Recenzja filmu Wojna światów (2005)
Steven Spielberg

Marsjanie (znowu) atakują

Film ten to adaptacja powieści Herberta George'a Wellsa o tym samym tytule. Zorientowani pewnie pamiętają, że w 1938 roku młody redaktor radiowy, Orson Welles, stworzył słuchowisko na podstawie ...
Filmweb sp. z o.o.
Film ten to adaptacja powieści Herberta George'a Wellsa o tym samym tytule. Zorientowani pewnie pamiętają, że w 1938 roku młody redaktor radiowy, Orson Welles, stworzył słuchowisko na podstawie "Wojny Światów". Było tak realistyczne, że w większych miastach USA wybuchła panika - ludzie naprawdę uwierzyli, że na Ziemi wylądowali Marsjanie. W dzisiejszych czasach jednak mało kto dałby się nabrać na taki żart. Powieść H. G. Wellsa doczekała się swojej pierwszej ekranizacji w 1953 roku - nakręcił ją Byron Haskin, który w swoim dziele (nagrodzonym Oscarem za efekty specjalne) chciał pokazać, co sądzi o czasach zimnej wojny. W 2005 roku na ekrany kin wchodzi kolejna ekranizacja "Wojny Światów". Tym razem reżyserią zajął się sam Steven Spielberg, specjalista od kina katastroficznego i przygodowego.

Ray Ferrier, wzorowy pracownik portowy i niezbyt dobry ojciec, ma zająć się przez weekend swoimi dziećmi z poprzedniego małżeństwa. Tego samego dnia rozpętuje się tajemnicza burza, po której z ziemi wychodzą śmiercionośne maszyny, pozostawione przez Obcych wiele milionów lat temu. Zaczynają niszczyć budynki, zabijać ludzi. Ziemię pokrywają dziwne, czerwone chwasty. Ray musi teraz walczyć o życie i uciekać przed najeźdźcami z innej planety.

Reżyser przeniósł akcję powieści z początku XIX wieku do czasów współczesnych. Udało się dzięki temu przedstawić dzisiejsze lęki społeczeństwa. Widać, jak duży wpływ na mentalność mieszkańców miały ataki terrorystyczne. Kiedy wszystko zaczyna się walić, wybuchają budynki i samochody, córka Raya pyta, czy to terroryści. Później widzimy na murach rozwieszone zdjęcia ludzi zaginionych, tak dobrze nam znane z 11 września. Zmieniają się również bronie, jaką usiłują pokonać Obcych amerykańscy żołnierze. Nic nie dają wielkie czołgi, ataki lotnictwa, czy w końcu ataki bombami atomowymi. Wszyscy są skazani na zagładę.

Jak przystało na Spielberga, efekty specjalne są naprawdę niesamowite - most, który jest niszczony na początku, czy przejazd podpalonego pociągu nieco później, naprawdę robią wrażenie. Sceny, w których ludzie zmieniają się w popiół i zostają po nich tylko ubrania zostają na długo w pamięci. Same trójnogi również są przedstawione w bardzo realistyczny sposób.

Jednak "Wojna Światów" to nie tylko kino katastroficzne, to również całkiem udany thriller, który w wielu momentach potrafi trzymać w wielkim napięciu. Trochę gorzej jest z aktorstwem. Wprawdzie Tom Cruise całkiem nieźle wcielił się w rolę zdesperowanego ojca walczącego o życie swoje i rodziny, ale Justin Chatwin grający syna Raya w ogóle nie jest przekonywujący. Mała Dakota Fanning za to spisała się bardzo dobrze - pierwszych minutach filmu szybko zaskarbia sobie sympatię widzów, chociaż kiedy zaczynają się ataki obcych, jej kwestie ograniczają się do krzyków, pisków i wiecznie otwartych szeroko oczy.

Tak więc "Wojna Światów" to całkiem udany thriller sci-fi, który mimo że nie jest może arcydziełem, ale szerokiej publiczności powinien się spodobać.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 80% uznało tę recenzję za pomocną (15 głosów).
Anhinga
ocenia ten film na:
1 10 8/10 bardzo dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (9)

zobacz wszystkie