Recenzja filmu Łotr 1. Gwiezdne wojny - historie (2016)
Gareth Edwards
Waldemar Modestowicz

Obudzenie Nadziei

Szacunek należy się reżyserowi za wielkie ryzyko, jakiego się podjął, gdy zgodził się nakręcić "Łotra 1". Gareth Edwards wyszedł z tego jednak obronną ręką, gdyż jego filmu ani przez moment nie ...
Filmweb sp. z o.o.
Nadzieja. Na niej od początku budowana była saga "Gwiezdnych Wojen". Kiedy w 1973 roku George Lucas zaczął pisać scenariusz do pierwszej części, nie miał pojęcia, jaki będzie odzew widowni. Jak sam przyznawał, przez długi czas sam nie wierzył w powodzenie swojego projektu. Miał jednak nadzieję, że coś z tego wyjdzie, że film spodoba się publiczności i właśnie ta Nadzieja podtrzymywała go przy dalszej pracy. 

George Lucas nie był wówczas znanym reżyserem. Właściwie tylko dwa jego filmy były w tamtym czasie rozpoznawalne w Hollywood. Pierwszym z nich był dramat science fiction z 1971 roku pod tytułem: "THX", który jednak nie spotkał się ze szczególną przychylnością widzów. Nie spodobała się im przede wszystkim ponura aura i zbyt pesymistyczne zakończenie filmu. Na szczęście dwa lata później drugi ważny film Lucasa, czyli "Amerykańskie graffiti", zdołał już podbić serca publiczności. Reżyser zrozumiał wtedy, jakie są oczekiwania publiczności. Jak sam wspomina: Dotarło do mnie, że ludzie wolą pozytywne, podnoszące na duchu filmy.

Sukces dodał skrzydeł Lucasowi, który przez następne cztery lata pracował nad stworzeniem czegoś niezwykłego. W końcu, pomimo wielu trudności, w 1977 roku powstał pierwszy epizod: "Gwiezdne wojny: Część IV - Nowa nadzieja", który szybko podbił serca praktycznie wszystkich. Film tak bardzo się spodobał, że postanowiono nakręcić trylogię, choć początkowo miała powstać tylko jedna część. Następne części nie obniżyły jednak poziomu. Zarówno "Imperium kontratakuje", jak i "Powrót Jedi" zachwyciły publiczność i krytyków. To właśnie dzięki "Gwiezdnym Wojnom" wybił się m.in.: Harrison Ford, który pojawił się później w filmach Stevena Spielberga w roli niezapomnianego Indiany Jonesa. O sadze George'a Lucasa można powiedzieć też, że poszerzyła horyzonty kina. To dzięki niej zaczęto częściej korzystać z efektów specjalnych, na ekranach zaczęło pojawiać się więcej propozycji z gatunku sci-fi, a efekty specjalne rozwijały się z roku na rok. Z tego powodu 16 lat później Lucas wskrzesił "Gwiezdne Wojny". Nowa trylogia nie wzbudziła już takiego zachwytu, jak pierwsze części, ale i tak fani cieszyli się z rozwoju sagi. Po 2005 roku myślano, że to już koniec filmowego Star Wars. Kilka lat później jednak Lucas zaskoczył wszystkich, kiedy podjął decyzję o odsprzedaniu firmy Disneyowi, który rozpoczął przygotowania do siódmej części "Gwiezdnych Wojen". W końcu w 2015 roku na ekrany kin weszło długo wyczekiwane przez wszystkich fanów "Przebudzenie Mocy". Disney na tym jednak nie skończył. Oprócz planowanej nowej trylogii szefowa Lucasfilmu, Kathleen Kennedy, wraz z zespołem, postanowiła co rok wypuszczać na ekrany spin-offy, czyli oddzielne opowieści osadzone w realiach świata Star Wars. Pierwszym z nich został „Łotr 1. Gwiezdne wojny - historie”. Czy jednak "Łotr 1" tak jak "Nowa nadzieja" przed 40 laty, zdołał na nowo przywrócić wiarę w to, że "Gwiezdne Wojny" mogą coś jeszcze zaoferować dzisiejszemu kinu? Czy jest dobrym wstępem do Gwiezdnych Historii? I czy "Łotr 1" to udany powrót do starej trylogii George'a Lucasa?


"Łotr 1. Gwiezdne wojny - historie" jest prequelem słynnego filmu George'a Lucasa - "Gwiezdne wojny: Nowa nadzieja" z 1977 roku. W Galaktyce nastały mroczne czasy. Żelazna ręka Imperium Galaktycznego obejmuje kolejne światy. Jyn Erso (Felicity Jones), córka inżyniera Galena Erso (Mads Mikkelsen), mająca na pieńku z Imperium, otrzymuje misję, która odmienia jej życie. Ma ona bowiem zdobyć plany budowy najpotężniejszej broni, jaką kiedykolwiek widziała Galaktyka, czyli Gwiazdy Śmierci. Wspierać ją w tym zadaniu będą między innymi: agent Rebelii o brudnej przeszłości, kapitan Cassian Andor (Diego Luna), były droid imperialny K-2SO (Alan Tudyk), strażnik Świątyni głęboko wierzący w idee Jedi, Chirrut Imwe (Donnie Yen) i jego wspólnik Baze Malbus (Wen Jiang) oraz dezerter Imperium, pilot Bodhi Rook (Riz Ahmed). Wspólnie podejmują się misji niemożliwej, która ma zmienić losy Galaktyki. Czy jednak uda im się wypełnić zadanie?

Początek filmu Garetha Edwardsa jest naprawdę mocny. "Łotr 1" zaczyna się też inaczej niż pozostałe filmy z uniwersum Star Wars. Brak w nim bowiem charakterystycznego napisu Gwiezdne Wojny, a także przewijającego się na ekranie tekstu wprowadzającego nas w fabułę. Zamiast tego, od razu pojawia się Galaktyka i planeta Lah'mu. O pierwszej scenie "Łotra 1" można powiedzieć tylko jedno – jest  naprawdę mocna i to w dobrym tego słowa znaczeniu. Poznajemy w niej postacie Orsona Krennica i Galena Erso, a także relacje między nimi. Pojawia się też Jyn i jej matka, Lyra. Ta scena zarysowuje już ciężki klimat filmu. Potwierdza to przede wszystkim mroczna muzyka Michaela Giacchino oraz zdjęcia Greiga Frasera wykonane w ciemnych i zamglonych ujęciach. Prolog "Łotra 1" kończy się dramatycznie. Dzięki temu jednak widz jest przygotowany na to, że film będzie utrzymany w ciężkiej atmosferze, a nie w stosunkowo lekkiej i przyjemnej jak w "Przebudzeniu Mocy"

photo.title

Kiedy jednak po tym wstępie, z ekranu znika tytuł "Łotr 1. Gwiezdne wojny - historie", zaczyna się chaos. Wygląda to tak, jakby twórcom się spieszyło. Sama koncepcja początku nie jest zła. Przenoszenie się w różne zakątki Galaktyki dodaje filmowi dynamiki. Kolejno pojawiające się na ekranie planety są interesujące i ciekawią widza. Niestety, żadnej z nich nie poświęcono wystarczająco dużo czasu. Sceny są urywane, zbyt szybko się zmieniają i trudno skupić się na każdej pojawiającej się planecie i związanym z nią wątku. Od początku trzeba bardzo uważać, aby cokolwiek zrozumieć. Na szczęście później akcja staje się bardziej spójna i z każdą kolejną minutą można coraz więcej zrozumieć z filmu. Widz jest świadomy kryjącego się niebezpieczeństwa, lecz na razie nie potrafi go dostrzec. Przez większą część filmu tworzy to mroczną aurę. Dopiero pod koniec, gdy bohaterowie lądują na planecie Scarif, akcja znowu przyspiesza i to bardzo ostro. Jedno trzeba przyznać reżyserowi: na ekranie ciągle coś się dzieje. Nawet gdy nie ma bezpośredniej walki, wciąż wyczuwalne jest napięcie. Do samego końca widz trzymany jest w niepewności.


Gareth Edwards, reżyser "Łotra 1", miał naprawdę twardy orzech do zgryzienia. Nakręcenie filmu, spójnego z wybitnym dziełem George'a Lucasa, to nie lada wyzwanie. Mógłby to być problem nawet dla najbardziej znanych reżyserów. Naprawdę trudno nakręcić interesujący film, którego zakończenie jest w zasadzie znane. Każdy, kto oglądał "Nową nadzieję", wie, na czym polegała misja Luke’a Skywalkera. Tym większy szacunek należy się reżyserowi za wielkie ryzyko, jakiego się podjął, gdy zgodził się nakręcić "Łotra 1". Wyszedł z tego obronną ręką, gdyż jego filmu ani przez moment nie można nazwać nudnym. Na dodatek "Łotr 1" to chyba jedyna część z uniwersum Star Wars, którą przez cały czas trzeba oglądać bardzo uważnie i zwracać uwagę nawet na najdrobniejsze szczegóły.

photo.title   photo.title

Pod względem wizualnym "Łotr 1. Gwiezdne wojny - historie" z pewnością dorównuje poprzednim epizodom. Zarówno scenariusz, muzyka, zdjęcia, montaż, dźwięk, jak i praca reżysera – wszystko to współgra ze sobą. Dzięki temu widz nie musi zwracać uwagi na błędy i może spokojnie skupić się na akcji filmu. Szczególne brawa należą się reżyserowi, który pomimo niewielkiego doświadczenia stworzył naprawdę interesujące widowisko. W filmografii Garetha Edwardsa są właściwie tylko dwa ważne filmy. Pierwszy z nich to całkiem niezła "Strefa X", po której reżyser został zaangażowany do "Godzilli". Niestety, film z 2014 roku, poza niewątpliwie świetnymi efektami specjalnymi i scenami walk, był raczej średni. Mimo to zatrudniono Edwardsa przy "Łotrze 1" i trzeba przyznać, że praca na planie Disneya przyniosła mu wiele dobrego. Z pewnością, to właśnie ten film jest najlepszy w jego dorobku. Trudne zadanie mieli również Tony Gilroy i Chris Weitz, którzy napisali scenariusz. To oni w dużej mierze odpowiadają za to, że historia wciąga widza (który przecież zna zakończenie) i jest świetnym uzupełnieniem filmów George'a Lucasa. Fabuła "Łotra 1" jest ciekawa i bardziej oryginalna niż ta w "Przebudzeniu Mocy". Szkoda tylko, że niektóre sceny są zbyt szybko urywane. Trudne zadanie do wykonania miał również kompozytor, Michael Giacchino. Zastąpienie Alexandrego Desplata i dokończenie jego pracy na 3 miesiące przed premierą musiało być trudne. Giacchino udowodnił jednak, że nawet w trudnych sytuacjach potrafi sobie poradzić. Jego ścieżka dźwiękowa świetnie nawiązuje do muzyki z poprzednich części Johna Williamsa. W kilku momentach kompozytor udowodnił, że nie bez przyczyny J.J. Abrams tak często korzysta z jego pomocy. Genialny soundtrack niczym z "Zagubionych" można usłyszeć podczas końcowej walki na planecie Scarif. Dodaje on żywiołowości i sprawia, że widz nie odrywa oczu od ekranu. Ponadto podobał mi się motyw towarzyszący postaci Orsona Krennica i pewnego lorda w czarnej pelerynie. Warto również zwrócić uwagę na przepiękne zdjęcia autorstwa Greiga Frasera. Fantastycznie komponują się one z filmem i sprawiają, że wciąż chce się przebywać w Galaktyce. W "Przebudzeniu Mocy" przeważały ciepłe barwy, dopiero pod koniec pojawiło się więcej czarnego. W "Łotrze 1" jest inaczej. Tu od początku panuje mrok. Na ekranie przeważają odcienie czerni i szarości. Mało jest natomiast cieplejszych barw. Nawet kiedy bohaterowie pojawiają się na pustynnej planecie Jedha oraz na Scarif (gdzie są tropikalne lasy i morze), to i tak wyczuwa się ten mrok przez zamglone powietrze. Dzięki temu "Łotr 1" nie jest jak "Przebudzenie Mocy", które przypomina bardziej film przygodowy. To raczej dramat wojenny, którego celem jest ukazanie okrucieństwa wojny i poświęcenia zwykłych ludzi.

photo.title   photo.title

Mocną stroną "Łotra 1" jest również obsada. Większość aktorów i aktorek wypełniła bowiem bardzo dobrze swoje zadania. Niestety prawie żadnej z postaci nie poświęcono zbyt wiele uwagi. Nie poznajemy ich przeszłości, ani motywów, dla których chcą walczyć z Imperium. Wyjątek stanowi główna bohaterka, Jyn Erso (Felicity Jones). O tej niespełna 21-letniej buntowniczce dowiadujemy się, że jest córką pary naukowców, Galena i Lyry Erso. Dziewczyna od wczesnego dzieciństwa jest zdana sama na siebie – musi uciekać i ukrywać się przed Imperium. Pod tym względem postać Jyn można przyrównać do Rey (Daisy Ridley) z "Przebudzenia Mocy". Różnią się jednak charakterem. Jyn jest nieufna i niechętna do współpracy. W trakcie trwania misji dokonuje się w niej jednak przemiana. Dziewczyna z typa samotnika, zmienia się w przywódcę grupy. Okazuje się, że potrafi działać dla dobra ogółu i jest zdolna do poświęceń. Wcielająca się w rolę Jyn, Felicity Jones spisała się bardzo dobrze. Z sympatią obserwuje się jej postać, pomimo że nie jest tak charakterystyczna i nie budzi tyle ciekawości widza, co Rey. Trudno utożsamiać się z główną bohaterką, bo akcja jest tak szybka, że nie ma na to po prostu czasu. Po za tą jedną retrospekcją, brakuje jednak szansy na głębsze zastanowienie się nad postacią Jyn. Co do samej gry Felicity, to z pewnością w paru momentach aktorka mogła dodać nieco więcej emocji swojej bohaterce. Mimo to i tak nie zawiodła.

Ciekawie również wypadł Cassian Andor, w którego rolę wcielił się Diego Luna. Z początku obawiałem się, że postać kapitana nie będzie miała w sobie nic interesującego i że niczego nie wniesie do filmu. Myślałem, że jego bohater będzie odpowiednikiem Finna (John Boyega) z "Przebudzenia Mocy". Na szczęście myliłem się, uważam nawet, że Cassian Andor odegrał kluczową rolę w filmie. Podobnie jak Jyn, przechodzi przemianę. Na początku jest nieufny, bezgranicznie oddany Rebelii i bezkrytycznie wykonuje wszystkie rozkazy. Z czasem zaczyna analizować swoje zachowanie, dokonywać właściwych wyborów i współpracować z resztą ekipy. Diego Luna wykonał naprawdę dobrą robotę. Świetnie ukazał dylematy wewnętrzne i przemianę swojego bohatera.

Ze wszystkich postaci "Łotra 1" najlepiej jednak zaprezentował się droid K-2SO. Alan Tudyk, który wcielił się w tą rolę, sprawił, że jego postać wzbudza sympatię widza. Być może udało mu się to dlatego, że nie pierwszy raz zagrał już droida. Ci, którzy oglądali film "Ja, robotAlexa Proyasa z pewnością pamiętają Sonny’ego. Alan Tudyk, który go zagrał, świetnie spisał się w tej roli, podobnie zresztą jak i teraz. Pomimo różnych charakterów oba roboty są trochę podobne do siebie. Oba są zagubione w otaczającym ich świecie. K-2SO jest chyba też najodważniejszym z dotychczasowych droidów w uniwersum Star Wars. Nie unika walki, a nawet jest gotowy do poświęceń. Największą sympatię wzbudza jednak swoją bezpośredniością i prawdomównością, dzięki czemu potrafi wywołać uśmiech na twarzy widza. Mi spodobał się szczególnie jego tekst: Może Wy umrzecie. Mi próżnia nie przeszkadza. Nowy droid ewidentnie budzi sympatię widza. Sceny z K-2SO są w zasadzie jedynymi humorystycznymi momentami w filmie.


Również postacie drugoplanowe są atutem "Łotra 1". Na ich czoło wysuwa się przede wszystkim Chirrut Imwe (Donnie Yen). Ten ślepy Strażnik Zakonu Whills tylko z pozoru wydaje się być bezbronny. Chirrut może i nie posługuje się Mocą, ale ją zna, rozumie i w nią wierzy. Pełni podobną funkcję co Rycerze Jedi. Jest Strażnikiem Świątyni Kyber i leżącego w jej obrębie Świętego Miasta Jedha. Jest też wspomnieniem Republiki i dawnych Rycerzy Jedi, których bardzo przypomina. Chiński aktor Donnie Yen, który wcielił się w ślepego wojownika, hipnotyzuje swoją grą. Jego rola, która z początku budziła pewne wątpliwości, jest jedną z najlepszych w filmie. Postać Chirruta od pierwszych scen ciekawi i budzi zaufanie, zaś sam aktor zachwyca umiejętnościami w scenach walki (podobnie jak w "Ip Manie"). Towarzyszący mu od początku weteran i dawny najemnik, Baze Malbus również wypada świetnie. Gra aktorska Wena Jianga i fantastyczne sceny walki z jego udziałem dodają jego postaci uroku. Obaj bohaterowie świetnie się sprawdzają przede wszystkim jako nierozłączna para. Chiński tandem rządzi na ekranie i sprawia, że coraz większą sympatią darzymy każdego z nich. Z całej drużyny "Łotra 1" jedynie pilot dezerter, Bodhi Rook (Riz Ahmed) jest trochę nijaki. Sama koncepcja pomysłu na postać wydaje się bardzo dobra. Zabrakło jedynie czasu na ekranie dla Bodhiego, tak żebyśmy mogli go lepiej poznać.

photo.title   photo.title   photo.title

Główna wada "Łotra 1" polega na tym, że momentami akcja jest zbyt szybka. Tracą przez to niektóre postacie, jak na przykład schorowany bojownik Saw Gerrera (Forest Whitaker), czy ojciec Jyn i naukowiec Imperium, Galen Erso (Mads Mikkelsen). Brak czasu razi szczególnie w przypadku tego pierwszego. Postać tak znana miłośnikom "Gwiezdnych Wojen", jak Gerrera, zasłużyła na to, by więcej było jej na ekranie. Pomysł na to, by Weteran Wojen Klonów walczył z Imperium na własną rękę, wydaje się znakomity. Szkoda jednak, że wątek ten nie został rozwinięty. Nie poznajemy motywów jego działania, ani powodów złego stanu zdrowia. Nawet jego spotkanie z Jyn, po którym spodziewałem się wiele (wspomnień z przeszłości i wyjaśnienia ich zażyłości), zostało sprowadzona do minimum. Tyle było Sawa w zwiastunach, a ostatecznie na ekranie pojawił się w zasadzie na chwilę. Scenarzyści mieli podaną jak na tacy jedną z najciekawszych postaci z Wojen Klonów i zmarnowali szansę. Nawet Forest Whitaker, który wyraźnie dał z siebie wszystko, nie zdołał wybronić swojego bohatera. Inaczej sprawa ma się w przypadku postaci Galena Erso. Jej również mało było na ekranie, ale od początku wiadomo było, że Galen Erso nie będzie jednym z głównym bohaterów. Mimo to Mads Mikkelsen lepiej niż Forest Whitaker wykorzystał swój krótki czas. Liczyłem tylko na nieco ciekawsze rozwinięcie jego konfrontacji z dawnym przyjacielem, Orsonem Krennikiem.

photo.title   photo.title

"Przebudzenie Mocy" miało wiele zalet, ale z pewnością czarne charaktery nie były jego najmocniejszą stroną. Zarówno Generał Hux, jak i Kapitan Phasma nie sprawdzili się zbyt dobrze. Natomiast Kylo Ren, po którym spodziewano się bardzo wiele, nie do końca zachwycił i spełnił oczekiwania. Nawet Andy Serkis w roli tajemniczego Snoke'a wypadł dość blado. Inaczej to wygląda w "Łotrze 1". Jego antagoniści dość często pojawiają się na ekranie, budują atmosferę, stwarzając realne zagrożenie. Muszę przyznać, że ze wszystkich części Gwiezdnych Wojen, to właśnie film Garetha Edwardsa najlepiej obrazuje potęgę Imperium i stosunki tam panujące. Szczególnie pozytywnie zaskoczył mnie dyrektor Orson Krennic, którego zagrał Ben Mendelsohn. Nie spodziewałem się, że zwykły imperialny dowódca będzie aż tak interesującą postacią. A jednak Ben Mendelsohn dzięki świetnej grze aktorskiej zdołał to uczynić. Pod względem charakteru Orson Krennic trochę przypomina Huxa. Jego postaci nie da się bowiem lubić. Ciągle wszystkim wydaje rozkazy, a o rebeliantach wypowiada się z nieukrywaną pogardą. W przypadku Orsona Krennika jaśniej jednak widać jego cel. Pragnie przypodobać się Imperatorowi i rywalizuje o najwyższe stanowisko z Wielkim Moffem Tarkinem i Darthem Vaderem. Postać Krennika zyskuje dodatkowo dzięki towarzyszącym mu Szturmowcom Śmierci. Te mobilne jednostki to przede wszystkim świetnie wyszkoleni żołnierze. Zapomnijcie o zwykłych szturmowcach, droidach separatystów i Geonosjanach. Szturmowcy Śmierci biją ich wszystkich na głowę. Mają granatniki, karabiny, systemy celownicze i, co ważne, stanowią realne zagrożenie. Cieszę się również z powrotu Tarkina (Guy Henry). Już w "Nowej nadziei" Wielki Moff udowodnił, że jest potężnym, wpływowym dowódcą i ciekawą postacią. W "Łotrze 1" Tarkin jest obecny dzięki efektom specjalnym, które są jednak bardzo zauważalne. Nie zmienia to jednak wyjątkowości jego postaci i za to należy pochwalić twórców, którzy zdecydowali się na to wielkie ryzyko. Ponadto w filmie na kilka chwil pojawił się także Darth Vader. Nie jest go dużo, bo właściwie Mroczny Lord pojawił się zaledwie w dwóch ujęciach. Sceny z jego udziałem są jednak niesamowite i wspaniale ukazują potęgę Vadera. Końcówka filmu z całą pewnością należy do niego. Cieszy także występ postaci, które już widzieliśmy w poprzednich częściach, czyli senator Mon Mothmy (Genevieve O'Reilly) i Baila Organy (Jimmy Smits). Ten drugi, choć właściwie tylko mignął nam na ekranie, w bardzo zgrabny sposób zdołał zapowiedzieć, co zdarzy się w "Nowej nadziei". Warto również zwrócić uwagę na Admirała Raddusa (Paul Kasey - Andrew Stanton), który przypomina Winstona Churchilla (nie, to nie jest Ackbar) i na niesamowitego najemnika Sawa Gerrery, Edrio Two Tubesa (Aidan Cook).

photo.title   photo.title

Podsumowując, "Łotr 1. Gwiezdne wojny - historie" to film, który naprawdę warto obejrzeć. Można się czepiać chaotycznego początku poprowadzonego w zbyt szybkim tempie. Można mieć uwagi, że niektóre postacie zostały słabo przedstawione. Wszystko to jednak wynagradza wspaniała końcówka: decydująca walka na planecie Scarif, niesamowita potyczka rebelianckich i imperialnych statków w przestrzeni kosmicznej i w końcu Darth Vader. Gareth Edwards udowodnił, że nawet jeśli popełni kilka błędów w trakcie filmu, to jednak sceny walk w jego wykonaniu zawsze są świetne. Tak ekscytującej bitwy kosmicznej dawno nie widziałem. I co z tego, że w "Łotrze 1" nie ma mieczy świetlnych, Jedi i wszystkiego tego, co miały poprzednie części? Nawet i bez tego film Garetha Edwardsa broni się dobrą i oryginalną fabułą, ciekawymi bohaterami i wspaniałymi efektami specjalnymi oraz oczywiście tym niesamowitym, wojennym klimatem. Z całą pewnością "Łotr 1" odróżnia się od pozostałych epizodów. Czy to jednak źle? Może potrzeba było właśnie takiego filmu, który sprawi, że "Gwiezdne Wojny" zapoczątkują coś nowego i otworzą drzwi dla innych pomysłów? Dla Disneya "Łotr 1" był nadzieją. Nadzieją na to, że rozpocznie coś zupełnie nowego. Patrząc na film Garetha Edwardsa, nasuwa mi się tylko jedno stwierdzenie – Disneyowi udało się spełnić to marzenie, tak jak George'owi Lucasowi 39 lat temu. Oby tylko kolejne części Gwiezdnych Historii miały w sobie tę samą Moc, co "Łotr 1"...
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 88% uznało tę recenzję za pomocną (153 głosy).

przeczytaj również recenzje użytkowników (12)

zobacz wszystkie