Recenzja filmu Wenecja (2010)
Jan Jakub Kolski

Magia Pana J.J. Kolskiego

Dotychczasowa twórczość Jana Jakuba Kolskiego zawiera w sobie ogromną moc i pozytywną energię. Siłę, która potrafi przenieść widza w świat stworzony za pomocą magii. Nie ma w nich miejscach na ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Wenecja (2010)
Dotychczasowa twórczość Jana Jakuba Kolskiego zawiera w sobie ogromną moc i pozytywną energię. Siłę, która potrafi przenieść widza w świat stworzony za pomocą magii. Nie ma w nich miejscach na pokazywanie jedynie szarej, smutnej rzeczywistości. Najnowszy obraz tegoż zasłużonego dla polskiej kinematografii twórcy także posiada te walory, co sprawia, że przenosi widza do najromantyczniejszego miasta na ziemi - Wenecji.

"Wenecja" porywa nas w ekscytującą podróż. Wyjątkową. Akcja, jak może sugerować tytuł, nie rozgrywa się na ciasnych uliczkach "wodnego miasta". Głównym bohaterem jest 11-letni chłopiec imieniem Marek, który żyje w rodzinie jeżdżącej od pokoleń do miasta leżącego nad Adriatykiem. Jako jedyny członek familii jeszcze nie był w tych rejonach, ale chce tego tak bardzo, że nauczył się nazw wszystkich najważniejszych ulic oraz placów tegoż miasta. Gdy już się wydaje, że w końcu trafi do swego upragnionego miejsca, nasila się konflikt z Niemcami. Ojciec zostaje powołany do wojska, a Marek wysłany do ciotki Weroniki, zamieszkującej willę w Zaleszczykach nad Sanem. Mieszkańcy razem z Markiem zaczynają tworzyć swój własny mały świat, aby zapomnieć o wojnie toczącej się tuż za rogiem. Za pomocą wyobraźni odcinają się od zła, tworząc, a zarazem biorąc udział w karnawale, jaki ma miejsce w piwnicznej Wenecji. Jest to jedna z prób, jaka prowadzi do zapomnienia o tęsknocie za mężami, ojcami, kochankami, zakończona powodzeniem. Chwilowym powodzeniem.

Film nie tylko zachwyca wspaniałym scenariuszem, lecz także zdjęciami, autorstwa Artura Reinharta. Scena ataku niemieckiego lotnictwa na wojsko polskie kroczące polną drogą należy do jednych z najlepszych epizodów wojennych, jaki miałem okazję ujrzeć w rodzimym kinie. Mistrzostwo warte zobaczenia. Owacje należą się osobie odpowiedzialnej za muzykę, którą stworzył Dariusz Górniok. Przez znaczną część filmu przewijają się głownie dwa motyw muzyczne, stworzone za pomocą harmonii oraz pianina. Człowiek aż pragnie zniknąć z teraźniejszości, przenieść się w przeszłość/na ekran filmowy, aby wraz z bohaterami napić się czerwonego wina w piwnicy i się zapomnieć. Największym zgrzytem filmu są przejścia utworów muzycznych. Brakuje w tym delikatności, płynności, lecz ten jeden mankament nie psuje rozkoszy płynącej z kinowego ekranu. Krótko mówiąc: film wart jest zobaczenia. Zapamiętajmy słowa wypowiedziane przez matkę Marka, że Wenecji nie wystarczy kochać, trzeba ją rozumieć.

Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 25% uznało tę recenzję za pomocną (8 głosów).
ilbis
ocenia ten film na:
1 10 8/10 bardzo dobry