Recenzja filmu Sin City: Damulka warta grzechu (2014)
Robert Rodriguez
Frank Miller

Słodkie grzeszki

Tekst w drugim akapicie zawiera bardzo duży spoiler pierwszego "Sin City". Na początek osobom, które go nie widziały, sugeruję zatem, by dalej go nie czytały lub zrobiły to później; po zapoznaniu ...
Filmweb sp. z o.o.
Tekst w drugim akapicie zawiera bardzo duży spoiler pierwszego "Sin City". Na początek osobom, które go nie widziały, sugeruję zatem, by dalej go nie czytały lub zrobiły to później; po zapoznaniu się z powyższą produkcją. Wypada też zaznaczyć, że "Sin City 2" ma taką samą strukturę jak oryginał. Zawiera kilka krótkich historii łączących się czasami miejscem wydarzeń lub postaciami. Mamy Marva, który uczy manier grupkę studenciaków. Obserwujemy też Dwighta radzącego sobie z powrotem starej miłości, która w przeszłości go zdradziła. Nancy Callahan chce zemsty na ojcu Żółtego Drania za to, co spotkało ją i Hartigana. Jest też nowy facet imieniem Johnny, bardzo dobry i arogancki pokerzysta, który przy stole spotyka swego największego wroga.

photo.title

Paradoksalnie "Damulka warta grzechu" może przysporzyć większych trudności w odbiorze widzom, którzy widzieli część pierwszą. Skąd się wziął nagle Marv? Przecież on nie żyje. W końcu "Sin City 2" nie jest prequelem, historia Nancy to oczywisty ciąg dalszy jedynki. Prawda, że niezły galimatias? Jest jednak na to proste wyjaśnienie. Otóż "Damulka" jest równocześnie prequelem i sequelem oryginału, a widz sam sobie musi ułożyć odpowiednią linię czasową. Przedstawia się ona następująco: każda historia, łącznie z tą Nancy, ma miejsce przed wydarzeniami z historii Marva z pierwszego "Sin City", historia Dwighta jest prequelem jego opowieści w oryginale, jedynym sequelem jest, wspomniana już wyżej, główna opowieść o Nancy i Hartiganie bezpośrednio kontynuująca ich losy. Powyższe "poplątanie" działa dwojako. Z jednej strony odbiera widzowi nieco emocji, gdyż wie on, co się stanie z niektórymi postaciami. Z drugiej natomiast, w tej samej kwestii, powoduje kilka zaskoczeń. W końcowym rozrachunku jednak urozmaica to całokształt i przykuwa uwagę. W końcu trzeba się nieco skoncentrować, by ulokować wydarzenia w odpowiednim miejscu.

Najważniejsze pozostało niezmienne. "Damulka warta grzechu" powstała ponownie pod czujnym okiem Roberta Rodrigueza i Franka Millera. Co za tym idzie, pod względem wizualnym i ogólnego klimatu, całość prezentuje się jak pierwsze "Sin City". Każdy sympatyk oryginału doceni ten fakt i ponownie w pełni przesiąknie Miastem Grzechu. Na uwagę zasługują też same historie. Można pokusić się o stwierdzenie, że najlepsze zostały już pokazane w części pierwszej. Cztery składowe "Damulki" wciąż jednak trzymają bardzo wysoki poziom. Dodatkowo, jak wspomniałem powyżej, potrafią też zaskoczyć. Oczywiście nie braknie w nich brutalności czy seksu. Osoby znudzone efekciarskimi, grzecznymi blockbusterami powinny być ukontentowane. Całość też najlepiej oglądać w 3D.

photo.title

Od strony aktorskiej show kradnie Eva Green. Jako piękna i inteligentna femme fatale jest po prostu hipnotyzująca. Niczym magnes przyciąga spojrzenie, a jej ekranowe poczynania kilka razy powodują delikatny uśmieszek, gdy widzimy jak w jej sidła wpadają kolejne ofiary. Być może wrażenie to potęguje fakt, że jest ona Francuzką i nagość jej nie onieśmiela. A tej jest tu dużo. Trzeba jednak dodać, że ujęcia te są niemal artystyczne i można je traktować jako naprawdę udane akty. Sytuacja ma się inaczej w odniesieniu do Jessicy Alby. Jest ona nieprzekonująca i w zasadzie nie wzbudza żadnych emocji (nawet gdy wije się na scenie). Dodatkowo, podobnie jak jej koleżanki, ani przez moment nie pokazuje swoich wdzięków, co z automatu czyni jej klub ze striptizem najnudniejszym takim przybytkiem na świecie. Powyższy zawód potęguje się jeszcze bardziej, gdy za punkt odniesienia weźmiemy Green. Alba to najsłabsze ogniwo produkcji. Pierwsze skrzypce wśród panów gra oczywiście Mickey Rourke. Marv w każdej scenie, każdym swym one-linerem po prostu miażdży system. W porównaniu z nim pozostali aktorzy wypadli jakby grali od niechcenia. Trzeba jednak dodać, że Joseph Gordon-Levitt i Josh Brolin stworzyli wiarygodne i wyraziste postaci. "Sin City 2" nie ucierpiało na fakcie zastąpienia przez tego drugiego Clive’a Owena. To oczywiście cieszy choć osobiście wolę, jak powraca cała stara gwardia. Męska część obsady, choć ogólnie nie zawodzi, jest po prostu w cieniu Rourke'a. Najbliżej do jego poziomu zbliżył się Powers Boothe w roli Senatora Roarka. Łotr z krwi i kości.

photo.title

"Damulka warta grzechu" nie robi takiego wrażenia jak jedynka z jednego prostego powodu. Jakiego? Jest to drugi film z serii. Oryginał był nowatorski choćby od strony technicznej, dwójka taka być po prostu nie mogła. Przeciwnicy, podobnie jak przy "300: Początku imperium",  zapewne stwierdzą, że "Damulka" tylko powiela utarte schematy. Nawet z recenzji redakcyjnej pojawiło się sformułowanie "odgrzewany kotlet". Powiem tak: a czego innego można było oczekiwać? Natomiast w odniesieniu kulinarnym "Sin City 2" jest jak dobry fast-food. Wiadomo, że nie jest to jedzenie zdrowe, ale jak już po nie sięgniemy to wybornie nam smakuje. Czasem nawet lepiej niż naprawdę zdrowa żywność. Drugie danie skomponowane przez Rodrigueza i Millera pobudziło na tyle dobrze moje kubki smakowe, że z chęcią skosztowałbym i trzeciej porcji. I tego fanom oraz sobie życzę.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 81% uznało tę recenzję za pomocną (135 głosów).
Barcelonismo
ocenia ten film na:
1 10 8/10 bardzo dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (4)