Recenzja filmu Klaun (2014)
Jon Watts

Przeklęty kostium i koulrofobia

Zastanawialiście się kiedyś, jak to możliwe, że kochający mąż, troskliwy ojciec i sumienny pracownik może nagle, bez ostrzeżenia, stać się bezwzględnym zabójcą? Jeśli tak, polecam sięgnąć po ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja dvd Klaun (2014)
"Klaun" jest groteskowym obrazem o przeciętnym mężczyźnie, który przechodzi mroczną metamorfozę, gdy pozornie niewinny strój przejmuje nad nim kontrolę. Fabuła zdecydowanie nietuzinkowa, chociaż nie niespotykana - amerykański pisarz straszaków dla młodzieży, R.L. Stine, przedstawił podobną historię w powieści "The Haunted Mask" ("Straszliwa maska") z serii "Goosebumps" ("Gęsia skórka"). W książce paskudna halloweenowa maska, nie dająca się ściągnąć z twarzy przerażonej dwunastoletniej bohaterki, nie zbiera krwawego żniwa, jak to w literaturze dla dzieci. Jednak przeklęty kostium z "Klauna" nie jest tak łaskawy...

W trailerze i na plakacie za skuteczny wabik na smakoszy kina grozy robi znane nazwisko - Eli Roth. Reżyser i scenarzysta, kojarzący się głównie z takimi tytułami jak "Śmiertelna gorączka" czy "Hostel", wspomógł mało doświadczonych kolegów po fachu. Jon Watts i Christopher D. Ford wrzucili na Youtube fałszywy trailer, reklamujący nieistniejący film o zabójczym klaunie, który rzekomo miał być "autorstwa" Rotha. Niewinny "żarcik" przyciągnął uwagę filmowca, który zaoferował, że wesprze projekt finansowo, zapewne ku uciesze nie tylko jego twórców, lecz także złaknionej świeżych motywów widowni.

Zastanawialiście się kiedyś, jak to możliwe, że kochający mąż, troskliwy ojciec i sumienny pracownik może nagle, bez ostrzeżenia stać się bezwzględnym zabójcą najbezbronniejszych ofiar - dzieci? Jeśli tak, polecam sięgnąć po "Klauna", gdzie wina za upadek pozornie szczęśliwej jednostki zostaje zrzucona na kostium, który raz ubrany staje się integralną częścią ciała nosiciela i nigdy już nie daje się zdjąć... Kent występuje jako klaun na przyjęciu urodzinowym swojego syna, Jacka, i nie przypuszcza nawet, że nowo nabytego, kolorowego "stylu" nie będzie tak łatwo zmienić. Żonie sfrustrowanego nieprawdopodobną sytuacją mężczyzny udaje się brutalnie zerwać z jego twarzy jedynie gumowy, czerwony nos klauna, niestety razem z prawdziwą skórą współmałżonka. Fizyczny ból jest jednak dla głównego bohatera niczym w porównaniu do strachu przed własnym głodem na dziecięce mięso, który objawia się między innymi głośnym, przypominającym ryk dzikiego zwierzęcia burczeniem w brzuchu.

Biorąc pod uwagę zerowe doświadczenie reżysera - Wattsa - z filmami grozy, "Klauna" można uznać za naprawdę nieprzeciętny, udany debiut. Akcja właściwa rozpoczyna się od razu, kiedy Kent znajduje zabójczy kostium, lecz toczy się leniwie. Pierwsze 50 minut koncentruje się na dramacie wewnętrznym mężczyzny, na jego przerażeniu sytuacją, w którą on sam nie może uwierzyć, oraz jego stopniowym izolowaniu się od świata zewnętrznego, spowodowanego chęcią zapanowania nad swoimi kanibalistycznymi popędami. Napięcie jest bardzo wyraźnie wyczuwalne dzięki jego dobrze zaplanowanego stopniowaniu, w którym niemałą rolę gra też muzyka, skutecznie podkreślająca momenty zagrożenia (prawdziwego lub nie), chociaż sama w sobie raczej nie jest kompozycją wszech czasów.

"Klaun" jest zdecydowanie bardziej krwawy, niż na to wskazuje pierwsza część filmu. Zawsze źle się patrzy na graficzne sceny zabójstw dzieci, takie obrazki mogą też wywołać oburzenie wśród wrażliwszych odbiorców. Ci jednak nie muszą się obawiać ciężkiej jazdy, gdyż mordy nie odbywają się tutaj bezpośrednio przed kamerą. Najbrutalniejsze widoki zostają nam oszczędzone, ale za to nie brakuje tryskającej po ścianach posoki, krztuszenia się kośćmi ofiar oraz rozczłonkowanych zwłok, co prezentuje się wystarczająco niesmacznie (choć nie realistycznie), żeby na chwilę zadowolić tę najbardziej zwyrodniałą część każdego z nas. Chwała dla twórców za to, że CGI wykorzystali skromnie, opierając się głównie na tradycyjnych rekwizytach oraz charakteryzacji. Przemiana głównego bohatera w groteskowego klauna, który każdego chociaż trochę zniechęci do tych wymalowanych istot, nie jest przedstawiona w spektakularny sposób. Widzimy, że twarz i ciało Kenta stają się coraz bardziej zniekształcone, mniej ludzkie, lecz lwia część procesu odbywa się poza zasięgiem obiektywu kamery. Szkoda, gdyż trochę "body horroru" by nie zaszkodziło, lecz i tak warto doświadczyć klaunowej metamorfozy ze względu na jej końcowy etap, który wystarczająco satysfakcjonuje poczucie "piękna" widza.

Chciałabym móc ze stuprocentowym przekonaniem napisać, że "Klauna" warto obejrzeć, jednak nie jest to obraz, który przypadnie do gustu każdemu. Przyznam, że w historii o przeklętym kostiumie bardziej zaciekawiły mnie jej psychologiczne fundamenty niż elementy typowe dla horroru, chociaż krwawe scenki prezentują się zacnie. Sięgając po tę produkcję, raczej nie ma co nastawiać się na silny szok, gdyż zarówno fabuła, jak i realizacja nie przekraczają żadnych granic, których by już ktoś nie obalił w innym dziele. Mimo to seans był dla mnie doświadczeniem zdecydowanie pozytywnym, dodatkowo opatrzonym "wisienką na torcie" pod postacią miłej dla oka charakteryzacji zmieniającego się w klauna bohatera.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 94% uznało tę recenzję za pomocną (17 głosów).
Surgeon_OperatingTable
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię