Recenzja filmu Draka w Bronksie (1995)
Stanley Tong

Podbój Zachodu

"Draka w Bronksie" to pierwszy zdecydowany krok Jackiego Chana w stronę Hollywood. Co prawda jest to produkcja z Hongkongu, ale swoje pieniądze dorzucili także Kanadyjczycy, a stamtąd do USA już ...
Filmweb sp. z o.o.
"Draka w Bronksie" to pierwszy zdecydowany krok Jackiego Chana w stronę Hollywood. Co prawda jest to produkcja z Hongkongu, ale swoje pieniądze dorzucili także Kanadyjczycy, a stamtąd do USA już niedaleko. Pamiętam, jakie wrażenie ten film na mnie zrobił, gdy oglądałem go po raz pierwszy ponad 10 lat temu. Nigdy wcześniej nie widziałem kina akcji tak lekkiego i emocjonującego, stanowiącego interesującą alternatywę dla tego, co pod tym pojęciem widzą Amerykanie. Była to wtedy dla mnie nowość i jeden z pierwszych tytułów, które mnie w stronę kina Azji pchnęły.

Jackie Chan to jedna z niewielu gwiazd, które dobrą zabawę przedkładają nad robienie pieniędzy i to w tym filmie widać. Typowy dla niego humor płynie z wielu scen, nadając całości lżejszy charakter, niekojarzący się z poważnym kinem sensacyjnym, choć takie wątki także podejmuje. Fabularnie "Draka" nie uchroniła się przed schematami i znacznymi uproszczeniami, ale powiedzmy sobie szczerze, że jest to najmniej istotny składnik tego filmu. Gwiazdą jest tutaj Chan, a największą atrakcją jego akrobatyczne popisy, które przyprawiają o zawrót głowy. "Draka w Bronksie" ma świetną choreografię, chyba jedną z lepszych ze wszystkich filmów Chana, a już na pewno najlepszą na przestrzeni ostatnich 15 lat. Zwinność 41-letniego wtedy aktora robi wrażenie, a ciekawe zastosowanie wszelkiej maści przedmiotów (od koszyków sklepowych, przez narty, po lodówki) wywołuje przyjemny uśmiech na twarzy. Ponadto film jest bardzo dobry od strony technicznej: wszystkie walki są prawdziwe, zrealizowane bez większych cięć montażowych i udziału dodatkowych kaskaderów. Co prawda odbija się to trochę na aktorstwie, bo dwaj członkowie gangu, którzy mają tutaj duże role, grani są przez zawodowych kaskaderów. Ich amatorszczyzna może chwilami denerwować, ale dzięki temu prostemu zabiegowi wielu sekwencji nie trzeba było przemontowywać, tak by zatrzeć granicę między aktorem a jego dublerem.

Co ciekawe, "Draka w Bronksie" to dla Chana pewien zwrot w karierze. Z jednej strony przyciągnął do siebie amerykańskich producentów, z drugiej jest to swego rodzaju zakończenie pewnego etapu jego kariery. Żaden późniejszy film z jego udziałem, może z wyjątkiem czwartej części "Police Story", nie jest już tak satysfakcjonujący pod względem akcji. Później Jackie bawił się już w kino czysto komercyjne, albo zrywające z dotychczasowym wizerunkiem, nierzadko idące w stronę komedii. "Draka w Bronksie" to jeden z najciekawszych tytułów w jego filmografii i jeden z ostatnich naprawdę dobrych i godnych uwagi. Dla mnie klasyka i spory sentyment.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 79% uznało tę recenzję za pomocną (14 głosów).
eon_blue
ocenia ten film na:
1 10 8/10 bardzo dobry
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię