Recenzja filmu Krocząc wśród cieni (2014)
Scott Frank

Ludzkie szarości

Kinomani na całym świecie zasmakowali w filmach napakowanych elektroniką i efektami specjalnymi, a niejeden uważa, że im więcej fajerwerków i wybuchów, tym lepiej. Natomiast skromność i prostota ...
Filmweb sp. z o.o.
Kinomani na całym świecie zasmakowali w filmach napakowanych elektroniką 
i efektami specjalnymi, a niejeden uważa, że im więcej fajerwerków i wybuchów, tym lepiej. Natomiast skromność i prostota są po prostu passé. A czasami to właśnie prostota może uczynić z filmu coś na prawdę dobrego. Tak jest w przypadku "Krocząc wśród cieni" w reżyserii Scotta Franka.

photo.title

Rok 1991. Nadużywający alkoholu policjant Matt Scudder (Liam Neeson), podczas wykonywania swoich obowiązków przypadkowo doprowadza do śmierci kilkuletniej dziewczynki. Powodowany wyrzutami sumienia odchodzi z pracy, zapisuje się do klubu AA i zostaje prywatnym detektywem, choć bez licencji. Kilka lat później kontaktuje się z nim dawny znajomy (Boyd Holbrook), który prosi go w imieniu brata (Dan Stevens) o pomoc. Jak się okazuje żona Kennyego została porwana i chociaż mąż zapłacił okup, porywacze zamordowali ją i poćwiartowali. Choć z pewnymi oporami, Matt decyduje się przyjąć zlecenie. Szybko się orientuje, że taka zbrodnia zdarzyła się już dwukrotnie. Wszystkie kobiety łączyło to, że ich partnerzy byli dilerami. A tymczasem sytuacja robi się napięta - porywacze uprowadzają nastoletnią dziewczynkę. 

photo.title

Scenariusz jest prosty, jak budowa cepa: przewidywalny, z góry wiadomo jak się to skończy, a wszystko skąpane w strugach deszczu. Mogłoby się wydawać, że to się nie ma prawa udać. A jednak.


Krocząc wśród cieni to na prawdę mocne kino akcji, warte polecenia. Nic tu nie jest do końca czarne lub białe. Z każdej postaci bije tu przede wszystkim szarość. Choćby osoba głównego bohatera - Matt to w zasadzie miły facet, ale ma też swoje grzechy, za które musi odpokutować. Wie, w którym momencie popełnił błąd
i choć zdaje sobie sprawę, że nigdy nie zdoła go już naprawić, nie traci wiary na cud, iż dokona czegoś, co pozwoli mu być z siebie dumnym i pozwoli zacząć od nowa. 

photo.title

W podobnej sytuacji jest niemal każdy z bohaterów: każdy coś ukrywa, kręci, próbuje uciszyć sumienie. Idealnym przykładem może tu być osoba Jonasa Loogana (epizodyczna rola Ólafura Darri Ólafssona), który próbuje zapomnieć
o zbrodni, do której dopuścił. 

Ludzie poszkodowani to też nie świętoszki - każdy dorobił się sporego majątku na handlu narkotykami. Nie są przypadkowymi ofiarami, ale to ich chciwość
i pazerność w końcu sprowadza na nich karę. 

photo.title

Dużym plusem jest również postać nastoletniego TJ (Astro), który stanie się dla głównego bohatera szansą na normalność. Ciężko chory (co próbuje ukryć przed otoczeniem) ale za to bystry i inteligentny, okaże się wspaniałym pomocnikiem
i pomimo młodego wieku, świetnym materiałem na detektywa. Między nim,
a Mattem bardzo szybko narodzi się silna nić porozumienia i da widzowi chwilę wytchnienia i na nadzieję, że nawet w tak brutalnym świecie jest miejsce na normalność. Zwłaszcza, że reżyser postarał się wprowadzić element komediowy: TJ wysławia się w slangu, którego Matt ledwie rozumie i niejednokrotnie popisze się ignorancją technologiczną (nie zna się na komórkach, a komputery uważa za chwilową modę).

photo.title

Liam Neeson nie po raz pierwszy pokazuje w jakim gatunku czuje się najlepiej. To właśnie w filmach sensacyjnych ma szansę pokazać co naprawdę umie. Jego Scudder to człowiek zmęczony życiem, pragnący uwolnić się od koszmarów. Już dawno przestał wiedzieć w człowieku tylko w czerni i bieli, a postrzega go w różnych odcieniach szarości. Nie ocenia ludzi, z którymi rozmawia. Do dilerów mówi wprost, że nie obchodzi go jak zarabiają na życie, dzięki czemu łatwiej mu wyciągać od nich informacje. Aktor doskonale pokazał postać człowieka zmęczonego życiem i udało mu się udźwignąć cały film. Towarzyszący mu partnerzy również pokazują się od jak najlepszej strony i maksymalnie wykorzystują dany im na ekranie czas. 

photo.title

Krocząc wśród cieni to bardzo dobrze skrojony film, oddający prawdziwego ducha gatunku i wyśmienicie ukazujący prawdę o człowieku: jest w nim dużo bieli
i czerni, ale zdecydowanie najwięcej w nim szarości. Ale też nadziei, która w końcu uśmiechnie się do każdego, co sugeruje zakończenie. 
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 100% uznało tę recenzję za pomocną (2 głosy).
WMcF100
ocenia ten film na:
1 10 8/10 bardzo dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)