Recenzja filmu Ugryź mnie! (2014)
Mina Djukic

Miłość na próbę

Chyba każdy z nas czasem przypomina sobie jedną z młodzieńczych sympatii, z którą drogi rozeszły się i już nigdy więcej nie skrzyżowały. Bywa tak, że miłość wraca, a z nią wracają wspomnienia i ...
Filmweb sp. z o.o.
Chyba każdy z nas czasem przypomina sobie jedną z młodzieńczych sympatii, z którą drogi rozeszły się i już nigdy więcej nie skrzyżowały. Bywa tak, że miłość wraca, a z nią wracają wspomnienia i uczucia sprzed lat, pragnące rozkwitnąć na nowo. Dzieło Miny Djukic w symboliczny sposób przedstawia nam historię Leni (Hana Selimović) i Lazara (Mladen Sovilj), którzy po paru latach rozłąki wyruszają w spontaniczną podróż dyktowaną ich wewnętrznym sporem – czy do tego jeszcze warto wracać, czy lepiej zapomnieć i iść w swoją stronę?

Podążając śladami konsekwentnie rysowanych postaci, przez dłuższą część seansu nie potrafimy ocenić, do czego ta wyprawa może doprowadzić. W trakcie trwania akcji bohaterowie nie okazują sobie klarownych uczuć, nie wydają się najlepiej "dopasowaną" parą pod słońcem, lecz w powietrzu wisi emocjonalne napięcie, które musi kiedyś wybuchnąć. Subtelne gesty, spojrzenia, chemia  – te filmowo-poetyckie zabiegi Mina Djukic opanowuje do perfekcji. Para buńczucznie rozbija się od wsi do wsi z werwą trafnie obrazującą radość chwili, chęć oderwania się od wszystkiego, by jeszcze raz poczuć odrobinę dawnej miłości. Scenariusz nie skupia się na zrozumieniu motywów, prowadzeniu dramaturgii, czy dogłębnemu charakteryzowaniu bohaterów. Film płynie w różnorodnych kierunkach, co nie gryzie tylko dlatego, że - tak jak postaci - żyje chwilą.

Reżyserka jako obserwatora i swego rodzaju "sędziego" owej relacji mianowała młodego chłopca, który w pewnym momencie dołącza do wędrowców. W scenie nad rzeką przeprowadza z Lazarem cudowną w swej prostocie rozmowę, będącą dla mnie (i jak się na końcu okazuje – również dla twórców) pointą dzieła, niosącą w sobie nieograniczone pokłady mądrości i wrażliwości. Stawia pytanie o granice zaangażowania w związek,  prawo do kochania i szereg obowiązków z tego wynikających.

Film opowiadany z wysublimowaną subtelnością i niedomówieniem ma w sobie jedną, niepasującą część układanki… narratora. Mężczyzna w średnim wieku, będący jakby postacią metafizyczną, raz na jakiś czas mówi nam wprost, co jeszcze powinniśmy wiedzieć o historii lub jeszcze bardziej nieudolnie to, co powinniśmy wnioskować z dotychczasowych zdarzeń! Wyobrażam sobie archetypicznego producenta filmowego, który po obejrzeniu wersji reżyserskiej powiedział: "Cholerka, to jest za trudne!". Z poetyckiego utworu, który z pewnością poruszyłby do głębi wymagającego widza, powstało dzieło stojące jedną nogą w mainstreamie, drugą w kinie ambitnym. Ten rozkrok nie sprawdza się choćby dlatego, że każdy z segmentów filmu, w tym niejasna narracja, dialogi i skromny zarys bohaterów nie przekona do siebie fanów hollywoodzkich komedii romantycznych i przeklęty przeze mnie narrator nie jest w stanie tego zmienić. "Ugryź mnie!" mógł być arcydziełem wrażliwości, godnym porównań do Antonioniego, ale poprzez zestawienie ze sobą banału i intrygującej gry między wierszami wydał na siebie wyrok filmu nieudanego. Pomimo wszystko uważam, że warto towarzyszyć magicznej podróży do zaszytego w postaciach uczucia dawnej miłości.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 55% uznało tę recenzję za pomocną (22 głosy).
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię