Recenzja filmu PitBull (2005)
Patryk Vega

Stać do końca na tej barykadzie

Muszę się przyznać, że pierwsze kadry filmu mocno mnie rozczarowały. Nie wiedziałem, czy śmiać się, czy płakać. Jednak rozwijająca się akcja sprawiała, że znikał uśmiech z ust, rozleniwienie, ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa PitBull (2005)
Muszę się przyznać, że pierwsze kadry filmu mocno mnie rozczarowały. Nie wiedziałem, czy śmiać się, czy płakać. Jednak rozwijająca się akcja sprawiała, że znikał uśmiech z ust, rozleniwienie, konsternacja i pytanie, które błąkało się po głowie, co ja właściwie tu robię? Zaczynałem rozumieć, o co w tym filmie tak naprawdę chodzi.

Dostrzegłem prawdziwe walory pracy w policji pokazane jakże inaczej od tych, do których jesteśmy przyzwyczajeni na co dzień. A właśnie za sprawą kina i telewizji nasze wyobrażenie o tym, z czym tak naprawdę wiąże się praca w policji, w polskiej policji, jest mocno zniekształcone. Zbyt często widzimy dobrze ubranych policjantów i inspektorów jeżdżących drogimi samochodami, których życie jest jakby zawieszone w próżni.

A tak się niestety nie da, gdyż będzie to ciągłe przekłamanie faktów. Istniejący przy Komendzie Stołecznej Wydział ds. Zabójstw, o którym opowiada "PitBull", w pewnym momencie stał się zbyteczny. Brzmi to jak paradoks, ale końcowe napisy zbyt mocno rażą w oczy, aby ich nie dostrzec. Istnienie Wydziału ds. Zabójstw, który blisko o połowę zmniejszył wysoki wskaźnik zabójstw i morderstw, przestało być opłacalne. Komu i dlaczego wydział ten był solą w oku, tego się nie dowiemy, jednak pracujący w nim ludzie wykonali kawał dobrej roboty. Dopiero reżyser, Patryk Vega, pokazał nam, jakim kosztem i za cenę, jakich wyrzeczeń.

Ludzie mają to do siebie, że przede wszystkim walczą z problemami, niedostatkiem, brakiem zrozumienia, a policjant to nie cyborg, nie robot, który wszystko ma gdzieś. On jak każdy inny zmaga się z potężnym stresem, jaki niesie praca, nie wiąże końca z końcem, walczy o dziecko, jest stróżem na parkingu. Wreszcie zastanawia się, czy pensja wystarczy na pokrycie opłat w domu starców i po jakim czasie skończą się te pieskie pieniądze. Dobrą i ciekawą przeciwwagą dla tych wszystkich problemów są ciekawie napisane dialogi, co jakiś czas przywołujące uśmiech.

Pasikowski w "Psach" pokazał ten problem częściowo, gdyż jego film był jakby bez duszy. Vega poszedł dalej, nie bał się zrobić krok, który z pełną świadomością odkrywa wszystkie walory bycia psem w takiej sekcji, jak Wydział ds. Zabójstw. Z cienką pensją, bez dodatkowych profitów, życie z dnia na dzień, gorzej, z godziny na godzinę. Tu już nie razi ciągle lejąca się wódka, która choć chwilowo pomaga zapomnieć o tym całym szambie, w które się wdepnęło. A jednak z pełną świadomością kroczy się dalej, z podniesioną głową unikając łapówek, korupcji, sprzedania się tym, z którymi się walczy. Pół miliona dolarów, gdy za kilka kanistrów benzyny wpada dwieście złotych. I co powiecie? Z całą pewnością nie frajer.

Kiedyś w wspomnianych "Psach", "Krollu" gorszące słownictwo raziło wiele osób. Ale nikt w policji, w wojsku nie mówi słownikową polszczyzną, nie oszukujmy się. Nie można się gorszyć, kiedy lecą w nadmiarze ostre słowa. Takie są realia pracy, stresu, nerwów, braku pieniędzy i ciągłego zagrożenia życia. Te właśnie realia, jakże rzeczywiste, naturalne, w żaden sposób nienaciągane, lecz boleśnie prawdziwe powstały w oparciu o materiały zbierane przez reżysera w trakcie realizacji programów dokumentalnych dla potrzeb TVP.

Wszystko to, czego z jakiś przyczyn nie można było pokazać lub wykorzystać w dokumencie, znalazło swoje odniesienie w fabule, która w pierwszej wersji nosiła tytuł "Policja". Jednak nie był ani dobry, ani właściwy. Potrzebny był taki, który dobrze się zaprezentuje na plakatach, przywoła określone skojarzenia, będzie rzucał się w oczy. W końcu Pit Bull to też pies...

Film odkrywa przed widzem autentyczną postać Saida, który obecnie siedzi w jednym z polskich więzień. Wątek główny, wokół którego Patryk Vega, scenarzysta i reżyser w jednej osobie, pokazał portrety kilku innych osób. Szczerość do bólu, dlatego niech was nie dziwi fakt, iż na żadnym kadrze nie ujrzycie Pałacu Mostowskich. Zbyt wielu osobom wizja tego filmu się nie podobała, aby miały wyrazić na to zgodę, co dla mnie osobiście w każdym filmie stanowi tylko dodatek kosmetyczny, nie mający żadnego wpływu na całokształt.

W wyjątkowo dobrej obsadzie błyszczą wszyscy. Są role duże i małe, krótkie i te pierwszego planu. Jest pełna naturalność, nie ma przekłamania, naciągania widza. Jest Małgorzata Foremniak, która nie daje się zaszufladkować, jako serialowa Zosia, jest wybitny Andrzej "Kiepski" Grabowski w swojej życiowej roli. Weronika Rosati sprostała wyzwaniu, odpowiednio przygotowując się do roli Ormianki, Janusz Gajos dał z siebie więcej, niż zakładał to scenariusz. I wreszcie pierwsze skrzypce zagrane umiejętnie przez Marcina Dorocińskiego.

Te i inne osoby stworzyły zespół, oparty na przyjaźni, koleżeństwie, zaufaniu. Zespół ludzi, którzy łącząc swoje siły robili znacznie więcej, niż to się mogło wydawać. Z wiarą, iż najlepszą nagrodą może być czyste sumienie i dobrze wykonana robota. Także to, że nie dali się skorumpować, że mieli psychiczną przewagę nad tymi wszystkimi po drugiej stronie barykady. Bo to było najważniejsze. Stać na niej do końca, do żałosnej, niedostrzegalnej emerytury, kosztem zdrowia, życia osobistego, utraconej rodziny.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 81% uznało tę recenzję za pomocną (72 głosy).
Artur_G__Kaminski
ocenia ten film na:
1 10 9/10 rewelacyjny