Recenzja filmu Uprowadzona (2008)
Pierre Morel

Tata da radę

Bryan Mills, emerytowany ochroniarz i pracownik wydziału bezpieczeństwa wewnętrznego, to twardy facet. Nieraz dowiódł już swej lojalności i umiejętności radzenia sobie w najtrudniejszych ...
Filmweb sp. z o.o.
Bryan Mills, emerytowany ochroniarz i pracownik wydziału bezpieczeństwa wewnętrznego, to twardy facet. Nieraz dowiódł już swej lojalności i umiejętności radzenia sobie w najtrudniejszych sytuacjach. Teraz, zepchnięty na boczny tor, walczy o kontakt ze swoją nastoletnią córką, Kim. Jej matka, Lenny vel. Lennore, zrobi wszystko, by zatrzymać przy sobie dziewczynę. Wraz ze swoim nowym mężem, milionerem Stuartem, zamykają się w "mydlanej bańce" świata ludzi z wyższych sfer. Niestety, los wkrótce okaże się przewrotny i rację będzie miał stary ojciec, którego przestróg nikt nie słuchał. Wakacje w Paryżu skończą się tragicznie – Kim i jej przyjaciółka zostaną porwane. Trop prowadzi do albańskich handlarzy kobietami. Bryan zmuszony będzie po raz ostatni sięgnąć po broń...

Tak w skrócie wygląda zarys fabuły filmu Pierre'a Morela, będącego połączeniem kina akcji i thrillera. Morel zna się na swoim fachu. Niespełna półtoragodzinny film ogląda się z zapartym tchem. Historia uprowadzonej trzyma w napięciu od początku seansu. Hitchcock mawiał: "Dobry film to taki, który zaczyna się trzęsieniem ziemi, a później napięcie już tylko rośnie" – tak też jest w tym przypadku. Poprzez sekwencje popisowych pojedynków wręcz, brawurowych pościgów samochodowych, wraz z Bryanem Millsem widz brnie w sam środek piekła handlu żywym towarem. Podobnie jak matka Kim, nikt nie zdaje sobie sprawy, jak szerokie kręgi zatacza wspomniany proceder. Świat nie jest bezpieczny, a bandyci nie cofną się przed niczym. Liczy się tylko kasa i biznes, nikogo nie obchodzą ludzkie uczucia.

Morel nie przebiera w środkach. Jego obraz jest mocny i bezpośredni. Liam Neeson sprawdza się znakomicie i to właśnie jego kreacja jest główną siłą napędową filmu. Bryan, specjalista od "brudnej roboty", jest brutalny i bezwzględny, zupełnie jak jego przeciwnicy. Z zadziwiającą precyzją dociera do "wtyczki" i nie zawaha się zburzyć wieży Eiffla, by uratować córkę.

Dynamizm, montaż i główny bohater to niewątpliwe atuty filmu. Niestety reżyser skupił się jedynie na efektownej stronie wizualnej. W wyniku tej decyzji otrzymujemy ładnie opakowane, puste pudełko. Brak w tym filmie psychologicznej głębi. Nie ma poza tym próby analizy skali zjawiska handlu kobietami, problemu imigrantów czy wreszcie kwestii poświęcenia się idei. Bryan jest bowiem człowiekiem czynu. Jednak poświęcenie krajowi zaowocowało rozpadem jego małżeństwa. Teraz walczy jedynie o poprawę i utrzymanie relacji z córką.

"Uprowadzona" to świetny przykład kina sezonowego, nastawionego na maksymalny skok i niestety bolesny upadek. Pozostaje niedosyt, którego nie rekompensuje dobra zabawa. Poważnym mankamentem, który rzuca się w oczy, jest nieporadność, z jaką reżyser próbuje łączyć sekwencje akcji. Uciekając od "rzeźni nr 1" à la Rambo, Pierre Morel stara się zbudować wiarygodny obraz zdesperowanego ojca, który nie cofnie się przed niczym, by odnaleźć dziecko całe i zdrowe. Jednocześnie dialog, który reżyser wplata w fabułę, niepotrzebnie spowalnia akcję. Brak konsekwencji niesie ze sobą komiczne sytuacje i niepotrzebne sceny. Bryan Mills to bohater idealny, po którym można się spodziewać, że z najgorszej opresji wyjdzie bez szwanku.

Wybredny widz może doszukiwać się tutaj krytyki polityki wewnętrznej i relacji ojciec - córka (dodajmy: jedynaczka). Wszelkie próby odczytania tego filmu w szerszym kontekście będą jawną, hipertekstualną nadinterpretacją. Nie znajdziemy w tym filmie niczego poza sprawną realizacją nakierowaną na maksimum emocji. Warto jednak przymknąć oko na wszelkie niedociągnięcia i dać się wciągnąć w strumień czystej akcji. Pod tym względem produkcja wybija się ponad przeciętność.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 71% uznało tę recenzję za pomocną (14 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (15)

zobacz wszystkie