Recenzja filmu Pithamagan (2003)
Bala

Wgryza się w duszę....

Jest to bardzo dobry, a jednocześnie bardzo przykry i bolesny film tamilski, który po obejrzeniu musiałam sobie przemyśleć... To film z absolutnie genialnymi kreacjami Vikrama i Suryi, zwłaszcza ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja dvd Pithamagan (2003)
Jest to bardzo dobry, a jednocześnie bardzo przykry i bolesny film tamilski, który po obejrzeniu musiałam sobie przemyśleć... To film z absolutnie genialnymi kreacjami Vikrama i Suryi, zwłaszcza tego pierwszego. To był mój drugi film z Vikramem - po Anniyanie, gdzie grał 3 bardzo różne role pierwszy i Suryą, którego znałam jedynie z kilku bardzo pochwalnych postów na bollywood.pl.
Ale po tym filmie na pewno nadrobię lekturę wiadomości na jego temat, bo to popis gry aktorskiej. Sądzę, że nieco wpływu miała na to też taka drobna sprawa, że (w odróżnieniu od większości tamilskich produkcji) Surya tu nie ma wąsów. Wiem, że to drobnostka, ale łatwiej mi znieść wąsiska u aktora, którego lubię (jak w Paheli, chociaż ich tam nadal nie zaakceptowałam), niż przyzwyczajać się do wąsów od początku...
Dobra, koniec wąsatej dygresji ;)

Osierocony tuż po urodzeniu Chitthan (Vikram) wzrasta pod opieką człowieka zajmującego się cmentarzem i pogrzebami. Wychowuje się z dala od społeczności, samotnie, więc dorasta bardziej jak dzikie zwierzę niż człowiek. Wyalienowany ze społeczeństwa, oswojony ze śmiercią i doczesnymi ludzkimi szczątkami żyje wśród grobów, je, śpi, spędza cały czas....

Po śmierci swego opiekuna wyrusza do pobliskiej wioski, gdzie poznaje sprzedawczynię narkotyków - Gomathi (Sangitha), która załatwia mu pracę na polu marihuany. Podczas policyjnej zasadzki na transport narkotyków trafia do więzienia, gdzie wciąż popada w kłopoty. Pewnego dnia drobny oszust Sakthi (Surya) ciężko pobitemu okazuje litość - Chitthan odpłaca mu się tym samym, wykazując pierwszy ludzki odruch... Sakthi go uczy normalnego ludzkiego zachowania, powoli zaczyna tę zupełnie różną dwójkę łączyć przyjaźń. Ale pewnego dnia Sakthi podpada wpływowemu właścicielowi narkotykowej farmy (Mahadevan)...

Vikram ma tutaj niesamowity wygląd - rude krótkie włosy przewiązane często jakąś przepaską, mocno opalone krępe ciało, wielkie dłonie, wielkie bose stopy, obszarpane ubranie. Taki zjawia się w wiosce, budząc niepokój. Milczący, groźny, o nieruchomym spojrzeniu... Tym większy odmieniec, że rudy. I dziki. Zupełnie nieuczłowieczony, zupełnie nieoswojony, nieufny, introwertyczny, nie zwracający uwagi na innych ludzi, o ile tylko nie wchodzą mu w drogę.

Gdy już jako dorosły mężczyzna przybywa do wioski, nie rozumie dlaczego nie wolno mu wejść między ludzi, nie pojmuje tego, że prawdopodobnie jest traktowany jak niedotykalny, nie wie, że nie powinien szukać kontaktu. Rządzą nim instynkty - jest głodny - zabiera jedzenie, zaatakowany - atakuje, zainteresowany - nie da się odpędzić. Potrafi siedzieć godzinami w bezruchu, pracuje bez wytchnienia, w niesamowitym skupieniu, jest mocno zbudowany i bardzo silny, a tę siłę wykorzystuje zarówno do pracy, jak i w bijatykach. Ciągle wszędzie atakowany, wciąż popada w kłopoty. Może ta jego wyraźnie widoczna "inność" budzi niechęć i prowokuje ludzi?

Vikram biega jak zwierzę, z opuszczonymi wzdłuż ciała rękami, po schodach wbiega na czworaka... Zaatakowany - bije bez finezji, bardzo mocno i brutalnie; kiedy go dotknąć - warczy jak zwierzę, unosząc górną wargę; zaskoczony - kłapie zębami jak pies... Nie atakuje pierwszy, ale zaatakowany nie ma litości, nie prosi o łaskę i nie okazuje jej. Chociaż zazwyczaj nie zabija - tylko unieszkodliwia. Nie jest zły - on po prostu nie rozróżnia dobra od zła, bo nikt go tego nie nauczył, on słucha instynktu i tylko tym się kieruje.

A jednocześnie okazuje wierność tym, którzy okazali mu serce - idzie za dziewczyną, która go broni, zostawiony za drzwiami - śpi na progu jej domu, niesamowicie mocno przywiązuje się do Sakthiego, który wyciąga do niego przyjazną dłoń w więzieniu... To jest takie ślepe, bezwarunkowe, zwierzęce przywiązanie. Jednocześnie jest bardzo zazdrosny i kiedy Sakthi. okazuje zainteresowanie dziewczynie, Chitthan cudownie strzela focha. Jego obraza to jedna z moich ukochanych scen w filmie.

Sakthi go powoli uczłowiecza - uczy ludzkich odruchów, zachowania wśród ludzi, higieny, uśmiechania się, beztroski, rozrywek... Nie jest to łatwe, bo Chitthan nie jest już dzieckiem, przez całe życie zachowywał się jak dzikus, więc trudno nagle uzyskać jakieś błyskawiczne rezultaty. A jednocześnie sam Sakthi zmienia się pod jego wpływem z beztroskiego nicponia, oszusta i łgarza w poważniejszego, bardziej odpowiedzialnego człowieka.

Cudowne są niektóre sceny, taka odrobina lżejszego oddechu w tym filmie - u golibrody, kiedy Chitthan panikuje na widok brzytwy, kiedy pobity Sakthi szczeka na Chitthana, kiedy Chitthan płacze na wezwanie pijanego Sakthiego, kiedy go karmi, kiedy Chitthan strzela focha, na filmie w kinie, jazda na rowerze... Genialna jest scena bitki w więzieniu - kiedy Chitthan się bije z kolejnymi więźniami, Sakthi tańczy w rytm piosenki z radia, porywając do tańca również włochatego guru. I po następnej bitce, kiedy Vikram otrzepuje się z piasku dokładnie tak, jak pies...

Niesamowita i poruszająca jest scena, kiedy Chitthan odkrywa, jak bardzo pobity został jego przyjaciel - taki niemy, ślepy zwierzęcy ból wyziera z jego oczu... Nie spazmuje jak wszyscy, nie płacze łzami, nie krzyczy, bo chyba nie wie, że powinien...
On zresztą w ogóle nie bardzo umie się nauczyć bycia z ludźmi - jest wśród nich, ale często bardzo samotny, schowany wgłąb siebie, zatopiony w swoim świecie...

Przejmujące są też sceny pogrzebów, kiedy wyśpiewuje - słowami - swój ból. On przez cały film chyba nie mówi ani słowa - śpiewa wyłącznie (sądzę, że osobiście) każdorazowo podczas ceremonii pogrzebowych - zarówno tych gromadnych, jak i wykonywanych samotnie. Poza tym wydaje dźwięki bardzo zwierzęce w wyrazie - głównie warczy, porykuje, syczy, skowyczy... Porozumiewa się bez słów - wzrokiem, mową ciała, tymi zwierzęcymi odgłosami.

Sakthi (Surya) jest absolutnym przeciwieństwem Chitthana. Wesoły, żywy, sprytny, gadatliwy i czarujący, łatwo oszukuje ludzi. Jego radość życia i chęć zabawy jest zaraźliwa, urokiem zdobywa serca tych nawet początkowo mu nieprzychylnych...

Trafia do więzienia dzięki studentce, którą kilkakrotnie oszukał. Przeznaczenie sprawia, że kilkakrotnie przypadkowo się spotykają i budzi się między nimi uczucie. Ona mnie początkowo denerwuje okropnie, bo reaguje o wiele za często świdrującym uszy krzykiem i histerią, ale potem jej postać też dojrzewa i zmienia się zdecydowanie na plus.

Natomiast druga dziewczyna, Gomathi (Sangitha) jest najczęściej uosobieniem spokoju... Nie ma może jakiejś niesamowitej filmowej urody, ale jest bardzo naturalna i kobieca. I bardzo dobra w swojej roli wiejskiej, prostej, pozornie silnej dziewczyny o wrażliwej duszy...

W więzieniu Chitthan początkowo z nieufnością podchodzi do Sakthiego, ale potem nabiera zaufania. Sakthi zaś początkowo przygląda mu się z zaciekawieniem, coraz większym zafascynowaniem, a potem bierze go pod opiekę, traktując chyba trochę jak brata.

Obie postacie zagrane są doskonale i obie mnie oczarowały, każda inaczej. Zarówno niesamowity Vikram i fantastyczny, słodki Surya. Film, (jak chyba większość tamili) jest momentami bardzo brutalny, walki są naturalistyczne, krew się leje, kości się łamią...
Ale robi wrażenie przede wszystkim nie brutalnością, lecz siłą historii, o której opowiada. Przejmującej historii o samotności, alienacji, przyjaźni, zemście i zmarnowanym życiu i zniszczonych uczuciach... To treść i kreacje aktorskie, a nie brutalność scen porażają i pozostawiają człowieka w szoku, z żołądkiem zawiązanym na supeł...

Film jest nakręcony w indyjskich warunkach, nie w Szwajcarii czy innym europejskim kraju, co mu wyszło tylko na dobre. To są przepiękne tereny - dżungla, góry, pyliste drogi, rzeki... Śliczne są zdjęcia, niesamowite kadry...

Piosenki bardzo mi się podobały. Zresztą ja w ogóle piosenki w tamilskim wydaniu uwielbiam, tak samo jak słuchać melodii ich świergotliwego języka, tych niezrozumiałych słów mówionych z szybkością karabinu maszynowego...

Uboższe są stroje, choć momentami niezmiernie kolorowe, uboga scenografia... Odnoszę wrażenie, że aktorzy noszą w tych filmach własne ubrania, już nie mówiąc o gotowych planach - czyli chyba autentycznych wioskach czy miasteczkach i normalnie istniejących wnętrzach, w których toczy się akcja. W ogóle chyba bardziej kolorowe jest otoczenie - mam tu na myśli zdobienie pojazdów, ubrań...

Bardzo ciekawe są rytuały pogrzebowe - niektóre niby podobne do tych w filmach bollywoodzkich, ale niektóre jednak zupełnie inne, pewnie zależne od pozycji, bogactwa, religii, tradycji...

Lubię oglądać takie trochę bardziej realnie, niż w bolly, pokazane życie - ubóstwo wnętrz i ludzi, normalne prace, normalne domy, zwykłych ludzi i ich codzienne zachowanie, typowe więzienie (w którym ludzie nie tańczą w rządkach), stadne jazdy na rowerze, zachlapane deszczem uliczki, zwierzaki na ulicach itp...

Niezmiernie podobały mi się również typy tubylców - statystów, byli fantastycznie interesujący, tworząc piękny kolorowy tłum. Ale zęby to oni mają (ci, którzy mają) dramatyczne w wieku starszym i przepiękne jako młodzi...

A podsumowując - bardzo warto zobaczyć ten film, najlepiej na jeden raz, nie przerywając. Jest świetny, genialnie zagrany i zostaje w pamięci i duszy. A przynajmniej mnie został...
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 100% uznało tę recenzję za pomocną (2 głosy).
Anaru
ocenia ten film na:
1 10 10/10 arcydzieło!