Recenzja serialu Daredevil (2015)
Farren Blackburn
Adam Kane

Not everyone deserves a happy ending

Jeśli lubicie poważne, brutalne i merytoryczne kino superbohaterskie, ale nie popadające w  przesadę, pseudofilozofię, czy tanie chwyty, to coś ewidentnie dla was. Jeżeli w tę stronę zmierza kino ...
Filmweb sp. z o.o.
Na samym początku, bardzo szczerze, muszę się do czegoś przyznać: myliłem się. Ze spuszczoną głową przepraszam twórcę serialu Drew Goddarda i oddaję hołd telewizyjnemu Daredevilowi. Fanem komiksu nigdy nie byłem, a właściwie raczej tak sobie tłumaczyłem. Biję się w pierś i rozpoczynam poszukiwania zeszytów, których jeszcze nie było mi dane przeczytać, a jest tego sporo. Kiedy z kin znikała powoli pierwsza wielkoekranowa produkcja o przygodach "Dobrego Diabła" z Benem Affleckiem w roli głównej ani krytycy, ani tym bardziej fani nie dostali tego, na co zasłużyli. Na nic zdała się gwiazdorska obsada, kiedy potencjał postaci nie został właściwie wykorzystany. Blisko 12 lat później, utraciwszy nadzieję na to, że jednego z bohaterów Marvela może spotkać jeszcze coś dobrego, z pomocą przyszedł Netflix i do współpracy z Marvel Television stworzyli serial, który śmiało może wyznaczać nowe standardy kina superhero.



Na starcie pierwszego sezonu zostajemy wrzuceni w wir świata prawnego. Matt Murdock (Charlie Cox) i Franklin "Foggy" Nelson (Elden Henson) jako świeżo upieczeni prawnicy i wieloletni przyjaciele otwierają własną kancelarię prawną. Matt kryje jednak mroczny sekret, bo jako niewidomy, przywdziewa w nocy maskę i wymierza sprawiedliwość jako "Daredevil".To w zasadzie cały pomysł wyjściowy i skrócony opis serialu. Coś, co winduje tę produkcję to nie tyle plot i marsz ścieżkami, które wszyscy już dobrze znamy, ile swoisty bieg w inne strony i zagłębienie się w postać Daredevila, nie zapominając ani na chwilę o jego prawdziwym obliczu prawego Matta. Niedługo potem razem z Foggym poznają Karen (Deborah Ann Woll) i tak oto kreuje się trójka ludzi -razem z alter ego Matta-  które postanawiają w mrocznej dzielnicy Nowego Jorku Hell's Kitchen zrobić coś dobrego. Niestety szybko ściągają na siebie niebezpieczeństwo w osobie Wilsona Fiska (Vincent D'Onofrio) będącego największym antagonistą. Sezon drugi przynosi nam jeszcze więcej wątków, więcej akcji i dramatu, a deser to prawdziwe danie główne w postaci Punishera (Jon Bernthal) i Elektry (Elodie Yung).

Z całą pewnością rzeczy, które zasługują na wyróżnienie, to przede wszystkim świetne oddanie psychologii Matta, nie tylko na zasadzie kontrastów. Jako prawnik to spokojny i sympatyczny chłopak, ale kiedy staje się "Diabłem z Hell's Kitchen", by walczyć z mafią i wszystkimi, którzy niszczą jego dzielnicę, Matt jest nieustępliwy, a przemawia przez niego brutalność. Taki właśnie jest, nie tylko on, ale i serial, który miałby w odpowiednik kinowej R-ki. Daredevil, a właściwie Matt ma jednak głęboko zakorzeniony system moralny, który nie pozwala mu zabijać swoich przeciwników. Za wszelką cenę chce postawić ich przed wymiarem sprawiedliwości i pokazać, że w tym świecie istnieją jeszcze zasady. Dwojakość jego natury to jak już mówiłem nie tylko kontrasty. Umiejętnie pokazanie jak niszczącą siłą jest bycie superbohaterem. Co tak naprawdę za sobą niesie. W jego przypadku to samotność nie tylko w życiu, ale i w walce.

photo.title

Sezon pierwszy nie gubi się w opowiadaniu historii, którą przeplata geneza głównego bohatera. Nienachalne origin story, które chce się poznawać wraz z biegiem teraźniejszości. Również bardzo dobrze ukazana została decyzyjność postaci, tj. ich wybory nie tylko przynoszą oczekiwane lub nie skutki krótkoterminowe, ale rzeczywiście wpływają na akcję nawet dużo odcinków później. To też jedno ze świetnych przejść między pierwszym a drugim sezonem, gdzie jak gdyby Fiska zastępuje Punisher i Elektra. Subtelny rozwój postaci to niezwykle ważna rzecz i z reguły rzadko spotykana w kinie superbohaterskim. Widz autentycznie może poczuć, jak zmieniają się relacje pomiędzy głównymi bohaterami, ponieważ to oni sami się zmieniają wraz z postępem historii, co nie zostało pokazane jak w większości podobnych produkcji, gdzie ten motyw następuje głównie przez wymuszone sytuacje, a nie poparte nimi tak jak tutaj.

Kiedy zakończył się casting i podano nazwiska odtwórców ról, pewnie wiele osób zaczęło mieć pewne wątpliwości co do wyborów twórców. Najcięższe zadanie czekało Charliego Cox'a. Zagranie nie tylko bardzo sprawnego fizycznie bohatera w masce, ale i niewidomego prawnika musi nieść za sobą nie lada wyzwanie, któremu ostatecznie podołał Brytyjczyk. Wspierany przez równie świetnego, a pewnie nawet lepszego Vincenta D'Onofrio w roli Fiska, jako człowieka nie gorzej złożonego psychologicznie. Człowieka, który trzęsie przestępczym półświatkiem, ale któremu z drugiej strony można współczuć. D'Onofrio przekonuje do siebie głównie dlatego, że jego postać została zagrana w podobnym wydźwięku co postać samego Daredevila, jako ułożonego obywatela (podparcie wątkiem romansu Fiska z Vanessą), który skrywa swoją drugą twarz.

photo.title
 
Natomiast wraz z zapowiedziami drugiego sezonu i pojawieniem się nazwisk odtwórców kolejnych postaci ze świata komiksu, oczekiwania rozpaliły się do czerwoności. Jon Bernthal jako Frank Castle a.k.a Punisher i Elodie Yung jako robiąca wielkie wrażenie, a początkowo skreślona przeze mnie Elektra Natchios. O Bernthala byłem spokojny i absolutnie nie mogę powiedzieć o nim złego słowa. Pokazał, że zabijaką w stroju Punishera jest urodzonym, chociaż częściej mogliśmy go oglądać jako Franka. Natomiast wątek Elektry okazał się bardziej znaczący niż, początkowo można było przypuszczać. Dwa różne charaktery walczące w jednej sprawie, dwie inne osoby na płaszczyźnie moralnej, dwie niezwykle od siebie uzależnione mające niebywałą chemię. I nie pamiętam już, kiedy ostatni raz tak bardzo kibicowałem superbohaterowi, a nawet zwykłemu bohaterowi w relacjach z kobietą, jak i kompanem w walce.

Na uwagę zasługują także niesamowite sceny walk, a robią one naprawdę niemałe wrażenie. To w jakiejś części zasługa prowadzenia kamery, która nie trzęsie się, co nie wprowadza uczucia roztargnienia, tylko pozwala się skupić na samej walce i do tego doskonale współgra z montażem. Skoro mowa o zdjęciach, to w pierwszym i drugim sezonie znajdziemy dwie perełki, kiedy to walka Daredevila z niezliczoną ilością przeciwników zostaje przedstawiona na jednym ujęciu, co wypada bardzo widowiskowo.

photo.title

Jak zaznaczyłem na początku, nie byłem przekonany, aby zacząć oglądać serialowe przygody Daredevila. Mimo przychylnych recenzji i dobrego odbioru wśród znajomych nadal czułem jakiś dystans. Mówiłem sobie, że to się nie może udać, a nawet jakby to nie zrobi na mnie wrażenia i się zawiodę. Teraz, po obejrzeniu już zaczynam tęsknić do bohaterów i ich perypetii zawodowych czy sercowych, po prostu do nich. Dzięki tej produkcji postać Daredevila zyskała w moich oczach wiele i wzniosła się do panteonu ulubionych superhero. Nie popełniajcie mojego błędu. Jeśli lubicie poważne, brutalne i merytoryczne kino superbohaterskie, ale nie popadające w przesadę, pseudofilozofię, czy tanie chwyty, to coś ewidentnie dla was. Jeżeli w tę stronę zmierza kino komiksowe serwowane nawet jako serial, to chcę w tym brać udział. Chcę być tego częścią.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 96% uznało tę recenzję za pomocną (48 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (5)

zobacz wszystkie