Recenzja filmu Coco Chanel (2009)
Anne Fontaine

Od Gabrielle do Chanel

Cóż, po obejrzeniu "Coco Chanel" można odczuwać pewien niedosyt – zwłaszcza jeśli przyszło się do kina z nadzieją na obejrzenie historii wspaniałej kariery Gabrielle Chanel. Anne Fontaine skupia ...
Filmweb sp. z o.o.
Cóż, po obejrzeniu "Coco Chanel" można odczuwać pewien niedosyt – zwłaszcza jeśli przyszło się do kina z nadzieją na obejrzenie historii wspaniałej kariery Gabrielle Chanel. Anne Fontaine skupia się jednak na zupełnie innym momencie życia legendarnej projektantki, starając się raczej ukazać jej motywację, wydarzenia, które były rzekomo jednym z czynników mających wpływ na jej oszałamiającą karierę.

Polscy widzowie, za sprawą nieudanego tłumaczenia tytułu oryginału ("Coco avant Chanel", czyli dosłownie "Coco przed Chanel"), mogą się czuć takim spojrzeniem zawiedzeni – przygotowani na biografię Coco, dostają zamiast niej opis niemal nieznanych wydarzeń z jej życia. Gdyby film był przy tym dobrze nakręcony, taki scenariusz niemal na sto procent byłby wielką zaletą. Oglądamy jednak historię opowiedzianą jakoś nieciekawie, pozbawioną barwniejszych akcentów – i wtedy oryginalny pomysł staje się kolejną wadą. Przez cały film czekamy bowiem na to, aż Coco stanie się gwiazdą, swoistą kulminacją, tymczasem moment ten zostaje celowo pominięty, prawdopodobnie po to, aby podkreślić dramaturgię ukazanych wcześniej wydarzeń, czyli przede wszystkim wielkiej miłości oraz jej utraty. I tutaj wiele osób zarzuca reżyserce brak realizmu – niepotrzebne podkreślenie wątku miłosnego. Powszechnie bowiem wiadomo, czy też raczej uważa się, że Coco była po prostu ambitna, zbuntowana i utalentowana, gardziła wręcz miłością, a już na pewno nie potrzebowała jej jako napędu do rozkręcenia przełomowego interesu, czyli innymi słowy to, co zrobiła, zrobiła przede wszystkim dzięki swej niezwykłej osobowości.

Moim zdaniem jest to jednak zarzut bezpodstawny. Po pierwsze, po filmach biograficznych nie można oczekiwać stuprocentowego realizmu. Po drugie, podkreślanie pewnych wybranych i uznanych za najciekawsze wątków jest wręcz wskazane, a istnieją także dowody, że może to wyjść filmowi na dobre nawet przy zupełnym popuszczeniu przez twórców wodzy wyobraźni (patrz: doskonały "Zakochany Szekspir" będący świetnym przykładem takiego zachowania). W przypadku "Coco..." sprawa prezentuje się więc nieco inaczej – dostajemy historię potencjalnie interesującą (wybrany inny niż oczekiwano fragment życia projektantki), a jednocześnie typową dla gatunku (podkreślenie wybranych wątków). Połączenie również potencjalnie bardzo ciekawe, ale szansa pozostała niestety niewykorzystana, w filmie bowiem tak naprawdę nic się nie dzieje. Na scenariusz wybrano fragment życia mało znany, ale scenarzyści nie zastanowili się dlaczego on taki jest – a jest dlatego, że to fragment zwyczajnie nudny, nawet po wyolbrzymieniu znaczenia co poniektórych zdarzeń. Tak więc niejako "przyczyny" sławy mademoiselle Chanel w wydarzeniach z jej życia dopatrywać się raczej nie należy – wygląda na to, że motywacja rzeczywiście istniała od samego początku, będąc głównie kwestią niezwykłej psychiki projektantki. Być może gdyby właśnie na psychice jako takiej skupili się twórcy, film byłby ciekawszy.

Można tak sądzić również dlatego, że to właśnie zrobiła wcielająca się z wdziękiem i talentem w główną bohaterkę Audrey Tautou. Młoda Francuzka zrobiła to, co z definicji niemalże musi robić aktor – "rozgryzła" swą postać od strony psychicznej i w dużej mierze dzięki temu zagrała znakomicie. Zaletą filmu są także intrygujące zdjęcia, utrzymane w lekko "wypalonej" tonacji. Dzięki temu kolory są stylowo nienasycone i wysmakowane.

Mimo wad na film pójść warto, choćby dla kreacji Audrey Tautou, zrywającej ostro z wizerunkiem Amelii. Zdecydowanie jednak nie należy nastawiać się na obejrzenie epickiej historii życia Coco Chanel.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 79% uznało tę recenzję za pomocną (24 głosy).

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)

Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię