Recenzja filmu Omen (2006)
John Moore

Nie taki diabeł straszny...

Remake "Omena" miał swoją premierę 06.06.06. Trudno sobie wymarzyć lepszą datę na premierę filmu opowiadającego o szatanie, którego odwiecznym atrybutem jest liczba 666. Hasła promocyjne głosiły, ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Omen (2006)
Remake "Omena" miał swoją premierę 06.06.06. Trudno sobie wymarzyć lepszą datę na premierę filmu opowiadającego o szatanie, którego odwiecznym atrybutem jest liczba 666. Hasła promocyjne głosiły, że diabeł już wkrótce zstąpi na ziemię. Krytycy z kolei kręcili nosem i złośliwie dodawali, że Szatan owszem zstąpi na ziemię i ześle nam "Omen", który rozłoży na łopatki nawet najbardziej tolerancyjnych kinomanów. Kto miał rację?

Remake "Omena" jest bardzo wierny swemu oryginałowi sprzed 30 lat. Wprowadzono wprawdzie parę zmian, lecz mają one bardziej charakter kosmetyczny niż merytoryczny. Największej zmianie uległa sekwencja otwierająca film, co wypadło zdecydowanie na niekorzyść nowej wersji. Jesteśmy świadkami tajnego zgromadzenia zwierzchników kościoła, którzy ze slajdów starają się wyczytać proroctwa zapisane w "Apokalipsie według świętego Jana". Interpretacja ta jednak jest bardzo naiwna, wręcz głupia. Biblijne opisy wedle twórców odnoszą się do takich wydarzeń, jak atak na World Trade Center, czy też spustoszenia dokonane przez huragan Katrina. Takie jawne uproszczenia i nadinterpretacje zwiastują, że nowa wersja klasycznego horroru przeznaczona będzie raczej dla mało wymagającego widza. Na szczęście późniejsze sceny są już wierne oryginałowi, co jednak okazało się posunięciem najwłaściwszym. 

Nowa wersja to oczywiście przede wszystkim znacznie ulepszone efekty specjalne. A te rzeczywiście stoją na najwyższym poziomie. To co przed 30 laty wyglądało nieco groteskowo (na przykład sekwencja ścięcia głowy), dziś poraża naturalizmem. Miłośnicy krwawych scen, kręconych z wykorzystaniem najnowocześniejszych technik komputerowych będą zachwyceni. Nad wyraz dobrze prezentuje się zwłaszcza atak hordy krwiożerczych psów.

Ścieżka dźwiękowa uległa znacznej modyfikacji w porównaniu z wersją z 1976 roku. Odpowiedzialny za nią Marco Beltrami zastosował szereg prostych, lecz dynamicznych brzmień, które umiejętnie budują napięcie. Trudno jednak mówić o motywie muzycznym, który utknąłby na dłużej w pamięci widzów. Gra aktorska nie budzi żadnych zastrzeżeń. Hollywoodzkie gwiazdy grają umiejętnie i z wyczuciem stylu choć z całą pewnością nie są to ich role życia. Na uwagę zasługuje jednak fakt, że wiele znanych aktorów wciela się w role znacznie odmienne od wcześniejszych filmowych dokonań. Julia Stiles porzuciła wizerunek zbuntowanej nastolatki i wcieliła się w postać zagubionej i dojrzałej kobiety. Mia Farrow wcieliła się w odrażającą postać służebnicy szatana, a Liev Shreiber odrzucił kpiarski styl gry.

W nowym "Omenie" zawodzi przede wszystkim zupełnie niepotrzebne odwołanie się do bieżących wydarzeń politycznych i społecznych. Czytelna jest intencja twórców, którzy dzięki temu zabiegowi zapewne chcieli nieco urzeczywistnić fikcyjną opowieść. Nie wątpię, że co mniej rozgarnięty widz zacznie się po filmie doszukiwać podwójnego dna w różnych wydarzeniach, które rozegrały się w ciągu ostatnich kilku lat. Tym nie mniej sceny autentycznych ludzkich dramatów wplecione w akcję komercyjnego horroru mogą budzić niesmak. Bo jak inaczej można określić umieszczenie pod koniec filmu sekwencji śmierci Jana Pawła II, jak nie próbą żerowania na tragedii, która poruszyła całym światem.

Remake "Omena" jest dobrym filmem, lecz mimo wszystko pozostaje jedynie kopią oryginału. Jest ładniejszy, bardziej efektowny, lecz równocześnie bardziej płytki i siłą rzeczy wtórny. Jako remake oceniam więc tę produkcję wysoko. Jako samodzielny film już tak dobrze się nie broni. Tym nie mniej warto poświęcić mu półtorej godziny. Na pewno nie będzie to czas stracony.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 25% uznało tę recenzję za pomocną (4 głosy).

przeczytaj również recenzje użytkowników (5)

zobacz wszystkie