Recenzja filmu Złodziejski kodeks (2009)
Mimi Leder

O kradzieży jaj (stosunkowo) bez jaj

Wypuszczony w 2009 r. "Złodziejski kodeks" nie zabawił długo w zagranicznych kinach; szybko trafił na płytki DVD i BR. Po spojrzeniu na obsadę w/w produkcji można by się zdziwić, iż film nie ...
Filmweb sp. z o.o.
Wypuszczony w 2009 r. "Złodziejski kodeks" nie zabawił długo w zagranicznych kinach; szybko trafił na płytki DVD i BR. Po spojrzeniu na obsadę w/w produkcji można by się zdziwić, iż film nie odniósł dużego sukcesu kasowego. Wszak duet Morgan FreemanAntonio Banderas winien z automatu działać na widzów niczym miód na serce, zaś konwencja na modłę gatunku "heist movies" dawała obu aktorom spore pole do popisu. Rzut oka na budżet oscylujący wokół marnych 25 mln dolarów tłumaczy po części finansową porażkę "Złodziejskiego kodeksu", niemniej szkoda, iż filmowi nie dano szansy. W końcu pieniądze to nie wszystko...

Z powyższą maksymą z pewnością nie zgodziłby się Keith Ripley (Morgan Freeman), doświadczony złodziej dzieł sztuki. Mistrz w swoim fachu doskonale znany jest miejscowej policji, jednak dzięki swym niespotykanym umiejętnościom ani razu nie trafił do przysłowiowej "ciupy", co najwyżej parę razy kończąc z obrączkami na przegubach rąk. Gdy pewnego razu w metrze "młody" Gabriel Martin (Antonio Banderas) dokonuje zuchwałego napadu, Ripley zwraca uwagę na smykałkę mężczyzny do przywłaszczania sobie cudzej własności. Zafrapowany talentem Martina, Keith oferuje mu współpracę przy kradzieży dwóch drogocennych jaj podarowanych niegdyś samej carycy Rosji. Piekielnie trudny do zrealizowania skok wymaga precyzji i perfekcji, jednak złodziejski duet ma w zanadrzu misterny plan zdobycia bezcennych przedmiotów. Sprawy skomplikują się jednak, gdy na trop Ripleya trafi nadgorliwy glina, zaś Gabriel wejdzie w bliższe relacje z córką Keitha, Alex (Radha Mitchell). Gra będzie toczyć się o najwyższą stawkę...

Trzeba otwarcie przyznać, iż podczas seansu wyraźnie czuć ograniczony budżet produkcji. Czy to w przedstawieniu elektronicznego systemu zabezpieczeń (słabe komputerowe rendery) czy w swoistej kameralności (zupełny brak rozmachu, momentami siadająca dynamika wydarzeń), liczby stojące za filmem nie kłamią. Niemniej jak na kino gorszej kategorii, "Złodziejski kodeks" ogląda się zaskakująco przyjemnie. Owszem, fabuła to typowa sztampa znana dobrze z innych "heist movies" (zlecenie, obadanie twierdzy, przygotowanie planu i jego realizacja + drobny szantażyk w tle dla podbicia emocji) z paroma głupimi rozwiązaniami (typu Martin zgadujący jedną z cyfr kodu... bo wcześniej Ripley wspomniał o improwizacji jako elemencie niezbędnym w złodziejskim fachu). Niemniej jednak obowiązkowy twist przekręcający historię o 180 stopni (czemu nie 270º?), do spółki z dobrym aktorstwem (trzymający klasę Freeman i robiący za młodziaka Banderas) oraz ciekawą realizacją planu to zalety, które mogą przekonać fanów gatunku do ewentualnego seansu.

"Złodziejski kodeks" oferuje sporo luzackiego klimatu, dość dobrą chemię pomiędzy głównymi aktorami (chociaż robiony na młodzieniaszka Banderas mierzi) oraz sztampową do bólu zębów fabułę. Niemniej warto film obejrzeć dla samego skoku oraz zakończenia, które mile zaskakuje. Typowa dla gatunku muzyka (przypominająca dowolny motyw z innej pokrewnej produkcji) podkreśla przeciętność obrazu, niemniej jak ulał pasuje do całości. Po opiniach z zagranicznych serwisów spodziewałem się szmiry, a otrzymałem stosunkowo udany film z gatunku "heist movies" o kradzieży jaj... jeno zrealizowany właśnie bez jaj. Na raz.

Ogółem: 6+/10

W telegraficznym skrócie: sztampowy film z gatunku kina o przygotowywaniu skoku; skromny budżet wyraźnie odczuwalny; duet FreemanBanderas zadziałał, zadziałało również zakończenie z obowiązkowym twistem; lepszy, niż wskazują na to oceny.

Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 86% uznało tę recenzję za pomocną (7 głosów).
kulak4
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię