Recenzja filmu Auta 2 (2011)
Brad Lewis
John Lasseter

Pal gumę!

Poprzedni bohaterowie filmów Pixara mieli trochę więcej czasu na dialog z widzem. "Auta 2" nie są dziełem oscarowej klasy, ale i tak stanowią powiew świeżości. Wszystko za sprawą całkiem nowej ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Auta 2 (2011)
Sequel "Aut" (2006) to jak dotąd najdzikszy film magików z Pixara. Jego kinetyczna energia jest tak wielka, że momentami wymyka się twórcom spod kontroli. Cyfrowe autka pędzą na pogięcie karoserii, zderzają się, strzelają do siebie, pozostawiają nieuważnego widza na końcu stawki. Karabiny wypluwają setki kul, z rur wydechowych wydobywają się spaliny, zaś z uchylonych masek – precyzyjne bon-moty. Chudego i Buzza nikt nie gonił. Nie uciekał Wall-E, pościgu na karku nie miał Ratatuj, o swoje kości bałby się "odlatujący" Carl Fredricksen. Poprzedni bohaterowie filmów Pixara mieli trochę więcej czasu na dialog z widzem. "Auta 2" nie są dziełem oscarowej klasy, ale i tak stanowią powiew świeżości. Wszystko za sprawą całkiem nowej konwencji.

Paliwem oryginalnego filmu była mieszanka nowoczesnej, fotorealistycznej animacji z  sentymentalną balladą o tym, jak to drzewiej na Route 66 bywało. Film czerpał fabularną siłę z pojemnych, stricte amerykańskich narracji o poszukiwaniu wolności na peryferiach, wśród wykluczonych. Główny bohater, narwana wyścigówka Zygzak McQueen, odzyskiwał czystość silnika i spokój tłoków na prowincji, gdzie kultywowało się pamięć o przodkach, ceniło wartość pracy i nie marnowało oleju. W kontynuacji ten pryzmat zostaje odwrócony – to strażnik prowincjonalnego kodeksu, prosty holownik Złomek, rusza w wielki świat i dzięki szczęśliwym zbiegom okoliczności niesie przesłanie o konieczności "bycia sobą" bez względu na pychę i blazę, panującą w ludzkich ("samochodzich"?) skupiskach. Jako że wszystko jest dla Złomka nowe i dziecięco "magiczne", film również zmienia tor i pędzi do mety w pastiszowej tonacji kina szpiegowskiego.

Tę gatunkową woltę można uznać za udaną. Dopieszczone pod kątem detali plenery, które kiedyś były fetyszem, teraz są jedynie scenografią. Zgodnie z najlepszymi tradycjami kina akcji, Lasseter tasuje lokacjami i postaciami, a sceny starć i pościgów łączy w monstrualne sekwencje. Wrażenie robi zwłaszcza otwierająca film misja dywersyjna na platformie wiertniczej – upchnięto w niej tyle pomysłów, akrobacji i gadżetów, że starczyłoby ich na kilkanaście następnych "Bondów" z Danielem Craigiem albo przynajmniej jeden z Rogerem Moore'em. Kłopotliwe, zwłaszcza z dziecięcej perspektywy, pytania o starość, samotność i poświęcenie gdzieś się podczas tej szalonej przejażdżki zagubiły, na szczęście zastąpił je inteligentnie wprowadzony wątek kontrowersji wokół naturalnych źródeł energii. 

Najciekawszym elementem całego dyptyku jest świat pozbawiony ludzi (co jest ewenementem w całym dorobku Pixara – nawet "Dawno temu w trawie" zakładało międzygatunkową interakcję). To przecież autoportret skupionej wokół motoryzacji amerykańskiej kultury. Tylko w USA mogła powstać animacja, w której francuski gołąbek i teksańska muszka przybierają postaci rozkosznych samochodzików. Tylko tam ujmujący samochodzik  ma prawo być wściekły, szczęśliwy i palić gumy z miłości.

Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 82% uznało tę recenzję za pomocną (108 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)

Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię