Recenzja filmu Bołdyn (1981)
Czesław Petelski
Ewa Petelska

Samotność absolutnego władcy

"Bołdyn" zrealizowany przez Petelskich, jest oparty na najbardziej znanej powieści Jerzego Putramenta o tym samym tytule. Akcja filmu rozgrywa się podczas II Wojny Światowej, gdzieś na kresach ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja TV Bołdyn (1981)
"Bołdyn" zrealizowany przez Petelskich, jest oparty na najbardziej znanej powieści Jerzego Putramenta o tym samym tytule. Akcja filmu rozgrywa się podczas II Wojny Światowej, gdzieś na kresach wschodnich, 150-200 km od Białegostoku.
Obserwujemy krótki okres z życia jednego z oddziałów partyzanckich Armii Ludowej. Tytułowy bohater to samozwańczy "generał", srogi i nieobliczalny despota, już za życia postać legendarna na tych obszarach okupowanego kraju. Obserwujemy relacje panujące między nim i jego podwładnymi, odprawy w leśnej kwaterze, a w końcu zwiad do pobliskiej miejscowości. W obawie przed utratą stabilnej i wygodnej dla siebie sytuacji oficerowie nie wahają się pisać meldunki niezgodne z rzeczywistością, ale za to takie, które odzwierciedlają gusta ich "generała". Meldując o niespodziewanych ruchach wojsk niemieckich w okolicznych wsiach, nie wiedzą jeszcze, że te wyssane z palca informacje za chwile staną się rzeczywistością i doprowadzą do tragicznego finału.

Nie jest to typowy film wojenny, nie ma tu wielu scen walk, twórcy skupili się głównie na postaci Bołdyna, relacjach panujących w jego otoczeniu i konfliktach wewnętrznych głównych bohaterów. Całe widowisko obserwujemy oczami młodego adiutanta "generała" o pseudonimie "Mroczny", w tej roli Tomasz Stockinger.

Solidne psychologiczne kino wojenne, życiowa rola Wirgiliusza Grynia, polecam miłośnikom tego niezapomnianego aktora, znanego głównie z ról twardych wojskowych i niezłomnych partyjniaków. Oprócz niego w gronie jego przybocznej gwardii, plejada etatowych odtwórców ról wojskowych: Zaliwski, Niwiński i Talar.

O dziwo brak w filmie PRL-owskiej propagandy, chyba w latach 80-tych nikt już o nią nie zabiegał, a twórcy mieli świadomość braku sensu karmienia widza poprawnym politycznie ładunkiem. Zamiast bohaterskich, komunistycznych, nieskazitelnych żołnierzy mamy pokazane niemoralne elity, uwikłane w matactwa i morderstwo - samosąd jednego z oficerów. Sam "generał" Bołdyn w swojej kwaterze sypia z Elką (Daria Trafankowska) jedyną kobietą ze swojego oddziału, nie mając żadnych skrupułów przed resztą. W sypialni trzyma skrzynki ze spirytusem, którym systematycznie obdziela swoich żołnierzy podczas odpraw, a sam wlewa najwięcej w siebie. W dniach, kiedy zwiadowcy nic nie donoszą o nieprzyjacielu, rozdrażnionemu bezczynnością Bołdynowi alkohol towarzyszy cały czas, w nocy dręczą go pijackie omamy, z zabarykadowanej sypialni "Mroczny" codziennie słyszy wrzaski Bołdyna.

Trzeba przyznać, że taki obraz partyzanta, przywódcy komunistycznego oddziału AL ukazany przez wieloletniego członka komisji kolaudacyjnej, Czesława Petelskiego, to całkiem odmieniony wizerunek bohatera w wojennym kinie PRL. Bardzo odległy od tego, co pamiętamy z kultowych i zaprawionych propagandą wojennych filmów i seriali z lat 60-tych, najświetniejszych dla tego gatunku.
Jedynym przekłamaniem historycznym jest usadowienie Polaka w roli oficera politycznego, którym mógł być tylko enkawudzista, w tej roli wystąpił niezapomniany Tomasz Zaliwski, jako Krupicki.

Powieść Putramenta został wydana w 1969 roku, ale film w roku 1981 przeszedł bez echa, moim zdaniem pojawił się w niefortunnym dla siebie czasie. W przeddzień stanu wojennego, w walącym się PRL-u nikogo nie obchodziły takie dylematy władzy czy losy polskich partyzantów w komunistycznych kostiumach.
Gdyby wszedł do kin w latach 70-tych, narobiłby z pewnością dużo hałasu, zebrałby nagrody, a dziś prawie 30-lat po premierze możemy spojrzeć na niego jeszcze z innej perspektywy, nie mając na karku politycznej zawieruchy z PRL-u.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 100% uznało tę recenzję za pomocną (3 głosy).
starekino
ocenia ten film na:
1 10 9/10 rewelacyjny