Recenzja filmu Ramen. Smak wspomnień (2018)
Eric Khoo

Smakowita szama

Wyciszony, subtelny film Erica Khoo to fascynująca podróż przez zakamarki jednostkowej i narodowej pamięci, rejestracja prób uporania się z traumą osobistą i zbiorową, ale i portret rodziny, ...
Filmweb sp. z o.o.
Punktem wyjścia filmu Erica Khoo wydaje się słynna Proustowska magdalenka. Tak jak w "Stronę Swanna" dla Marcela, alter ego autora, ciastko staje się bezpośrednim przyczynkiem do wywołania wspomnienia z dzieciństwa, tak i Masato w "Ramenie. Smaku wspomnień" próbuje na nowo poczuć obecność zmarłej matki poprzez wzorowanie się na jej przepisach kulinarnych. Spożywanie tradycyjnych dań jawi się tutaj jako droga do wybaczenia i pogodzenia z utratą bliskich oraz sposób na swoiste wskrzeszenie ich przy pomocy smaku.

photo.title

Po kilkunastu latach od śmierci rodzicielki młody mężczyzna wyrusza w sentymentalną podróż do Singapuru, gdzie mieszkał przez pierwszą dekadę swojego życia. Obierając za przewodników nośniki pamięci – pamiętnik matki i album ze zdjęciami robionymi przez ojca – stąpa po własnych śladach, przywołując wspólnie spędzone chwile; odkrywa też piękną, choć skomplikowaną relację rodziców, przyjmując pozycję obserwatora. Wyprawa ma charakter głęboko poznawczy: Masato poznaje historię nie tylko bliskich, ale i niechlubną przeszłość własnej ojczyzny.

I choć wątek narodowości jest tu niezwykle istotny (w chłopaku płynie japońska i chińska krew), to w filmie Khoo najważniejsza, urastająca do rangi pełnoprawnego bohatera, jest kuchnia. Pokazywany w ramach Culinary Cinema na Berlinale "Ramen..." serwuje znakomitą ucztę kulinarno-wizualną: jak na wysoce rozwiniętą kulturę jedzenia przystało, pełno tu lokalnych, klimatycznych knajpek, wspólnych posiłków, podziękowań, zachęt i głośnego siorbania jako oznaki aprobaty. Wszystko to wygląda tak apetycznie, że wprost marzy się o dołączeniu do postaci zasiadających przy stole. Gotowanie, degustowanie czy poznawanie kulinarnej historii Singapuru ściśle łączą się jednak z osobistą, także wewnętrzną podróżą Masato.

photo.title

W trafiającym do Polski z niespełna rocznym opóźnieniem "Ramenie" retrospekcje płynnie i nienachalnie mieszają się ze współczesnością, zdają się być nawet równorzędnymi partnerami na płaszczyźnie czasowej. Bohater patrzy w głąb zamkniętej restauracji, w której jako mały chłopiec spędzał beztroskie chwile z matką i wujkiem; wychylając się zza zniszczonego domu rodzinnego, dostrzega z kolei siebie w chwili wyprowadzki z ojcem. Reminiscencje zazwyczaj jednak wywoływane są przez wyjątkowy bodziec smakowy, który – jak sugeruje spotkanie z babcią – może zmieniać rzeczywistość.

Wyciszony, subtelny film Erica Khoo to fascynująca podróż przez zakamarki jednostkowej i narodowej pamięci, rejestracja prób uporania się z traumą osobistą i zbiorową, ale i portret rodziny, pozostającej wiernej tradycji kulinarnej. I choć niekiedy wydaje się, że "Ramen..." zbyt usilnie stara się wzruszać, przyjemnie jest zatopić się w świecie wspomnień Masato. W końcu każdy kiedyś natrafił (lub jeszcze natrafi) na własną magdalenkę.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 67% uznało tę recenzję za pomocną (6 głosów).
Joanna Krygier
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię