Recenzja filmu Zabriskie Point (1970)
Michelangelo Antonioni

Pożegnanie z kontestacją

"Zabriskie Point" to lektura powolna, nastrojowa, wizyjna, oniryczna, zostawiająca wiele interpretacji i wyobraźni widza.
Filmweb sp. z o.o.
USA, koniec lat 60., na uniwersytecie wybuchają zamieszki. Jeden ze studentów imieniem Mark zostaje posądzony o postrzelenie policjanta, ucieka, błąka się po mieście, trafia przypadkiem na lotnisko, z którego kradnie samolot i kieruje się w stronę Doliny Śmierci. Spotyka tam dziewczynę, z którą przeżywa intensywny i krótki romans. Młodzi włóczą się po pustyni, rozmawiają, cieszą się sobą, przypatrując się niezwykłemu pięknu gorącej Doliny Śmierci (między innymi z tytułowego Zabriskie Point, słynnego punktu widokowego z niesamowitymi formacjami skalnymi). Mark postanawia wrócić do miasta i oddać skradziony samolot, niestety, zgromadzeni na lotnisku policjanci otwierają do niego ogień…

Z filmem "Zabriskie Point" mam pewien kłopot. Z jednej strony próżno szukać tego tytułu w annałach arcydzieł kina, film uchodzi za porażkę Antonioniego zarówno w oczach krytyków jak i widzów, a z drugiej strony to film ciekawie nakręcony, interesujący muzycznie, frapujący urodą zdjęć, złożony znaczeniowo. Oglądany w czterdzieści lat od swej premiery może stanowić intrygującą lekturę, w której znajdzie się miejsce na wiele elementów, od tematu kontestacji i rewolt młodzieżowych końca lat 60., przez ironiczny portret Ameryki okiem outsidera, aż po jakże popularny dziś w kinie, nerwowy, epizodyczny styl filmowej opowieści.

"Zabriskie Point" to lektura powolna, nastrojowa, wizyjna, oniryczna, zostawiająca wiele interpretacji i wyobraźni widza. Film Antonioniego warto traktować jako rodzaj surrealistycznej podróży, w której zacierają się granice między realnością a snem, narkotycznym majakiem; to rodzaj kinematograficznego, estetycznego i bardzo subiektywnego przeżycia, które jedni mogą traktować jako odświeżające, nowe, fascynujące, podczas gdy dla innych będzie to jedynie doświadczenie pustki. "Zabriskie Point" to może trochę sztuka dla sztuki, drętwa artystyczna mowa, lecz nieodparcie urokliwa wizualnie, należy więc po prostu spróbować dać się porwać obrazom. Emocjonalny odbiór filmu wydaje się właściwy choć próby analitycznego odczytania filmowych metafor nie są nieuprawnione (warto przypatrywać się szczegółom, napisom w kadrze, kolorom, śledzić dialogi bohaterów).

Wizja konsumpcyjnego społeczeństwa i skazanych na niepowodzenie nonkonformistów, utopijność młodzieżowych przewrotów przemawiają uniwersalnością przekazu, choć reżyser stosuje rozpoznawalne klisze (jakież to wszystko proste i przewidywalne: bohater sam przeciw wszystkim, ucieczka na pustynię, poszukiwanie innego życia i doświadczanie przemiany, los bohatera dopełnia się…). Na szczęście jest w tym ironiczny, niemal sarkastyczny (tak w przyglądaniu się zrewoltowanej młodzieży jak i amerykańskiemu stylowi życia).
"Zabriskie Point" warto obejrzeć właśnie dla tej ironii, dla chłodnego spojrzenia na zalaną słońcem amerykańską przestrzeń. Ironiczne (i jednocześnie zafascynowane) spojrzenie reżysera sprawia, że film ma więcej do zaoferowania niż muzealny eksponat, dobrze zachowany, ładny, kunsztowny i zupełnie nam obojętny.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 70% uznało tę recenzję za pomocną (53 głosy).