Recenzja filmu Dzień dobry TV (2010)
Roger Michell

Sztuka przetrwania w świecie mediów

Nowy film twórcy "Notting Hill" to gorzka i inteligentna opowieść o nieustannej ewolucji świata i walce, jaką każdy z nas toczy, by utrzymać się na powierzchni.
Filmweb sp. z o.o.
"Dzień dobry TV" jest sprzedawany w kinach jako komedia obyczajowa. I rzeczywiście, jest w niej kilka zabawnych scen. Jednak tak naprawdę nowy film twórcy "Notting Hill" to gorzka i inteligentna opowieść o nieustannej ewolucji świata i walce, jaką każdy z nas toczy, by utrzymać się na powierzchni.

O tym, że świat zmienia się na gorsze, usłyszymy od prawie każdego, kto skończył 30 lat. Jeśli tylko da się im szansę, będą zanudzać nas tym, jak to kiedyś media trzymały wyższy poziom, telewizja nie ogłupiała widzów, a programy informacyjne naprawdę zajmowały się przekazywaniem ważnych wiadomości, a nie gonieniem za tanią sensacją. Zapewne mają trochę racji. Gorzka prawda jest jednak taka, że świat się zmienia, a ci, którzy na te zmiany narzekają, są osobami, które nie potrafią lub nie chcą się odnaleźć w nowej rzeczywistości.

Kimś takim jest Mike Pomeroy (Harrison Ford). Przez lata był czołowym amerykańskim dziennikarzem. Był wszędzie tam, gdzie działo się coś ważnego. Zdobył każdą nagrodę, jaką tylko mógł. Niestety zestarzał się i został zastąpiony kimś, kto lepiej rozumie specyfikę nowych mediów. W odpowiedzi odizolował się od świata, stał się typem zgorzkniałym, złośliwym, wręcz chamskim. I pewnie w taki sposób doczekałby swoich dni, gdyby nie Becky Fuller (Rachel McAdams).

Powiedzieć o Becky, że jest pracoholiczką, to jakby stwierdzić, że na Słońcu można się oparzyć. Telewizja jest jej światem, życiem, marzeniem, obsesją. Pełna energii i całkowicie zaangażowana w to, co robi, jest znakomitą producentką telewizji śniadaniowej, i to pomimo braków w formalnym wykształceniu. Otrzymawszy posadę w porannym programie stacji IBS, jest zdeterminowana, by poprawić jego fatalne wskaźniki oglądalności. Jednym z jej pomysłów jest sprowadzenie jako współprowadzącego program Mike'a Pomeroya, którego czci niemal jak boga.

Ich zawodowe relacje, zgodnie z przewidywaniami, nie układają się najlepiej. Dla Mike'a angaż w telewizji śniadaniowej to wstyd i hańba. Niczym rozkapryszone dziecko stroi fochy i ostentacyjnie pokazuje, w jak głębokim poważaniu ma program i tych wszystkich, którzy przy nim pracują. Tymczasem Becky bardzo poważnie traktuje swoje zadanie. Jest profesjonalistką w każdym calu. Z charakteru przypomina Mike'a. Ten sam zwróci uwagę na to podobieństwo, przez co wykona pierwszy krok ku zrozumieniu, że żadna praca nie hańbi. Czy jednak starczy mu sił i odwagi, by odrzucić swoje przyzwyczajenia i stać się dobry w tym, czego współczesna telewizja oczekuje od prowadzących programy telewizyjne?

"Dzień dobry TV" jest jak postać grana przez Harrisona Forda. To kino starej daty. Ma solidny scenariusz, reżysera dobrze prowadzącego aktorów, którzy bez zarzutu wywiązują się z wymagań narzuconych przez role. Twórcy pokazują, że to, co było, nie jest złe, lecz jedynie wyszło z mody. Tę gorzką konstatację, która sprawia, że dawne gwiazdy kina blakną zastępowane przez celebrytów, osładzają scenami komediowymi. Część z nich nie do końca się sprawdza, część (jak choćby scena na rollercoasterze) rozbawi do łez. Finałowa sekwencja jest zaś piękna, wzruszająca i prawdziwie czarująca w najlepszym starym stylu. Nie jest to jednak w żadnym wypadku komedia z rodzaju tych, które są teraz na topie za sprawą takich twórców, jak Apatow czy Phillips. I być może właśnie dlatego w Stanach obraz nie był wielkim kasowym przebojem. Paradoksalnie potwierdza to tylko tezę twórców. Mam jednak nadzieję, że jak najwięcej widzów da szansę tej filmowej opowieści o przemijaniu, choćby dla samych gwiazd takich, jak Rachel McAdams, Harrison Ford i Diane Keaton, którzy naprawdę dobrze prezentują się na ekranie.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 88% uznało tę recenzję za pomocną (122 głosy).
Marcin Pietrzyk
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię