Recenzja filmu Stalag 17 (1953)
Billy Wilder

Stalag siedemnasty

Przed Stevem McQueenem, Charlesem Bronsonem ("Wielka ucieczka") czy Brucem Willisem ("Wojna Harta") z obozu jenieckiego uciekł częsty współpracownik Billy'ego Wildera, William Holden. Historię ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Stalag 17 (1953)
Przed Stevem McQueenem, Charlesem Bronsonem ("Wielka ucieczka") czy Brucem Willisem ("Wojna Harta") z obozu jenieckiego uciekł częsty współpracownik Billy'ego Wildera, William Holden. Historię tej brawurowej ucieczki i wydarzeń, które do niej doprowadziły opowiada komedia wojenna "Stalag 17".

Pierwsze słowa, które narrator wypowiada, brzmią: "nie wiem jak was, ale mnie zawsze nudziły wojenne filmy". Być może i niektóre wojenne widowiska zalatywały sztampowością i nudą, jednak w żadnym wypadku nie można tego powiedzieć o filmie Wildera. Mistrzowskie wyczucie suspensu, które reżyser pokazał już w "Podwójnym ubezpieczeniu", osiąga tu w kilku momentach niebywale wysoki poziom. Film trzyma w napięciu od pierwszych do ostatnich minut, nie szczędząc zaskoczeń, zwrotów akcji i salw śmiechu, które również przy seansie mogą występować! Bo jak inaczej zareagować na scenę, w której jeden więzień, budząc drugiego,opowiada o wspaniałym śniadaniu z jajkami, kiełbaską, grzankami i kawą, które za chwilę im niemieccy żołnierze zaserwują, lub na postać obozowego komendanta mistrzowsko zagraną przez Otto Premingera. W dodatku, elementy dramatyczne i komediowe zostały idealnie wyważone, dzięki czemu film niesamowicie wciąga i niepokoi, ale ogląda go się niebywale lekko.

Może niektórych razić, że temat jeńców wojennych został potraktowany z przymrużeniem oka, ale nie można temu obrazowi odmówić wdzięku i czaru, obecnych zresztą w każdym filmie Wildera. Ponadto jest to jeden z pierwszych obrazów dotykających tematyki ucieczki z niemieckich obozów i protoplasta gatunku, w którym można znaleźć takie perełki, jak wymieniona wcześniej "Wielka ucieczka".

Dziwi nieco fakt, że dzieło te jest raczej nieznane w Polsce - szkoda, gdyż jest to kawał solidnego wojennego kina ze szczyptą wysmakowanego humoru, wspaniałymi, charakterystycznymi postaciami i znakomitą fabułą, która nie pozwala oderwać się od ekranu. A jako wisienkę na torcie można dodać nagrodzoną Oscarem rolę Williama Holdena, który w tym filmie osiągnął szczyt swoich możliwości, a za nagrodę Akademii podziękował jednym słowem, dokładnie tak, jakby zrobił to jego filmowy bohater - szczyt gracji, chciałoby się rzec.

Podsumowując: jeśli będziecie mieli szansę zobaczyć ten film, nie traćcie ani chwili na zastanawianie się. Dwugodzinna rozrywka najwyższych lotów gwarantowana. I jeszcze jedno: gdybyśmy kiedykolwiek zobaczyli się na wolności, udawajmy, że widzimy się po raz pierwszy w życiu.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 79% uznało tę recenzję za pomocną (14 głosów).
Dobry_2
ocenia ten film na:
1 10 9/10 rewelacyjny
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię