzoną wersję na płytach i serwisach streamingowych, ale pozostaje mi tylko oceniać to, co widziałem w kinie.

Próbując być łaskawym może zacznę od tego co mi się podobało. A co ciekawe jednym z takich aspektów jest Cyborg, postać o której byłem przekonany, że wypadnie katastrofalnie. I o ile jego wygląd może takie myśli nasuwać, ze względu na jego podobieństwo do pogniecionej folii aluminiowej, o tyle jako postać wyszedł całkiem ciekawie i miał największy potencjał dramatyczny. On i Flash byli właściwie jedynymi postaciami z jakąś osią fabularną w tym filmie… chociaż ciekawa relacja Cyborga i jego ojca zostaje porzucona gdzieś w połowie filmu. A propos Flasha, mam troszkę mieszane uczucia, ale w większości są one na plus. Wiele osób chwali sobie tą postać, a sam uwielbiam tego młodego aktora (gorąco polecam filmy "Charlie" i zwłaszcza "Musimy porozmawiać o Kevinie"). Jednakże bywa troszkę irytujący swoim zachowaniem po pewnym czasie. Nie jest to wina aktora, ale raczej żartów, które nie zawsze się udają. Mimo wszystko jego wątek o uczeniu się bycia superbohaterem jest najbardziej konsekwentnie poprowadzony i jako jedyny trwa przez cały film… oczywiście poza zagrożeniem zniszczenia całego świata, ale o tym za chwilę.

photo.title

Ponadto, zmiany na fotelu reżysera nie są tak dostrzegalne jak sądziłem. Oczywiście widać, które sceny zostały dokręcone znacznie później, zwłaszcza dzięki ustom Cavilla czy pulchniejszej twarzy Afflecka, ale w większości nie było większych zgrzytów jeśli chodzi o ton filmu. Wygląda to mniej więcej tak jakby Whedon napisał scenariusz, który wyreżyserował Snyder. Dialogi mogą być Whedona, ale jest to nadal ewidentnie film Snydera.

photo.title

Chciałbym jeszcze pochwalić pierwszą scenę z Batmanem, która wypadła bardzo dobrze. Może i akcja jest słabo widoczna, ale scena ma spory mroczny klimat, kilka nawiązań do serii gier Arkham i chyba znajduje się w niej świetny aktor znany z Podziemnego kręgu, czy ostatnio Mindhuntera, Holt McCallany (aczkolwiek nie widzę jego nazwiska nigdzie w obsadzie filmu). Podczas trwania tej sceny pomyślałem sobie "rety, to chyba nie będzie takie złe!" Ale chwilę później…

NIestety grubo się myliłem. Już kilka scen dalej dotarło do mnie, że ten film to masakra pod względem montażu i fabuły. ŻADNA ze scen nie jest koherentna z poprzednią, ani następną. Zwyczajnie skaczemy od postaci do postaci bez ładu i składu. Większość nawet nie wydaje się dokończona, a co dopiero logicznie połączona z innymi. Jest to chyba rezultat bardzo słabego złoczyńcy, czyli Steppenwolfa. Jego osoba nie ma jakiegokolwiek powiązania z żadną z postaci w tym filmie, a jego cel to po prostu oklepane “zniszczyć cały świat”. Żaden z bohaterów nie ma w tym starciu jakiegoś osobistego porachunku, nie ma mowy o jakimkolwiek starciu ideologii. Wyląda to tak jakby DC pozazdrościło Marvelowi Malekitha z Thora.

Wspomniałem już o dwóch bohaterach, których oceniłem pozytywnie, ale jak mają się sprawy z resztą? Superman wypada… ok. NIe rozumiem ani zachwytów nad "naprawą" Supermana, o których czytałem przed filmem, jak również nie rozumiem, czemu został kompletnie wykluczony z kampanii promocyjnej filmu. Jego postać pojawia się w filmie już od połowy, a już zakończenie BvS powiedziało nam, że powróci (choć jak okazuje się tutaj, tamto zakończenie było kompletnie bezsensowne). Fakt, jego wątek nie łączy się z główną osią fabularną aż do finałowego konfliktu, ale jak wspominałem, nie jest jedyną postacią w tym filmie bez znaczenia. Co do jego "nowej osobowości" to podobała mi się… w scenie po napisach. W samym filmie znowu był dość nieznośny, a jego powrót do życia wypadł mało "Supermanowo".

photo.title

Gal Gadot nie jest najlepszą aktorką i mówię to bardzo delikatnie. Oczywiście, tak jak wielu, podobała mi się w swoim solowym filmie, gdzie grała zagubionego żółtodzioba w świecie pierwszej wojny światowej, i ta wersja pasowała do jej umiejętności aktorskich i akcentu. Osobiście, nie byłem wielkim fanem jej filmu, ale jej postać ogólnie przypadła mi do gustu. W Lidze nie ma już w niej nic interesującego i jej braki w talencie aktorskim są bardzo dostrzegalne. Sposób w jaki wymawia "Kal-El" w jednej scenie budzi śmiech, a sama postać jest w filmie tylko dlatego, że jest silna, bo żadnej motywacji poza tym nie ma.

Przed filmem spodziewałem się, że jeśli jedna postać wypadnie świetnie, to będzie nią Aquaman! Wypadł naprawdę rewelacyjnie na zwiastunach, kompletnie odświeżając od lat wyśmiewanego bohatera. Niestety, myliłem się. Jest chyba najbardziej bezużyteczną postacią w całym filmie. Walczy z kilkoma Parademonami, ale nigdy nie jest istotny dla fabuły filmu. Jest jeden moment, w którym chcą rozwinąć trochę jego postać, ale jest tak pocięty i tak słabo zrobiony, że aż się nie chce wierzyć. Poza tym jest jedna scena z lassem Wonder Woman, która wypada dość zabawnie, ale to by było tyle.

photo.title

No, a jak się mają sprawy z batfleckiem? Postacią, którą znienawidziłem najbardziej w "Batman v Superman". Na pewno nastąpiła drastyczna zmiana w tej postaci. Nie jest już morderczym psychopatą i zdaje się rzeczywiście chcieć ratować świat. Jest niestety kilka odniesień do jego idiotycznego zachowania z poprzedniego filmu (“Do you bleed” czy ogólnie jego relacja z Supermanem), ale jest ich na tyle mało, że można w sumie przymknąć oko na BvS i dać mu jeszcze jedną szansę. A więc spróbowałem. Niestety, tym razem pojawił się kolejny problem - zarówno Ben Affleck, jak i Jeremy Irons, grają chyba NAJNUDNIEJSZĄ wersję tych postaci, jaką kiedykolwiek widzieliśmy na ekranach (no dobra, może jeszcze Val Kilmer). Nie ma w batflecku jakiejkolwiek dramaturgii czy ludzkości. Sam z resztą to mówi w rozmowie z Alfredem o Supermanie, i rzeczywiście jest to odczuwalne. To jest już jego trzeci film, a tak naprawdę czuję, że nic o nim nie wiem i nie czuję żadnej więzi emocjonalnej między nim, a sobą i co gorsza między nim, a jakąkolwiek inną postacią. W dodatku jest kompletnie niepotrzebny w finalnym pojedynku, co niby jest zrozumiałe, z racji, że nie posiada żadnych mocy, ale innych scenarzystów to jakoś nie powstrzymywało wcześniej, żeby dać mu coś do roboty. Affleck gra tu wyraźnie znudzony, w dokrętkach jest gruby, a Jeremy Irons, niestety nie ma za grosz poczucia humoru i komediowego timingu  w swoich kwestiach. Tak jak wielu innych, batfleck nie ma też swojego konsekwentnego wątku. Na początku chce zjednoczyć ligę… a potem chce wskrzesić Supermana, którego pojawienie się tak naprawdę czyni wszystkich członków bezużytecznymi (jest to słowo, które nie bez powodu powtarza się w mojej recenzji) w starciu z Steppenwolfem.

Aha, jest też jeszcze J.K. Simmons jako Jim Gordon. Uwaga, uwaga, kolejna bezużuteczna postać w tym filmie, która w żadnym wypadku nie wymagała umiejętności tego świetnego aktora. Gra w tym filmie mniej niż 5 minut.

photo.title

Poza tym, efekty komputerowe są okropne, praca kamery w scenach akcji jest często niedopracowana, co jest zaskakującym krokiem wstecz względem Batman v Superman. Sama akcja też jest nudna ze względu na nasycenie pixelów zamiast złoczyńców, którzy nie posiadają nawet namiastki osobowości. Nawet w filmie bohaterowie nazywają ich po prostu "robalami", i tak właśnie się czułem podczas oglądania tych sekwencji - jakby ktoś zabijał robaki. Doprawdy "fascynujące". Jeśli chodzi o muzykę to mam mieszane uczucia. Nie jest tak zła jak w BvS, ale nie dorasta do pięt Człowiekowi ze stali.

Elfman spisał się poprawnie w kilku miejscach, ale jego użycie klasycznych motywów "Batmana i Supermana" woła o pomstę do nieba. Jego motyw Batmana jest użyty chyba tylko raz i nadal uważam, że nie pasuje do tej postaci, natomiast kawałek Johna WIlliamsa jest koszmarnie przerobiony i kompletnie nie ma takiego efektu jaki powinien mieć.

A więc tak jak można się domyśleć, nie bawiłem się na tym filmie dobrze. Być może dlatego, że za dużo nerwów zepsułem już sobie na tej serii filmowej, ale z drugiej strony jestem przekonany, że ten film też nie przekona do siebie wielu nowych fanów. Ludzie, którzy nie znają się na komiksach będą nieco zagubieni, poprzez dialogi, które nie odnoszą się do niczego z poprzednich filmów, ani żadnej ze scen. Jest mnóstwo drugoplanowych postaci, które po prostu pojawiają się bez wyjaśnienia i są komicznie przedstawione, a ich pochodzenie fatalnie opowiedziane. Ja wiedziałem o czym jest mowa, ale 90% widowni nie będzie miała zielonego pojęcia o co w niektórych fragmentach chodzi. Jest to podręcznikowy przykład tego jak nie tworzyć filmowego uniwersum. Naprawdę, powinno się badać i analizować ten przypadek.

photo.title

Nadal waham się, czy ten film był gorszy czy lepszy od "Batman v Superman". Tak, jest aż tak źle! Jeden niesamowicie mnie wkurzył, a drugi wynudził. Mimo wszystko za kilka zabawnych scen, dam póki co małą przewagę "Lidze sprawiedliwości". Mimo całego absurdu, nie był przy tym tak śmiertelnie poważny. W tym zlepku scen było przynajmniej kilka, na których się uśmiechnąłem, więc jakiś tam plus to niby jest.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 76% uznało tę recenzję za pomocną (29 głosów).
ElDuderino
ocenia ten film na:
1 10 4/10 ujdzie

przeczytaj również recenzje użytkowników (4)