Recenzja filmu Hancock (2008)
Peter Berg

We need a hero!

"Hancock" był typowany na wielki hit tych wakacji. Trudno się temu dziwić. W roli głównej megagwiazda, uwielbiany przez widzów Will Smith oraz bardzo zachęcające zwiastuny, pełne efektownych scen ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Hancock (2008)
"Hancock" był typowany na wielki hit tych wakacji. Trudno się temu dziwić. W roli głównej megagwiazda, uwielbiany przez widzów Will Smith oraz bardzo zachęcające zwiastuny, pełne efektownych scen akcji oraz niezłego humoru. Jednak trzeba przyznać, że reżyser filmu Peter Berg nie do końca sprostał oczekiwaniom widzów.


John Hancock jest superbohaterem. Potrafi latać, ma potężną siłę, kule się go nie imają oraz... jest nieprzebierającym w słowach prostakiem i alkoholikiem. Potrafi powiedzieć prosto w twarz ludziom, co o nich myśli, a jego wszelkie próby walki ze złem, mimo że skuteczne, kończą się gigantycznymi stratami materialnymi. Nic dziwnego, że wszyscy go nienawidzą, a pogarsza to jeszcze jego niechlujny wygląd, w ogóle nieprzypominający bohaterów z komiksów ("Pedzie", kwituje ich wygląd Hancock). W końcu pomóc Hancockowi decyduje się Ray Embry (Jason Bateman), specjalista od Public Relations, który stara się poprawić jego nadszarpnięty wizerunek.


Początek filmu to prawdziwa jazda bez trzymanki. Hancock śpiący na ławce jest budzony przez małego chłopca, który informuje go o pościgu policjantów za złodziejami na autostradzie. Hancock, będący na wielkim kacu, nie ma najmniejszej ochoty im pomóc, aż do momentu, gdy chłopiec rzuca w jego kierunku "Dupek". Ten bodziec wystarcza. Hancock chwyta swoją wierną butelkę z winem i rusza w pościg, niszcząc przy tym mnóstwo budynków, a kończąc na pozostawieniu samochodu z uciekinierami na... iglicy budynku! Później tempo trochę zwalnia, ale dzięki Willowi Smithowi, który świetnie odnajduje się w roli Hancocka, można liczyć na sporo okazji do śmiechu. Skłaniają do tego zarówno teksty rzucane przez Hancocka, jak i gagi sytuacyjne (rzut wielorybem rządzi!).


Niestety od momentu, gdy praca nad poprawą wizerunku Hancocka nabiera rozpędu. Co prawda znajduje się tam jeszcze kilka scen-perełek ("Dobra robota" rzucane do wszystkich przez Hancocka), ale z czasem film zaczyna tracić komediowy charakter, a sam Hancock staje się typowym krystalicznie dobrym bohaterem. Rozwiązana zostaje także tajemnica jego pochodzenia, która jednak bardzo rozczarowuje. Świadczy to o tym, że scenarzyści nie bardzo wiedzieli, w którym kierunku pójść z tą opowieścią, przez co w drugiej połowie filmu zainteresowanie dalszymi wydarzeniami słabnie.


Jeśli chodzi o aktorstwo, to typowy "One man show", gdyż to właśnie Will Smith kradnie wszystkie sceny dla siebie, wzbudzając sympatię widza. Trzeba jednak przyznać, że paradoksalnie o wiele fajniejszy jest w scenach, w których gra gbura i alkoholika niż jako uwielbiany i podziwiany przez wszystkich bohater. Jason Bateman jako Ray Embrey jest absolutnie bezbarwny i jego postać właściwie nie wzbudza zainteresowania widza, zwłaszcza przy bardzo dobrym Willu Smithie. Nieco ciekawsza jest postać żony Raya, Mary, grana przez zdobywczynię Oscara Charlize Theron, która dość nieoczekiwanie w drugiej połowie filmu staje się równie istotną postacią jak Hancock.


Ze względu na temat filmu można było się spodziewać świetnych efektów specjalnych i rzeczywiście te atakują bardzo często, powodując przy tym opad szczęki. Momentami rozwałka na ekranie przywodzi na myśl filmy Michaela Baya. Co ciekawe, nie rażą one sztucznością, a Hancock lecący co jakiś czas po niebie wygląda całkiem... realistycznie. Narzekałbym jedynie na finał, który przy całej widowiskowości filmu jest trochę ubogi. Całkiem nieźle dobrano także muzykę. Zarówno kawałki hiphopowe, jak i utwory instrumentalne, sprawdzają się bardzo dobrze.


Podsumowując - "Hancock" jest niestety kolejnym w ostatnim czasie filmem Willa Smitha (po "Jestem Legendą"), który miał aspiracje na bardzo dobre kino, ale tylko nieznacznie wybił się ponad przeciętność. Sam Will Smith nie zawiódł, o czym najlepiej świadczy to, że mimo nie najlepszych recenzji, film zarobił już spore pieniądze, a to na pewno w większości jego zasługa. Jeśli jednak nie macie nic lepszego do roboty, to można się na "Hancocka" wybrać do kina. To niezła letnia produkcja, przy której będzie można zaśmiać się kilka razy, a później szybko o niej zapomnieć.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 75% uznało tę recenzję za pomocną (12 głosów).
Tyler
ocenia ten film na:
1 10 5/10 średni

przeczytaj również recenzje użytkowników (11)

zobacz wszystkie