Recenzja filmu Wiek Adaline (2015)
Lee Toland Krieger

Wiecznie młoda

"Wiek Adaline" to piękna baśń dla dorosłych, przyozdobiona efektowną warstwą wizualną i wypełniona frapującymi zagwozdkami dotyczącymi problemu przemijania (...). Co prawda film cierpi w pewnych ...
Filmweb sp. z o.o.
Dar nieśmiertelności to niedoścignione marzenie, które kusi istotę ludzką, od kiedy tylko człowiek począł rozmyślać o celu swego istnienia. Idea bezkresnej egzystencji w niestarzejącym się ciele nęci umysł ludzki tym bardziej, im więcej wiosen na karku i im więcej przeżyć ma za sobą śmiertelnik. Cóż jednak począć, gdy wraz z wiekiem skóra stopniowo ulega pobrużdżeniu, kolejne narządy odmawiają posłuszeństwa, zaś umysł zaczyna być coraz bardziej zmęczony natłokiem bodźców i informacji pochodzących ze świata zewnętrznego? Odwieczny problem ludzkości pozostaje jednak obcy jednej, jedynej osobie, która obdarzona została przez los błogosławieństwem życia wiecznego, Adaline mianowicie. Jak dobitnie ukazuje baśniowy film Kriegera, boski dar bardzo szybko przerodzić się może w przekleństwo, które potrafi zamienić życie nieszczęśnika w nieustanny koszmar.

photo.title

Adaline Bowman (Blake Lively) przyszła na świat na samym początku XX wieku. Z początku życie dziewczyny nie wyróżniało się niczym szczególnym na tle rówieśników. Wszystko zmieniło się w momencie, gdy 29-letnia Adaline uległa poważnemu wypadkowi, w wyniku którego zyskała życie wieczne. Ze względu na swą osobliwą przypadłość, Bowman musiała przywyknąć do ciągłej zmiany miejsca zamieszkania celem uniknięcia wszelkich podejrzeń ze strony dociekliwych ludzi. Obecnie, po wielu latach udręki, kobieta wciąż próbuje dostosować się do przytłaczającej rzeczywistości. Jedynym sposobem na zatrzymanie niekończącej, wydawałoby się, tułaczki może być tylko silne uczucie, które przezwyciężyłoby obawy Adaline. Nowo poznany uroczy młodzian o wdzięcznym imieniu Ellis Jones (Michiel Huisman) sprawia wrażenie zaginionej połówki będącej w stanie wyzwolić nieszczęśliwą Bowman z koszmaru. Niestety, targana sprzecznymi myślami kobieta zmuszona zostanie stawić czoła przeszłości w najmniej spodziewanym momencie, wystawiając na próbę miłość zauroczonego niewiastą Ellisa...

photo.title

"Wiek Adaline" to piękna baśń dla dorosłych, przyozdobiona efektowną warstwą wizualną i wypełniona frapującymi zagwozdkami dotyczącymi problemu przemijania (tudzież braku owego). Co prawda film cierpi w pewnych momentach na zbytnią skrótowość oraz nieco płytkie potraktowanie wybranych wątków, jednak wspomniane wady można równie dobrze przyjąć za dobrą monetę. Dzięki przycięciu pewnych motywów, produkcja Kriegera skondensowana została do przyzwoitego czasu trwania, w gruncie rzeczy i tak poruszając większość ważnych pytań, które krążą w myślach widza.

photo.title

"Wiek Adaline" zyskuje dużo na wartości dzięki wykorzystaniu narratora komentującego i wyjaśniającego co ważniejsze wydarzenia w życiu protagonistki. Odpowiednio dobrany głos snujący fragmentarycznie opowieść przywodzi na myśl takie produkcje jak "Amelia" czy "A.I. Sztuczna inteligencja", budząc równie głębokie. Wkomponowanie książkowej narracji w baśniową opowieść o nieprzemijającej miłości zaowocowało niesamowicie klimatyczną całością, której treść trafia prosto do serca co wrażliwszego kinomana.

photo.title

Pan Lee Toland Krieger odpowiedzialny za ostateczny kształt swego dzieła spisał się w swej roli. Młody i obiecujący reżyser zapewnił widzom sporą dozę wrażeń wizualnych czy to w imponującym ujęciu zrealizowanym pod taflą lodowatej wody (obowiązkowe zwolnione tempo), czy w artystycznej sekwencji ukazującej majestatyczne planety wprost przytłaczające swym ogromem. Poza fajerwerkami graficznymi Krieger wykazał się również starym, dobrym rzemiosłem reżyserskim, ciekawie manipulując kamerą i kadrami (ot, choćby obiektyw wykonujący obrót o 180 stopni w trakcie podążania za bohaterką). Przy tak dobrej ręce "Wiek Adaline" musi robić wrażenie, choćby od strony czysto technicznej.

photo.title

Historia ukazana w filmie jest o tyle ciekawa, iż rozgrywa się na przestrzeni ponad jednego wieku. W dodatku scenarzyści postanowili dodać fabule nieco pikanterii, zahaczając nieśmiało o gatunek fantastyczno-naukowy przejawiający się w uzasadnieniach niecodziennego daru bohaterki. Pomimo, iż oś skryptu traktująca o życiu wiecznym nie stanowi żadnego novum w szeroko rozumianej kulturze, twórcom i tak udało się zastawić na widza co najmniej jedną pułapkę w formie pewnego twistu fabularnego. Jak już wspomniałem, zazwyczaj konsekwencje wydarzeń z dalekiej przeszłości doganiają nas, gdy chwilowo opuszczamy gardę, tak również dzieje się w przypadku tytułowej bohaterki.

photo.title

Opowieść rozwijana w filmie nie jest, bynajmniej, wolna od wad. Przede wszystkim można mieć scenarzystom za złe potraktowanie przeglądu kolejnych epok mocno po macoszemu. Odrobina wydarzeń umiejscowiona jest w charakterystycznych latach 50., gdzieniegdzie przez ekran przewijają się również czarno-białe urywki z początku XX wieku, jednak sam rdzeń fabularny ulokowany jest w czasach współczesnych. Szkoda, że w tym właśnie aspekcie postanowiono pójść wybitnie na skróty, wybierając łatwiejszą (i krótszą) drogę. Fragmenty mające miejsce w kulturze wymuszonej politycznej poprawności przesiąknięte są bowiem klimatem niemalże wylewającym się z ekranu. Typowe dla okresu fryzury, pstrokate kolory i pudełkowate domki z ogródkami idealnie odzwierciedlają stereotypowe wyobrażenie powojennej rzeczywistości w Stanach Zjednoczonych. Dobrym kontrargumentem jest jednak fakt, iż koncentrowanie się na każdej kolejnej epoce zepsułoby płynność historii, która to dozowana jest w odpowiednich dawkach przez cały seans.

photo.title photo.title

Największym zaskoczeniem w obsadzie filmu jest obecność Harrisona Forda w jednej z drugoplanowych ról. Kreowany przezeń William Jones odgrywa w całej fabule dość znaczącą rolę, do tego widz ma szansę ujrzeć jego postać z... nieco innej perspektywy (bez spoilerów). Sam aktor trzyma się naprawdę dobrze; profesorska broda i stylowe okulary świetnie maskują zaś wiek Forda, dodając jednocześnie artyście charakteru. Nie do pominięcia jest również wkład Blake Lively w sukces produkcji. Młodziutka aktorka reprezentuje raczej nieklasyczny typ urody, dzięki czemu jej wygląd zapada widzowi w pamięć. Obecna żona Ryana Reynoldsa dobrze spisała się w roli Adaline, co prawdopodobnie stanowić dlań będzie przepustkę do kolejnych dużych produkcji w przyszłości.

photo.title

Pomimo pozornej fabularnej prostoty twórcom "Wieku Adaline" skutecznie udało się umieścić w swoim dziele dylematy wiążące się z nieosiągalnym cudem nieśmiertelności. Krieger przemycił w najnowszej produkcji problemy związane z postępującym starzeniem się najbliższych osób oraz ich nieuchronnym przemijaniem. Dzięki paru prostym zabiegom (narrator, ujęcia na stopniowo uzupełnianą kolekcję zdjęć, nastrojowa muzyka...), reżyser udanie gra na emocjach widza, przy okazji podkreślając tragiczne położenie nieśmiertelnej protagonistki.

photo.title

Wyjątkowi malkontenci narzekać mogą głównie na zbytnie przesłodzenie niektórych fragmentów filmu oraz mocno romantyczny charakter historii, jednak przynależność gatunkowa produkcji (dla przypomnienia: baśniowy melodramat) jest dobrą ripostą na tego typu krytykę. Logicznym bowiem jest fakt, iż gdy pragnę zjeść krwisty stek, nie zamawiam kalorycznego sorbetu i vice versa. Udając się na "Wiek Adaline" z realnymi oczekiwaniami, kinoman może nasycić zarówno narząd wzroku (strona wizualna) jak i pragnienie dobrej, wzruszającej bajki z leciutko naukowym zacięciem. Nawet w obliczu skrótów myślowych, pobieżnie poprowadzonej historii w młodości bohaterki czy naciąganych motywów (znajomość paru języków? Niektórzy ludzie ledwie są w stanie opanować ojczystą mowę...), dzieło Kriegera stanowi odskocznię dla każdego dorosłego, który pragnie doświadczyć odrobinę kinowej magii na własnej skórze.

Ogółem: 8=/10

W telegraficznym skrócie: "Wiek Adaline" to niezwykła baśń doprawiona elementem fantastycznym oraz szczyptą naukowych teorii tłumaczących przypadłość bohaterki; świetne zabiegi artystyczne z klimatycznym narratorem na czele składają się na udany melodramat rozgrywany na przestrzeni paru dekad; żałować można jedynie niewykorzystanego potencjału historii osadzonej w różnych epokach oraz innych skrótów scenariuszowych; dla fanów romantycznych, wciągających i niebanalnych historii propozycja w sam raz.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 83% uznało tę recenzję za pomocną (99 głosów).
kulak4
ocenia ten film na:
1 10 8/10 bardzo dobry