Recenzja filmu Rekinado (2013)
Anthony C. Ferrante

Rekini deszcz

W roku 2010 w małym australijskim miasteczku Lajamanu spadł rybi deszcz. Była to trzecia taka sytuacja w ciągu ostatnich 36 lat. Na uwagę zasługuje fakt, że Lajamanu leży na pustyni i jest ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja TV Rekinado (2013)
W roku 2010 w małym australijskim miasteczku Lajamanu spadł rybi deszcz. Była to trzecia taka sytuacja w ciągu ostatnich 36 lat. Na uwagę zasługuje fakt, że Lajamanu leży na pustyni i jest oddalone o 525 km od najbliższej rzeki. Ryby były z rodziny okoniowatych. Przyczyną tej anomalii było najprawdopodobniej tornado, które zassało ryby w innym rejonie. Co ciekawe zwierzęta, gdy spadały na ziemię, nadal żyły. Eksperci stwierdzili, że okonie mogły się znaleźć nawet na wysokości 12-15 km w chmurach. Mieszkańcy żartobliwie cieszyli się z faktu, że nie padało krokodylami. Dzięki trąbom powietrznym i wodnym z nieba nie spadają tylko ryby. Przykładowo w miejscowości Kavalerovo w Rosji padało meduzami. Spotykane były też deszcze ptaków, żab (dorosłych i kijanek), warzyw i owoców.

W zasadzie twórcy "Sharknado" przedstawiają więc całkiem realną historię. Przecież rekiny to też ryby, tyle że nieco większe niż okonie. Akcja rozgrywa się w Los Angeles. Miasto Aniołów zostaje zaatakowane przez wyjątkowy huragan. W jego następstwie z oceanu zostały zassane całe stada rekinów, które teraz atakują skonsternowanych mieszkańców. Przeciwstawić latającym rybom stara się Fin Shepard, który próbuje uratować swą rodzinę. Pomaga mu w tym między innymi pracująca w barze Nova...

W tym momencie można spokojnie zapomnieć o "Piraniokondzie" oraz innych rekinich produkcjach typu: "Dwugłowy rekin atakuje", "Mega Shark vs Giant Octopus", "Mega Shark vs Crocosaurus" czy "Sharktopus". Wszystkie były absurdalne, ale dzieło Anthony'ego C. Ferrante bije je na głowę. "Sharknado" to jedna wielka abstrakcja. I to abstrakcja w najczystszej postaci. Nonsens goni nonsens, który nonsensem pogania. Wyżej wymienione tytuły oraz szereg innych próbowały być momentami poważne. Twórcy "Sharknado" unikają tego błędu. Osoby odnoszące inne wrażenie muszą poczekać do końcówki. Rozwiewa ona wszelkie wątpliwości i dosłownie rozkłada na łopatki.

Można i po prawdzie trzeba napisać o idiotycznej fabule, marnym aktorstwie i tandetnych efektach specjalnych. Oczywiście wszystko to występuje w dawce przekraczającej wszelkie limity tolerancji, a jednak nie sposób oderwać od "Sharknado" oczu. Sam pomysł fabularny jest tak niedorzeczny, że ogląda się całość z czystej ciekawości. I to jest największy atut tej produkcji. Ferrante stworzył obraz przyciągający swym absurdem. Przy tym można zawiesić oko na Tarze Reid i Cassie Scerbo. Wielu reżyserów filmów klasy B niech patrzy i się uczy.

W nalocie na Los Angeles biorą udział różne gatunki rekinów. Znajdziemy tu żarłacze białe, żarłacze tygrysie czy rekiny młoty. Różne typy drapieżników przywołują na myśl "Noc rekinów 3D". Ferrante poszedł jednak dalej i zaserwował nawet małe odniesienie do "Szczęk" Spielberga. Wyłapaliście ten moment?

"Sharknado" to całkowita sprzeczność. Jest to zarazem nieporozumienie i arcydzieło. Nieporozumienie jeśli patrzeć na nie poważnie, a arcydzieło jeśli traktować je w kategorii filmów absurdalnych. Ocenić można je dowolnie i każdy będzie miał rację. Na pewno jednak nie można przejść koło niego obojętnie. A przecież takie obrazy pamięta się najdłużej.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 87% uznało tę recenzję za pomocną (87 głosów).
Barcelonismo
ocenia ten film na:
1 10 2/10 bardzo zły

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)