Recenzja filmu Shazam! (2019)
David F. Sandberg
Marek Robaczewski

Rodzinny superbohater

Słowa mają moc, ludzkość od wieków przypisuje im niezwykłe znaczenia. O potędze imion oraz nazw można poczytać choćby w Biblii, gdzie pierwszy człowiek Adam nazywa wszystkie stworzenia, tym samym ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Shazam! (2019)
Słowa mają moc, ludzkość od wieków przypisuje im niezwykłe znaczenie. O potędze imion oraz nazw można poczytać choćby w Biblii, gdzie pierwszy człowiek Adam nazywa wszystkie stworzenia, tym samym przejmując od Boga władzę nad światem. Poza tym "na początku było słowo". Nie są to jednak rozważania natury teologicznej, a przyjrzenie się pewnemu filmowi, w którym kluczowe znaczenie ma jedno słowo. "Shazam"? Nie, tym słowem jest "rodzina".

photo.title
W kinie superbohaterskim można właściwie już mówić o osobnym "podgatunku" – "rodzinni superbohaterowie". Nie chodzi tu o to, że filmy te zawsze kierowane są do rodzin, choć w wielu przypadkach można mówić o dziełach familijnych. Kluczowym słowem w perypetiach herosa jest "rodzina", bowiem ona go w jakimś stopniu definiuje, stopniowo uczy się jej znaczenia. Główny bohater, Billy Batson (w tej roli Asher Angel), tuła się od jednej rodziny zastępczej do drugiej. Sprawia problemy, nie chcąc spróbować zapuścić korzeni, ponieważ jego priorytetem jest odnalezienie biologicznej matki. Sytuacja się nieco zmienia, gdy trafia do nowego domu, swojej ostatniej szansy na poukładanie sobie życia. Nie ma się jednak co martwić, wątek poszukiwań znajduje swoje rozwiązanie, zaskakująco dojrzałe, nie znika całkiem po spotkaniu czarodzieja i zyskaniu magicznych mocy.

Shazam! Jedno słowo i Billy zmienia się w herosa (Zachary Levi świetnie odnajduje się w roli dzieciaka kryjącego się pod postacią potężnego dorosłego). Jako superbohater posiada mądrość Salomona, siłę Herkulesa, wytrzymałość Atlasa, moc Zeusa (tak, pioruny), odwagę Achillesa, szybkość Merkurego. Widać tu jedną z zalet filmu Davida Sandberga, coś z pozoru oczywistego w tego typu origin story – frajdę związaną z niezwykłymi mocami. Razem z przyszywanym bratem odkrywają możliwości oraz konsekwencje takiej sytuacji, odhaczając obowiązkowe punkty tego typu historii. Na szczęście "Shazam!robi to z niezwykłą lekkością, przerabiając często swoje schematy w żart, tym samym stając się w pewnym sensie komedią familijną. Chyba już można powiedzieć, że DCU definitywnie zrezygnowało z towarzyszącego im od "Człowieka ze stalimroku, zostawiając go na bardziej pasujące do tego projekty pokroju "Jokera".

photo.title

Wracając do przyszywanego brata, postać grana przez Jacka Grazera miejscami kradnie show. Razem ze swoim humorem oraz pasjonowaniem się superbohaterami pozawala nabrać historii dystansu oraz oddechu, jednocześnie znajdując dla nowego herosa miejsce w istniejącym już uniwersum. Reszta rodziny to raczej na szybko nakreślone szkice niż pełnoprawni bohaterowie, ale każdy ma choć szczątkowy urok oparty na charakterystycznych cechach. Niestety, nie jest tak dobrze z antagonistą, grany przez Marka Stronga dr Thaddeus Sivana zalicza się raczej do tych nieciekawych, choć na szczęście nadano mu jakąś większą motywację niż banalne "chcę zawładnąć nad światem". Żeby za dużo nie zdradzać, też powiązana jest z rodziną, domykając spójną tematykę "Shazama!".

Produkcje superbohaterskie powstają coraz szybciej, co niestety odbija się na warstwie wizualnej. O ile przez większość filmu jest poprawnie, to przy pojawieniu się szumnie zapowiadanych Siedmiu Grzechów Głównych efekty kłują w oczy. Przy omawianiu warstwy wizualnej warto wspomnieć o odrobinie naleciałości z wcześniejszych filmów reżysera. Scena w sali konferencyjnej ma w sobie coś z horroru, ale na szczęście unika przesadnej brutalności, która psułaby lekkość filmu.

"Shazam!" to właśnie przede wszystkim lekka komedia, będąca przy tym trochę schematyczną powtórką, ale w zamian dającą dużo frajdy. Pokazuje sensowną drogę dla filmów DCU, gdzie jak u konkurencji skupiają się na charyzmie głównego bohatera, wokół niego budując historię. Przy tym twórcy romansują z różnymi gatunkami filmowymi, w tym wypadku komediami familijnymi. Taka mieszanka może nie gwarantuje wybitnego kina, ale dwie godziny dobrej zabawy na pewno.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 100% uznało tę recenzję za pomocną (3 głosy).
Ahyrion
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry