Recenzja filmu Dywizjon 303. Historia prawdziwa (2018)
Denis Delić

Patriotyczna pocztówka

Reżyser, brnąc uparcie ścieżką gloryfikującą głównego bohatera zbiorowego, kompletnie zapomina o wszystkich innych elementach fabularnych produkcji. 
Filmweb sp. z o.o.
To doprawdy rzadko spotykana sytuacja, żeby w odstępie krótszym niż rok (a w tym wypadku zaledwie dwóch tygodni) na konkurencyjny rynek branży filmowej trafiły dwie niezależne produkcje opowiadające tą samą historię. Z racji na to, że zarówno pokazywana od niedawna brytyjska "303. Bitwa o Anglię" jak i wchodzący dopiero teraz polski "Dywizjon 303" dysponowały podobnie niskim budżetem i prezentują podobnie niski poziom gatunkowy, szansa na wysokie wpływy dla któregokolwiek z tych filmów jest dramatycznie mała. Niewielu znajdzie się bowiem masochistów, którzy popisy lotnicze Urbanowicza i spółki będą chcieli oglądać dwa razy, za każdym razem nie doświadczając przy tym większych artystycznych zachwytów.



Na "Dywizjon" warto się jednak wybrać chociażby dla samej edukacji historycznej. I choć dramatycznie przejaskrawionej, bo każdy Polak jest tu bohaterem, Niemiec wrogiem, a Anglik świnią (dosłownie), to wciąż wiernie opisującej dramatyczne wydarzenia, które podczas II wojny światowej rozgrywały się nad Anglią i Kanałem La Manche. Dzieło Delicia doskonale sprawdza się jako patriotyczna (żeby nie powiedzieć nacjonalistyczna) pocztówka, okrywająca splendorem naszych dzielnych lotników. Nikt nie chce tu oczywiście umniejszać ich zasług, bo za tak bohaterską i ofiarną postawę wszyscy z pewnością na najwyższe zaszczyty sobie zasłużyli. Niestety na wielkim ekranie ten patos wypada na tyle sztucznie, że od pewnego momentu naprawdę ciężko daje się go znieść.

Reżyser, brnąc uparcie ścieżką gloryfikującą głównego bohatera zbiorowego, kompletnie zapomina o wszystkich innych elementach fabularnych produkcji. Najdobitniej daje się to zaobserwować śledząc wątek miłosny Jana Zumbacha (Maciej Zakościelny). Wprowadzone do niego dwie postacie kobiece, pomiędzy którymi zawieszone jest serce młodego polskiego podporucznika, miały wnieść różnorodność do jednotorowo prowadzonej historii, ale skuteczność tego zabiegu chyba została w głowach scenarzystów, bo oglądając efekt końcowy w żaden sposób nie da się jej doświadczyć. Również retrospekcje, wpuszczane w główną akcję dla poszerzenia jej horyzontów, okazują się być strzałem w stopę, gdyż jako przerywnik i potencjalne źródło urozmaicenia historii wypadają po prostu słabo.

W uczłowieczeniu tej koturnowości nie pomagają nawet aktorzy. Ich gra może nie powala na kolana, ale przy rozsądnie napisanej linii dialogowej wypadałaby o wiele bardziej wiarygodnie. Delić robi z bohaterów żywe pomniki, które choć oddychają, poruszają się, chodzą nawet do pubów, to i tak zdają się już być odlane z brązu czy wykute w marmurze. Jedynym podniosłym momentem, który autentycznie chwyta za serce, jest płomienne przemówienie Witolda Urbanowicza (Piotr Adamczyk), zagrzewającego do walki swoich podopiecznych. Jak się okazuje, scena ta została włączona do filmu na prośbę samego Adamczyka, który odegrał ją przy jednym ujęciu na podstawie materiałów źródłowych, do których sam dotarł. Ten przykład najlepiej pokazuje, że tworzywo w "Dywizjonie" było, zabrakło jedynie kogoś, kto mądrze by nim zagospodarował.



Zdecydowanie najlepszymi fragmentami filmu są te sceny, w których wszystkie żywe pomniki zamykają usta, zasiadają za sterami Hurricane’ów i, cytując, "prują Szwabów tak, że wszystkim Angolom gęby się ze zdziwienia pootwierały". Efekty specjalne wypadają tu naprawdę dobrze, a różnorodne sposoby kadrowania i dynamiczny montaż sprawiają, że akcję chłonie się z szeroko otwartymi oczami. Powoduje to poprawę nie tylko odbioru całokształtu produkcji, ale także, a może przede wszystkim (idąc za ideą przyświecającą powstaniu tego filmu) poczucie dumy z tego, że jesteśmy Polakami.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 77% uznało tę recenzję za pomocną (77 głosów).
gladiator_filmweb
ocenia ten film na:
1 10 5/10 średni

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)