Recenzja filmu Ostatni samuraj (2003)
Edward Zwick

Obraz ze Wschodu

Od dawna wiadomo, że kultura wschodu jest długa i zarazem bogata. My - ludzie Zachodu zbytnio się nią nie pasjonujemy. Zadufani w sobie Europejczycy i Amerykanie nie potrafią dostrzec niczego ...
Filmweb sp. z o.o.
Od dawna wiadomo, że kultura wschodu jest długa i zarazem bogata. My - ludzie Zachodu zbytnio się nią nie pasjonujemy. Zadufani w sobie Europejczycy i Amerykanie nie potrafią dostrzec niczego poza czubkiem swojego nosa. Szkoda, bo Kraj Kwitnącej Wiśni skrywa wiele tajemnic wartych odkrycia.

Kapitan Nathan Algren zarabia na życie, występując na pokazach nowych strzelb firmy Winchester. Poznajemy go jako wrak człowieka, tylko ze względu na zasługi z przeszłości otrzymuje propozycję nowego kontraktu. Musicie bowiem wiedzieć, że kapitan Algren jest weteranem wojen z Indianami, na skutek tego popadł w alkoholizm. Otrzymuje szansę i wyjeżdża do Japonii, by wyszkolić nowoczesną armię do stłumienia rebelii wywołanej przez wodza samurajów Katsumoto. Gdy dochodzi do pierwszej potyczki, Amerykanin zostaje wzięty do niewoli i dzięki temu poznaje kulturę oraz obyczaje samurajów XIX wieku.

Pamiętam, jak w Internecie rozeszła się kiedyś plotka o śmierci Cruisa. W jednej ze scen walki, człowiek, z którym ćwiczył Tom, omal nie obciął mu głowy. Czy to prawda, czy tylko próba wzbudzenia zainteresowania filmem? Nie wiadomo. Mimo wszystko trzeba pochwalić Toma za pewną odmienność, jaką nam zaserwował. Do tej pory popularne na Zachodzie były tylko filmy anime i manga, a coraz większą uwagę zwraca się na dawną kulturę Japonii. Trudno się dziwić, w końcu ma dobre kilka tysięcy lat i powinna ciekawić. Sam film mówi o niej w nieco inny sposób. Widz ma okazję zobaczyć dwa obrazy XIX-wiecznej Japonii. Pierwsza to ta otwierająca się na zachód, na cały świat. Wizja kraju nowoczesnego, posiadającego kolej żelazną, silnego z silną i nowoczesną armią oraz niezależnego. Drugi obraz to kilkutysięczna historia Japonii, legendarni samuraje, dla których honor jest najważniejszy i którzy nie mogą dopuścić do zhańbienia się. Gdy już do tego dojdzie, nie mogą tego znieść i popełniają samobójstwo.

W te dwa obrazy Japonii wmieszany jest żołnierz po przejściach. W trakcie filmu poznajemy jego koszmary senne i przyczynę alkoholizmu. To pozwala nam poznać nie tylko historię Wschodu, ale również prawdę o powstaniu nowego państwa, które głosi wolność i równość dla wszystkich, zapominając, że do jego powstania potrzeba było przelać morze krwi Indian. Kapitan Algren wydaje się idealny do stłumienia rebelii w Japonii, skoro sam tłumił ją w Stanach. Nikt jednak nie może przewidzieć, że Nathan wcale nie popierał kraju budowanego na krzywdzie innych, choć może sam nie zdawał sobie z tego sprawy. Będąc więźniem samurajów, uczy się ich języka, poznaje obyczaje i kulturę, ale przede wszystkim jest żołnierzem, więc logiczne jest, że będzie dążył do opanowania stylu wali samurajów. Widz obserwuje jego próby i to, jak nadrabia stracony czas i bardzo szybko dorównuje wojownikom, którzy trenowali całe swoje życie.

Cała historia wydaje się być ciekawa, taka której nie uświadczymy w kinie za często. Jednak jest pewne "ale". Film nie ma tego magnesu, który przyciąga widza przed ekran i nie pozwala mu się nudzić. Czegoś, co dałoby impuls do natychmiastowego pobiegnięcia do biblioteki i wypożyczenia książki o samurajach. Nie powiem, że oglądanie się nudzi, te 2,5 godziny mijają nie wiadomo kiedy, ale to wszystko. Nikt nie leci z wywieszonym językiem, aby dowiedzieć się czegoś więcej.

Przyznać jednak warto, że to kawał dobrej roboty. Jest tu wiele elementów jakie powinien posiadać dobry film. Sceny batalistyczne są, ale nie powalają na kolana, również sceny walki na miecze nie wzbudzają zwiększenia się adrenaliny. Film nie potrafił mnie oczarować pięknymi strojami samurajów, oraz zwykłymi, codziennymi, zwykłych Japończyków. To wszystko ładnie wygląda, jest efektowne, ale nie ma głębi, która przyciągnie widza.

A jak sprawuje się sam Tom Cruise. Niektórzy twierdzą, że gość ma po prostu ładną buźkę i to wykorzystuje. Moim zdaniem wiele potrafi, na pewno na korzyść dla Toma jest to, że nie gra tych samych ról i że nie jest ciągle tym zadufanym w sobie człowiekiem. Bardzo dobrze przedstawia swojego bohatera. Myślę, że wykorzystuje swoją sprawność i w tym filmie. W scenach walki na miecze samurajskie całość akcji skupia się przede wszystkim na nim, ale tak to już widać jest. Nie uważam tego za minus, ale warte jest to podkreślenia.

Sam film warto zobaczyć. Jeżeli nie lubicie Toma, to chociaż obejrzyjcie "Ostatniego Samuraja" dla historii i kultury japońskiej. To naprawdę jest coś niesamowitego.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 0% uznało tę recenzję za pomocną (9 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (6)

zobacz wszystkie