Recenzja filmu I See You (2006)
Vivek Agrawal

Widzę cię....

Przystojny Raj Jaiswal (Arjun Rampal), prowadzący plotkarski talk show o niczym pt. "British Raj" jest kobieciarzem traktującym kobiety bardzo lekko. Do czasu. Pewnego dnia na własnym balkonie ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja dvd I See You (2006)
Przystojny Raj Jaiswal (Arjun Rampal), prowadzący plotkarski talk show o niczym pt. "British Raj" jest kobieciarzem traktującym kobiety bardzo lekko. Do czasu. Pewnego dnia na własnym balkonie spotyka piękną dziewczynę Shivani Dutt (przepiękna Vipasha Agarwal) i odkrywa, że nie tylko jest jedynym człowiekiem, który ją widzi, ale że musi zrobić wszystko, by ocalić ją, pogrążoną od miesięcy w powypadkowej śpiączce... Pytanie tylko, czy to na pewno był wypadek i w jaki sposób ma pomóc pięknej Shivani, która powoli staje mu się nieobojętna...

Film jest remakiem hollywoodzkiego "Jak w niebie" (2005) z Reese Witherspoon. Nie oglądałam go i po tym filmie nie jestem pewna, czy mam na to ochotę, choć być może jest lepszy. Bo ten film jest najnormalniej w świecie nudny. Ciągnie się niesamowicie, a człowiek się nie może doczekać końca, który i tak można przewidzieć niedługo po rozpoczęciu filmu. Nie ratuje go nawet świetna obsada - w roli głównej Arjun Rampal, a w pobocznych Chunky Pandey jako jego przyjaciel Akshay Kapoor (to ten zły z samego początku "Dona" (2006)), Sonali Kulkarni jako kłótliwa żona Akshaya (żona Sanjaya Dutta z "Misji w Kaszmirze" (2000) i Pooja z "Dil Chahta Hai" (2001) - albo była tu w ciąży, albo solidnie przybrała na wadze, w ogóle jej nie rozpoznałam), Boman Irani jako ich psychiatra Dr. Patnaik (to wredny De Silva z "Dona" (2006), tata Zaary z "Veer-Zaara" (2004), dyrektor szkoły z "Jestem przy tobie" (2004) i uroczy doktor z "Doktor Munnabhai" (2003)) i Kiron Kher (mama Deva z "Nigdy nie mów żegnaj" (2006)).

Na dodatek, jak dwie wisienki na torcie, pojawiają się na moment dwie gwiazdy - uroczo "grający" na gitarze na samym początku (w pierwszej piosence) Shahrukh Khan oraz Hrithik Roshan, który się w rytm tej piosenki upozowuje i na dodatek robi parę kroków - ot, nieszczególnie specjalne special appearance. To jest zresztą jedyna naprawdę fajna piosenka w tym filmie - reszta nie przeszkadza, ale i nie przykuwa uwagi - są takie do zapomnienia.

Wielka szkoda, że już na samym początku dowiadujemy się właściwie wszystkiego - potem już nie ma zaskoczenia, nie ma nieoczekiwanych zwrotów akcji, nie ma suspensu - od początku wiadomo, jak się historia skończy. Film sprawia wrażenie nie do końca składnie pozlepianego z fragmentów ściągniętych z innych filmów. Jego ogromną zaletą jest czas trwania - niecałe 2 godziny, gdybym miała to oglądać jeszcze przez 1,5 godziny, byłoby to zdecydowanie ciężkie do zniesienia.

Aktorstwo pozostawia ogromnie wiele do życzenia. Nie dość, że Arjun, oprócz ładnego wyglądania, nie popisał się tu niczym szczególnym, to niestety pola do popisu nie miał również Boman Irani, grający dość głupawą postać - dla mnie to było ewidentne marnotrawstwo talentu tego aktora. Kiron Kher była dobra, jak zwykle, tu nie mam zastrzeżeń. Debiutująca w tym filmie Vipasha Agarwal była nawet niezła i wyglądała naprawdę pięknie - jak młodziutka Salma Hayek, strasznie mi się z nią kojarzyła. Natomiast reszta obsady nie była dobra, a część to nawet wręcz fatalna aktorsko. Tak sztucznej gry już dawno nie widziałam. Palmę pierwszeństwa dzierżyła w tym Sophiya Chaudhary jako Dilnaz Boga, współpracownica Raja, a zaraz za nią był Michael Maloney jako angielski policjant John Smith, wielbiciel bolly i hindi oraz Ashwin Mushran, czyli doktor Shah z kliniki.

Więcej - pod wpływem filmu można stracić zaufanie również do angielskich szpitali. I nie chodzi mi tu tylko o rodzaj terapii i kwalifikacje lekarzy oraz "lekarzy", ale także na zasadzie skojarzenia z naszymi polskimi aferami - bo oczywiście bez elementu zagrożenia film nie mógł się obyć... Tak samo bez elementów komediowych, więc i one były, w większości bardzo śmieszne. Strasznie to wszystko było naciągane, sztuczne i na siłę.

Równie naciągana była scenografia w piosence podczas świętowania rocznicy programu - te złote dekoracje, latające na linach aniołki, panienki na huśtawkach pod sufitem, dziesiątki roznegliżowanych tancerek...

Tak szczerze - jeżeli jest co innego czekającego w kolejce na obejrzenie - warto się raczej wziąć za co innego. Chyba, że komuś wystarczą wartości estetyczne, dostarczane przez pięknego (przynajmniej przez większość czasu) Arjuna, jeszcze piękniejszą Vipashę i równie piękne widoki pięknego Londynu.
Zatem popatrzyć można, nawet z przyjemnością, ale niestety to wszystko. Nie da się przyznać, że film jest dobry - bo nie jest. Chociaż jest w gruncie rzeczy sympatyczny i nieszkodliwy - typowe kino familijne.

Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 60% uznało tę recenzję za pomocną (5 głosów).
Anaru
ocenia ten film na:
1 10 5/10 średni