Recenzja filmu Niewidzialny wróg (2015)
Gavin Hood

Jedną z najmilszych sytuacji w karierze kinomana jest moment, gdy na półki wypożyczalni trafia stosunkowo cichy film i uderza niczym grom z jasnego nieba. Niskobudżetowa produkcja (śmieszne $13 ...
Filmweb sp. z o.o.
Charakter konfliktu zbrojnego przybiera coraz nowocześniejszą i zmodernizowaną formę. Wraz z niespotykanym rozwojem elektroniki, rola tradycyjnego piechura schodzi na dalszy plan. Tradycyjne "mięso armatnie", jak brzydko zwykło się mówić o żołnierzach masowo wysyłanych na misje nadal co prawda jest w cenie, w przyszłości coraz bardziej ustępować zapewne będzie miejsca dronom i innym dobrodziejstwom militarnej technologii. Po co wysyłać oddział i ryzykować ludzkie życie, gdy można bowiem z taką samą, o ile nie większą, skutecznością przeprowadzić skrytobójczy atak z powietrza? Tak czy inaczej, na chwilę obecną nawet najbardziej zaawansowana maszyneria wymaga udziału człowieka, który przecież zazwyczaj ma własne wewnętrzne rozterki i którego modus operandi może różnić się od dyrektyw narzuconych przez zwierzchników... O dylematach moralnych związanych z likwidacją zagrożenia terrorystycznego opowiada właśnie skromny film "Niewidzialny wróg". Film, który wciąga jak bagno, o ile zaakceptuje się jego momentami naiwną koncepcję.

Dzięki skuteczności brytyjskiego wywiadu, pułkownik Katherine Powell (Helen Mirren) namierza w Kenii szajkę jednych z najgroźniejszych terrorystów świata. Po potwierdzeniu tożsamości wrogów dzięki użyciu nowoczesnych dronów i odkryciu planowanego samobójczego ataku, kobieta podejmuje decyzję o likwidacji potencjalnego zagrożenia. Po otrzymaniu zgody od generała porucznika Franka Bensona (Alan Rickman), piloci Steve Watts (Aaron Paul) i początkująca Carrie Gerson (Phoebe Fox) są o krok od wykonania rozkazu. Niestety, w okolicy miejsca, w którym rezydują terroryści pojawia się Bogu ducha winna dziewczynka. Pomysł zlikwidowania z zimną krwią małoletniej ofiary będącej w przewidywanej strefie wybuchu budzi trwogę w dużej części osób odpowiedzialnych za nadzór akcji. Podczas gdy pułkownik Powell podejmuje coraz agresywniejsze próby przekonania zwierzchników o słuszności ataku, jednocześnie organizowane są manewry mające na celu przeniesienia dziewczynki w bezpieczne miejsce. Każde działanie wymaga jednak czasu, który kurczy się w zastraszającym tempie...

Jedną z najmilszych sytuacji w karierze kinomana jest moment, gdy na półki wypożyczalni trafia stosunkowo cichy film i uderza niczym grom z jasnego nieba. Niskobudżetowa produkcja (śmieszne $13 mln) podejmuje tematykę jak najbardziej na czasie, wciągając przy okazji lepiej niż niejeden rasowy thriller. Tym niemniej we wstępie uczciwie trzeba zaznaczyć, iż do dzieła pana Gavina Hooda trzeba podejść z lekkim przymrużeniem oka, nastawiając się na momentami przedramatyzowany scenariusz i chwyty typowo pod publiczkę. Traktując jednak "Niewidzialnego wroga" przede wszystkim jako pozycję rozrywkową nie silącą się na hiperrealizm, z seansu z filmem można być bardzo ukontentowanym.

Trzon fabuły opiera się na podjęciu moralnie wątpliwej decyzji o dokonaniu brutalnego ataku z powietrza w imię zasady mniejszego zła. Film stawia znane dylematy natury etycznej, kładąc na jednej szali życie pojedynczego dziecka i parudziesięciu postronnych ofiar, na drugiej zaś potencjalne ofiary samobójczych zamachów mogących mieć miejsce w przyszłości. Żonglerka argumentami i ciągłe zmiany w łańcuchu poleceń w zależności od wydarzeń dobrze współgrają z rozwojem sytuacji na froncie w czasie rzeczywistym, choć uczciwie rzecz biorąc proces decyzyjny wydaje się być mocno wyolbrzymiony. Biorąc pod uwagę doniesienia z mediów i prawdziwe przykłady, mało który mundurowy wyższego szczebla wahałby się z likwidacją jednej z najgroźniejszych terrorystek świata uwiecznionej zapewne na niesławnej talii kart używanej niegdyś przez żołdaków do określenia ważności celów. Mimo tego jestem w stanie dać scenarzyście fory i przychylniej spojrzeć na naciągane próby budowania napięcia, gdyż: a) "Niewidzialny wróg" to dzieło fikcyjne i b) dramatyzm wprost uderza w widza z ekranu.

Nie da się ukryć, iż skromny budżet produkcji w niektórych scenach daje się mocno we znaki. Sekwencje z latającym owado-dronem przypominają rendery sprzed dekady, cały film z kolei odrobinę przywodzi na myśl teatr telewizji. Biorąc pod uwagę fakt, że reżyser kręcił film w spartańskich warunkach, często realizując ujęcia z pojedynczymi aktorami i łącząc je potem na stole (czy też raczej w studiu) montażowym, efekt końcowy i tak jest zaskakująco solidny. Sceny mające miejsce w ciasnym pokoju decyzyjnym z wielgachnymi ekranami komputerów wyświetlającymi sytuację na bieżąco zdecydowanie budują gęsty klimat produkcji. Dodatkowo akcja filmu udanie skacze między gabinetami oficjeli i egzotyczną scenerią Kenii, w czym zasługa tak scenarzysty jak i zręcznego reżysera.

Pan Gavin Hood prawdopodobnie jest bliski sercu polskiej publiczności ze względu na swoją ekranizację książki "W pustyni i w puszczy" z 2001 r. Doświadczony twórca udowodnił już w trakcie całej swojej kariery, iż sprawdza się zarówno w wysokobudżetowych blockbusterach ("X-Men Geneza: Wolverine" czy "Gra Endera") jak i nieco ambitniejszych pozycjach z przesłaniem ("Tsotsi" oraz "Transfer"). "Niewidzialnemu wrogowi" zdecydowanie bliżej do tej drugiej kategorii, tym niemniej Hood dobitnie potwierdza, że dzięki sprawnemu montażowi i wyczuciu można stworzyć dzieło pompujące adrenalinę do żył równie intensywnie co i wielomilionowe popcornowe widowiska.

Obsada produkcji została dobrana znakomicie, co ważniejsze, znane nazwiska w filmie mogą przyciągnąć dodatkowych widzów do niezbyt nagłaśnianego dzieła. Helen Mirren wypada wiarygodnie jako twarda pani pułkownik pozbawiona skrupułów, śp. Alan Rickman zaś po raz ostatni błyszczy na ekranie w roli generała porucznika. Mistrzostwem jest ukazanie bohatera jako troskliwego ojca, który w mgnieniu oka potrafi przemienić się w biurokratyczną i bezlitosną maszynę (vide: postać Russella Crowe'a w "W sieci kłamstw"). Fani przebojowego serialu "Breaking Bad" mają zaś szansę na ujrzenie Aarona Paula portretującego zagubionego pilota zmuszonego do przysłowiowego pociągnięcia za spust wbrew swoim obiekcjom. Jak to śmiesznie określił jeden z forumowiczów IMDB, "oto Jesse Pinkman w alternatywnej rzeczywistości, w której nie parałby się przygotowywaniem amfetaminy". Fakt, Paulowi ciężko pozbyć się łatki, które przyniosła mu, bagatela, 3 statuetki Emmy, aczkolwiek aktor jest stosunkowo młody i może jeszcze zaskoczyć w przyszłości.

Generalnie rzecz biorąc, "Niewidzialny wróg" to film dobrze nakręcony, świetnie zagrany i naprawdę porządnie rozpisany. Jeżeli widz zaakceptuje pewną naiwność skryptu i kameralność obrazu hołdującego zasadzie jedności czasu, miejsca i akcji, to może spodziewać się seansu szarpiącego nerwy jak w przypadku rasowego dreszczowca. Produkcja ma posmak dzieł Davida Mameta, jeno bez humoru, ciętego dowcipu i ironii charakterystyczny dla słynnego pisarza teatralnych przedstawień. Jak na film wydany w Polsce bezpośrednio na DVD, "Niewidzialny wróg" zaskakuje wysoką jakością. Oby pominięcie tytułu w dystrybucji kinowej nie spowodowało, iż część widzów zrezygnuje z empirycznego sprawdzenia dzieła Gavina Hooda. W ogólnym rozrachunku bowiem warto, nawet w obliczu wymienionych w recenzji wad.

Ogółem: 7+/10

W telegraficznym skrócie: kameralny, lecz intensywny obraz traktujący o moralnych rozterkach towarzyszących likwidacji zagrożenia; sprawnie napisany skrypt wymaga jednak od widza mocnego "zawieszenia niewiary"; reżyser stara się jak może, by mikry budżet obrazu nie przysłonił zalet filmu; gwiazdorska obsada i równie gwiazdorska gra; zaskakująco porządny tytuł, któremu warto dać szansę.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 86% uznało tę recenzję za pomocną (37 głosów).
kulak4
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry