Recenzja filmu Han Solo: Gwiezdne wojny - historie (2018)
Ron Howard
Waldemar Modestowicz

O takie "Gwiezdne wojny" nie walczyłem

W dziele Howarda swobodnie przenikają się różne gatunki filmowe. Napięcie jest kreowane w podobny sposób do kina gangsterskiego, a w scenach akcji film sensacyjny ściera się z wojennym, a nawet ...
Filmweb sp. z o.o.
Jest czerwiec 2017r. Prace nad nowym spin-offem "Gwiezdnych wojen" trwają w najlepsze - nakręcone zostało już przeszło trzy czwarte scen. Nagle świat obiega wiadomość, że reżyserzy Christopher Miller i Phil Lord zostają zwolnieni ze względu na różnice artystyczne z szefostwem Lucasfilm. Duet ten, znany z hitowych "21 Jump Street" czy "LEGO Przygody", miał wnieść powiew świeżości do serii i przenieść ją na bardziej komediowe tory (tendencja ta jest zresztą zauważalna u większości wytwórni zajmujących się tego typu kinem). Tymczasem jednak prawie ukończoną produkcję nieoczekiwanie przejmuje Ron Howard, którego dwa ostatnie filmy ("W samym sercu morza" i "Inferno") okazały się kasowymi i artystycznymi klapami. Całe to zamieszanie wywołało niemałą konsternację wśród miłośników kosmicznej sagi i zrodziło mnóstwo wątpliwości co do ostatecznego kształtu tak bardzo wyczekiwanego filmu. Jak się teraz okazuje, niepotrzebnych.


"Han Solo" jest nakręcony w duchu Kina Nowej Przygody – fabuła podręcznikowo budowana jest w oparciu o sekwencję następujących po sobie łańcuszkowo wydarzeń, a charakterystykę bohatera kreują w większej mierze jego czyny niż słowa. Z drugiej jednak strony w dziele Howarda swobodnie przenikają się różne gatunki filmowe. Napięcie jest kreowane w podobny sposób do kina gangsterskiego, a w scenach akcji film sensacyjny ściera się z wojennym, a nawet westernem. Ta żonglerka stylami sprawdza się doskonale, skutecznie ubogacając narrację i sprawiając, że opowieść nieustannie tętni życiem.

Bardzo mądrze zbudowana jest przede wszystkim główna oś filmu. Nie jest ona mozaiką kolejnych perypetii młodego przemytnika bezmyślnie pchającą akcję do przodu w mocno szarpany sposób, tylko umiejętnie opowiedzianą historią, w której każdy element przypomina pojedynczy trybik w sprawnie funkcjonującej maszynie. Howard świetnie balansuje dynamiką, płynnie przechodząc między jedną konfrontacją a drugą. Znajduje też miejsce na to, aby uspokoić nastroje na ekranie i pozwolić widzowi zadomowić się w nowym miejscu bądź też lepiej poznać poszczególnych bohaterów. Całość jest wyjątkowo ciepła w odbiorze, co zdecydowanie poszerza potencjalne grono odbiorców.

Fabuła nie zrobiłaby tak dobrego wrażenia, gdyby nie znamienita obsada aktorska. Najbardziej pozytywne zaskoczenie wywołuje odtwórca głównej roli – Alden Ehrenreich, przez wielu krytykowany za to, że dostał angaż nie za umiejętności, ale przez podobieństwo do młodego Forda, naprawdę dobrze daje sobie radę. Partneruje mu świetna Emilia Clarke ("Gra o tron", "Zanim się pojawiłeś"), wcielająca się w postać ukochanej Hana, a drugi plan uzupełniają Woody Harrelson ("Igrzyska śmierci", "Trzy billboardy za Ebbing, Missouri") oraz znany ze stałej współpracy z reżyserem Paul Bettany ("Piękny umysł", "Kod da Vinci").


Nazwisk odpowiedzialnych za stronę techniczną produkcji nie sposób przytoczyć, ale wszyscy oni również zasługują na niemałe słowa uznania. Świetnie wypadają zarówno plany zdjęciowe (ciężko odróżnić, które z nich powstały w plenerze, a które w studiu) jak i kostiumy, charakteryzacja czy efekty specjalne. We wszystkich tych kategoriach "Han Solo" może sobie ostrzyć zęby na co najmniej nominacje do przyszłorocznych Oscarów. Cytując głównego bohatera z jednej ze scen: "Mam co do tego bardzo dobre przeczucie".
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 43% uznało tę recenzję za pomocną (7 głosów).
gladiator_filmweb
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (3)