Recenzja filmu Parasite (2019)
Joon-ho Bong

Przekręt doskonały

Ten niesztampowy twórca zapewnia nam prawdziwy filmowy rollercoaster. Mamy tu masę czarnego humoru, niesamowite zwroty akcji oraz sceny rosnącego napięcia. 
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Parasite (2019)
Joon-ho Bong wyróżnia się niezwykłą oryginalnością w swych filmach. "Zagadka zbrodni", "Snowpiercer" czy "Okja" to dowody na to, że ten reżyser się nie powtarza. Zawsze wymyśli nową, całkowicie inną od pozostałych historię, która ma w sobie coś niezwykłego. Jego nowe dzieło "Parasite" także zalicza się do tego kanonu, ale tym razem Bong przedstawia nam historię, która swoją nieszablonowością przebija wszystkie wcześniejsze dokonania Koreańczyka.

Ten niesztampowy twórca zapewnia nam prawdziwy filmowy rollercoaster. Mamy tu masę czarnego humoru, niesamowite zwroty akcji oraz sceny rosnącego napięcia. Wchodząc w tą niecodzienną historię, widz nie ma szans, by przewidzieć, co może zobaczyć na samym końcu, a nawet nie odgadnie, do czego może dojść już za moment. A do tego wszystkiego mamy tu także świetnie przemycony ostry komentarz społeczny. Film pokazuje różnice między ludźmi, które wynikają z braku lepszych środków do życia. Znowu pojawia się pytanie o warunki wychowania kształtujące naszą osobowość, które poruszał już chociażby inny azjatycki reżyser - Hirokazu Koreeda w "Złodziejaszkach".

Zdobywca Złotej Palmy na tegorocznym festiwalu w Cannes prezentuje ubogą rodzinę, która mieszka w prowizorycznej piwnicy, utrzymując się ze składania kartonów do pizzy, a dzieci, by sprawdzić pocztę elektroniczną, muszą podkradać Internet sąsiadom. Wszystko się zmienia, kiedy syn zostaje korepetytorem nastolatki pochodzącej z niezwykle zamożnej rodziny. Wtedy to te cztery osoby kompletnie bez przyszłości postanawiają dokonać przekrętu doskonałego i wyjść na prostą. 

Nie bez powodu sam Quentin Tarantino wypowiadał się w superlatywach o tej produkcji. "Parasite" nazwano najbardziej szalonym zdobywcą Złotej Palmy od czasów "Pulp Fiction", ale ten film zaskakuje zdecydowanie mocniej niż produkcja z 1994 roku. Dlaczego? Ponieważ widz nie dostaje wszystkiego od razu na talerzu. Bong rozpoczyna swój film sielską opowieścią rodziny, która próbuje poradzić sobie z przeciwnościami losu, powoli, powoli dążąc do finału, po którym nie sposób nie otworzyć ust ze zdumienia. I tym razem nie będzie potrzebował żadnych sadystycznych morderców czy potworów z bagien, żeby zepchnąć nas na krawędź fotela, bo przecież nie tylko tak powstają największe plot twisty w historii kina.

Całość prezentuje się świetnie pod każdym względem technicznym. Zdjęcia wypadają naprawdę wspaniale, a muzyka niesamowicie adaptuje się wraz ze zmieniającym się klimatem. Do tego otrzymujemy też małą panoramę biednej koreańskiej mieściny, co według mnie może zainteresować europejskiego widza. W końcu życie codzienne zwykłych "szaraczków" w Azji nie jest nam zbytnio bliskie. Do tego wszystkiego dochodzi bardzo dobrze sprawująca się obsada, spośród której niektórych aktorów kojarzymy także z innych produkcji Bonga.

Film według mnie obejrzeć zdecydowanie warto. Skrywa w sobie wiele rozmaitości, których na pierwszy rzut oka się nie zauważy. Fantastyczny mariaż gatunków i przełamanie wszelkich konwencji. Posiada intrygującą fabułę, łączy powagę z humorem i prezentuje bohaterów, którzy nie są jednoznacznie dobrzy ani źli. "Parasite" jest niezwykle odważnym filmem poruszającym rozwarstwienie społeczne, a robi to w sposób brawurowy - bawi i porusza. Bong zapewnia nam świetną rozrywkę.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 71% uznało tę recenzję za pomocną (21 głosów).
Trundo
ocenia ten film na:
1 10 9/10 rewelacyjny

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)

Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię