Recenzja gry Robinson: The Journey (2016)

Samotność w dżungli

"Robinson: The Journey" zachwyca do samego końca w zakresie doznań wizualnych. Niestety, gdy przychodzi do grania jako takiego, symulator ten niestety nie spełnia pokładanych w nim nadziei.
Filmweb sp. z o.o.
Z niewiadomych przyczyn nasz statek-matka rozbija się na pewnej planecie. My zaś, z hełmem PSVR na głowie, będziemy odgrywać rolę niejakiego Robina, chłopca, który przeżywa w jednej z kapsuł ratunkowych. Nie jest jednak sam – naszemu protegowanemu będzie towarzyszyć HIGS, czyli latający robot-kula oraz... mały tyranozaur o imieniu Laika. Naszym zadaniem będzie odnalezienie innych rozbitków i wydostanie się z tej nie do końca przyjaznej planety. Szkoda tylko, że przeszkód jest znacznie więcej, niż by nam się mogło na początku wydawać. Cała ta para science fiction, czyli miks starego dobrego pomysłu a la Daniel Defoe z "Zagubionymi w kosmosie" idzie w gwizdek, gdy okazuje się, że całe to nasze zwiedzanie obcej planety ogranicza się do rozwiązywania nudnych albo niejasnych zagadek, wspinania na różne skałki i walki, tyle że nie z żadnymi tam dinozaurami, a nieporadnym sterowaniem postacią w wirtualnej rzeczywistości. Nie pomaga nawet dość zabawny robot HIGS, który służy zarówno za system podpowiedzi, jak i maszynę, w którą wcielimy się, by rozwiązać jakąś zagadkę.

photo.title   photo.title

Problem z eksploracją, a takiego typu w założeniu jest to gra, niestety pozostaje do końca – nie czujemy się bowiem ani jak Robinson, ani jak nawet i marny odkrywca. Pełnimy tu raczej rolę zwiedzającego, i to za szklaną szybką. W każdym obszarze mamy niby jakieś porozrzucane po terenie przedmioty, ale jest ich w sumie niewiele i manipulacja nimi sprowadza się do przeklinania pod nosem, gdy po raz kolejny nie udaje nam się zrobić tego, co chcielibyśmy. Niebagatelną rolę odgrywa nasz gadżet, który niczym mocą telekinezy podnosi i obraca różne przedmioty. Nawet przejście pierwszej zagadki nastręcza pewne trudności, gdyż kontrolowanie owej różdżki jest niezwykle kłopotliwe i irytujące. 

photo.title   photo.title

Jakby ta gra nie była zła, jest element, który wynosi "Robinson: The Journey" ponad inne produkcje PSVR. To oczywiście oprawa wizualna. Trzeba przyznać, że to, co wykreowali twórcy z Crytek, zapiera dech w piersiach. "Robinson" to najładniejsza, zaraz obok kosmicznego "EVE: Valkyrie", gra na wirtualną rzeczywistość od Sony. O ile jednak siła "EVE" leży w kosmicznych walkach i dynamice rodem z "Gwiezdnych wojen", o tyle "Robinson: The Journey" wygląda faktycznie jak przepiękna planeta. Nawet pierwsze wyjście ze statku to wielkie wydarzenie. Przed nami rozciąga się ogromna dżungla, obok naszej prowizorycznej bazy płynie niewielki strumień, który z impetem spada w otchłań lasu poniżej... Szkoda tylko, że to początkowe wrażenie dość szybko zatarte zostaje przez realnie mikry teren gry. Wydaje nam się, jakoby ogromna planeta stała przed nami otworem, podczas gdy realnie jest to raptem kilka małych obszarów, na których zresztą niewiele będziemy mieli do roboty. A gdy już okaże się, że mamy rozwiązać jakąś zagadkę, często będzie to polowanie na mały przedmiocik albo kombinowanie w stylu starych przygodówek, czyli jak z gumki od majtek i anteny zrobić helikopter.

Oczywiście, jak w większości przypadków, twórcy średnio radzą sobie też z odtwarzaniem ruchu w kontekście do środowiska i w efekcie "Robinson" wywołuje różnego poziomu problemy z błędnikiem. To nie "Eagle Flight", w którym adaptacja do ruchu trwa bardzo krótko. W tej grze wciąż będziemy mieli uczucie pływania po terenie naszej bazy. A gdy przyjdzie do wspinania się gdziekolwiek, gwarantuję, że nawet komunijny tort podejdzie do gardła. Robimy to bowiem zarówno za pomocą pada (L2 i R2), jak i ruchów głową, którą wskazujemy miejsce chwytania danego występu skalnego. Koszmar.

photo.title   photo.title

Niestety, choć na początku wydaje się, jakby "Robinson: The Journey" był pełnoprawną grą na PSVR, szybko okazuje się, że to jednak nieco rozbuchane i przepiękne wizualnie demko. Gdyby tylko twórcy wystarali się o nieco klarowniejsze zasady rozgrywki i lepszą kontrolę nad postacią, choćby podczas wspinaczki, byłoby naprawdę dobrze. A jest tylko nieźle.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 30% uznało tę recenzję za pomocną (10 głosów).
Joachim Snoch
ocenia tę grę na:
1 10 6/10 niezła