Recenzja filmu Coco Chanel (2009)
Anne Fontaine

Mała wielka projektantka

Kiedy współczesna kobieta zakłada spodnie lub "małą czarną", nie zastanawia się nad tym, komu zawdzięcza podobną modę; kto na zawsze zrewolucjonizował damski styl ubierania, zmienił zwartość ...
Filmweb sp. z o.o.
Kiedy współczesna kobieta zakłada spodnie lub "małą czarną", nie zastanawia się nad tym, komu zawdzięcza podobną modę; kto na zawsze zrewolucjonizował damski styl ubierania, zmienił zwartość szaf, komód i garderób, a wreszcie wyzwolił płeć piękną z gorsetów. Zrobił to nikt inny jak drobniutka, pyskata Francuzka - Gabrielle Chanel, bardziej znana jako Coco. Pewna siebie, uparta, udowodniła, że jeśli się czegoś pragnie, można to osiągnąć. Że spełnianie marzeń to tylko kwestia czasu.

Małoletnia Gabrielle Chanel (Audrey Tautou) wraz z siostrą trafia do sierocińca. Piętnaście lat później obie panny Chanel zarabiają, śpiewając w kawiarniach piosenkę "Gdzie jest Coco?" (od tytułu której Gabrielle przybiera swój słynny pseudonim) i szyjąc ubrania. Pewnego wieczoru Coco zostaje przedstawiona milionerowi o nazwisku Étienne Balsan (Benoît Poelvoorde), którą to znajomość później wykorzysta: oto bez zaproszenia i zapowiedzi wprowadzi się do domu mężczyzny i tym samym pozna życie wyższych sfer. Zafascynowana strojami dżokejów i zniesmaczona wyglądem sukien, kapeluszy i dodatków, w których "za dużo wszystkiego", tworzy pierwsze projekty i podkrada Balsanowi ubrania. Poznaje czarującego Anglika, Arthura "Boya" Capela (Alessandro Nivola) i powoli zaczyna snuć plany na przyszłość: marzy o sławie i bogactwie, które mają jej przynieść projektowane kapelusze. Niestety nie wie jeszcze, co szykuje dla niej los...

"Coco Chanel" to kolejna filmowa biografia, której twórcy pragnęli pokazać "zwykłość" niezwykłych ludzi; ludzi sławnych, znanych na całym świecie i podziwianych. "Oni byli tacy jak my", niemal słyszymy zza kadru. "Odrobina pasji i uporu wystarczy". Niestety podobny tok myślenia sprawił, że nakręcono film banalny, płytki, nie zdradzający tajemnicy sukcesu i niezwykłego charakteru Coco, które przecież uczyniły z niej jedną z ikon XX wieku. Produkcja jest grzeczna, poprawna politycznie, prosta, spokojna. Ot, dramat obyczajowy o kimś sławnym.

Powiedzmy sobie szczerze, że jeden francuski skarb mógł zagrać tylko inny francuski skarb: Audrey Tautou. I trzeba przyznać, że "Amelia" to Coco jak żywa, bo obie panie są do siebie bardzo podobne. Wielka projektantka odgrywana przez drobną aktorkę znad Sekwany jest zadziorna, nieustępliwa, mówi to, co myśli. To ciekawa postać, którą spłycił zbyt słaby scenariusz. Jego twórcy postanowili nie zostawiać widzowi żadnych pytań po zakończeniu seansu; cała historia i wszystkie jej wątki zostają szybciutko, zgrabniutko zamknięte i tylko ci, którzy zdecydują się sięgnąć po książkową biografię Coco, dowiedzą się znacznie więcej o mrocznych momentach jej niezwykle interesującego życia (m.in. o romansie z oficerem Hitlera).

Zdjęcia Christophe'a Beaucarne'a są naprawdę piękne, wysmakowane. Z pastelowymi tłami często kontrastuje Coco ubrana w biele i czernie. Scenografia i dbałość o szczegóły zachwyca: oto jesteśmy na przełomie XIX i XX wieku pośród pierzastych kapeluszy i sukien z gorsetami, którym Coco mówi stanowcze "nie".

"Coco Chanel" to film lekki, wręcz zbyt lekki i chociaż czuć wiszącą w powietrzu tragedię, całość ogląda się jakoś bez serca. Reżyserka, Anne Fontaine, chyba nie czuła, jak wiele jako kobieta zawdzięcza Coco. Może prywatnie ubiera się w gorsety ozdobione piórami?
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 88% uznało tę recenzję za pomocną (33 głosy).
Dai
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)