Recenzja filmu Podły, okrutny, zły (2019)
Joe Berlinger

Nie taki szokujący, całkiem zajmujący, niezły

Jeśli szykujecie się na makabryczne sceny psychopatycznych zapędów Bundy'ego, możecie srogo się zawieść. Film stara się poniekąd poświęcać dramaturgię krwawych widoków na rzecz bardziej ...
Filmweb sp. z o.o.
Opowiedzenie historii Teda Bundy'ego stanowi niezmiernie trudne wyzwanie. On, człowiek, który stał się jednym z największych medialnych fenomenów swoich czasów, niemalże popkulturową ikoną, na skutek popełnienia serii brutalnych morderstw. Temat niezwykle newralgiczny, zważywszy na skrajne emocje, jakie może wywoływać wstrząsająca historia najpopularniejszego przestępcy Ameryki. Od śmiechu na widok ujmującego Teda rzucającego sytuacyjne żarciki przed kamerami na sali sądowej, poprzez dramat dzielony z jego dziewczyną, rozdartą pomiędzy miłością do swego partnera a wstrętem wobec jego uczynków, aż po obrzydzenie wywoływane przez makabryczne opisy okropności wyrządzonych przez sympatycznego podejrzanego-celebrytę. Owszem, głównie opisy i to nie zawsze dokładne. Jeśli szykujecie się na makabryczne sceny psychopatycznych zapędów Bundy'ego, możecie srogo się zawieść. Film stara się poniekąd poświęcać dramaturgię krwawych widoków na rzecz bardziej zdystansowanej perspektywy, stopniowo rysującej nam kompletny wizerunek Teda, nie tylko jako mordercy, ale także pociągającego showmana, a nawet kochającego partnera.

Co naprawdę skrywa maska Bundy'ego? W wyniku przyjętej narracji dowiadujemy się o tym zaskakująco niewiele. Gdyby nie czysto kulturowa znajomość oglądanej historii, właściwie do ostatnich minut moglibyśmy poważnie powątpiewać w jego winę. Przyjęty przez reżysera punkt widzenia właściwie oszczędza nam jakiekolwiek autorefleksji samego mordercy. Widzimy go jedynie przez pryzmat innych, dzięki czemu wyraźnie zaznacza się manipulacyjny dryg Teda. Ile osób, tyle opinii i punktów widzenia. Ta ambitna mnogość wątków i ujęć fabuły ostatecznie wyrasta, niestety, na główny mankament całego filmu.

Twórcy wydają się nie być w stanie podjąć decyzji odnośnie kierunku opowieści. Czy skupić się na porywającym tłumy, charyzmatycznym Bundym, medialnej gwieździe? Dramacie prześladowanej uczuciem do psychopaty partnerki zakłamanego Teda? Wstrząsających przeżyciach ofiar brutalnego mordercy? A może patologicznej historii nowej wybranki naszego "bohatera", pozostawionej z dzieckiem wydanego na karę śmierci zbrodniarza, na której wątek zdaje się nie starczać już miejsca. Opcji jest wiele, lecz choć każda znakomicie zyskuje uwagę widza, to nieodmiennie pozostawia go jednocześnie z mniejszym lub większym niedosytem. Cierpi też na tym ostateczny wydźwięk filmu i jego przekaz, który wydaje się nie do końca wyrazisty.

W kwestiach czysto realizacyjnych to obraz co najmniej kompetentny. Obsadzony w głównej roli Zac Efron radzi sobie bardzo dobrze, dając nam namiastkę charakterystycznego magnetyzmu Bundy'ego, beznamiętnie wciskającego kolejne kłamstwa, z uspokajającą pewnością i charyzmą, nie ma jednakże zbyt wiele okazji na ukazanie nam skrywanego głęboko szaleństwa i chorobliwej, psychopatycznej pasji. Podobnie sprawa ma się z Lily Collins, która, choć w przekonujący sposób prezentuje nam się zarówno jako wierna Tedowi ukochana, jak i coraz bardziej powątpiewająca, zagubiona dziewczyna, wyniszczana przez uczucie do psychopaty, brakuje u niej jakiegoś aktorskiego błysku, sceny szczególnie wartej zapamiętania, może za wyjątkiem samej końcówki filmu, kiedy wszystkie karty finalnie trafiają na stół, a napięcie zdążyło już nieco opaść. To samo można właściwie powiedzieć i o reszcie obsady. Spisują się bardzo dobrze w swojej przeważnie dość ograniczonej roli, trudno będzie jednak na długo zapamiętać którąś z kreacji, najpewniej głównie w efekcie wspomnianego wcześniej narracyjnego parytetu. 

Film trzyma się także prawdy historycznej. Być może nie dbając chorobliwe o każdy detal, acz pozostając w zgodzie z faktami, często zapożyczając do swoich celów autentyczne cytaty, czy nawet całe scenki. Jeśli jednak ktoś oczekuje kompletnej, pełnej szczegółów i autentyzmu historii mordercy, lepszym wyborem będzie zapewne dokument Neflixa: "Rozmowy z mordercą: Taśmy Teda Bundy'ego", będący zresztą autorstwa tego samego reżysera - Joego Berlingera. Choć z powodu charakteru historii trudno tu uniknąć hollywoodzkiego balansowania, zarówno na granicy patosu, jak i satyry, twórcom udaje się wyjść obronną ręką nawet z najbardziej newralgicznych momentów, być może niekiedy z lekka przeciągając strunę. Nie pozbawia to jednak opowieści zarówno dozy realizmu, jak i pewnej wyczekiwanej od wysokobudżetowych produkcji "filmowości''.   

"Podły, okrutny, zły" to zatem finalnie naprawdę niezły film. O ile oglądanie historii seryjnego mordercy można określić mianem "całkiem zajmującej rozrywki'', użyłbym go w tym miejscu. Niestety, o seansie trudno powiedzieć wiele więcej pozytywów. Może i potencjał był większy, aczkolwiek wyszło jak wyszło. I trudno narzekać, bowiem z układanki postaci i wątków w wielowymiarowej opowieści Teda Bundy'ego naprawdę trudno ułożyć kompetentny film fabularny, nie pomijając przy okazji choć kilku istotnych kwestii. Berlingerowi udało się to wystarczająco dobrze, aby jego film zasługiwał na obejrzenie, lecz niekoniecznie dłuższe zapamiętanie. 
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? Nikt jeszcze nie ocenił tej recenzji $percent% uznało tę recenzję za pomocną ($review.rating.count głosy).
Tricooo
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły