Recenzja filmu Fantastyczne zwierzęta: Zbrodnie Grindelwalda (2018)
David Yates
Agnieszka Matysiak

Wielki powrót?

Wystarczyły dwa lata, aby cały świat zatęsknił za magią i tłumnie ruszył do kin na premierę najnowszej części przygód Newta Scamandera (Eddie Redmayne). Ale czy walka dobra ze złem nie jest tylko ...
Filmweb sp. z o.o.
Wystarczyły dwa lata, aby cały świat zatęsknił za magią i tłumnie ruszył do kin na premierę najnowszej części przygód Newta Scamandera (Eddie Redmayne). Ale czy walka dobra ze złem nie jest tylko walką o portfele widzów? Chociaż poprzednia odsłona nie w pełni zrealizowała pokładane w niej nadzieje, wierni fani rowlingowskiej wizji nie mogli sobie pozwolić na przegapienie kolejnej pozycji. Szczególnie, że przedstawiono w niej wydarzenia, o których napomknięto już w serii książek o Harrym Potterze.

photo.title

Akcja filmu rozgrywa się w niedługim czasie po wydarzeniach z poprzedniej produkcji. Na początek widzimy spektakularną scenę ucieczki Gellerta Grindelwalda (Johnny Depp) z rąk nowojorskich aurorów. Podążając tuż za szaleńczo rozpędzonym powozem co i rusz lądujemy w wodach rzeki Hudson, aby za moment wynurzyć się i pognać w czarne chmurzyska szalejącej nawałnicy. Nieprawdopodobny dynamizm tej sekwencji błyskawicznie pozwoli nam wczuć się w klimat filmu i zatracić w jego konwencji. Kolejne ujęcia tłumaczą właściwy problem, z którym przyjdzie się wkrótce zmierzyć czarodziejom. Pragnienie Grindelwalda, aby za wszelką cenę przejąć władzę w świecie czarodziejów, nierozerwalnie łączy się z dokonywaną przez niego segregacją ludzi na czystej krwi magów oraz wszelkie pozostałe istoty, którym odbiera podmiotowość. Nieważne, czy chodzi o magiczne zwierzęta, mugoli, czy też tzw. maledictusy, czyli osoby, które wbrew swej woli przybierają postać zwierzęcia, aby ostatecznie w niej pozostać, wszyscy oni stanowią kategorię niższą wobec magów. To właśnie te wydarzenia stanowią przyczynek do działania dla Newta Scamandera oraz jego przyjaciół, z Albusem Dumbledorem (Jude Law) na czele.

photo.title

"Fantastyczne zwierzęta: Zbrodnie Grindelwalda" ogląda się z zapartym tchem. Choć przyzwyczailiśmy się, że w świecie magii wszystko jest możliwe, efekty specjalne połączone z niezwykłą pomysłowością twórców wciąż robią ogromne wrażenie. Zgodnie z tytułem w filmie nie brakuje fantastycznych stworzeń, których specjalne zdolności potrafią nie tylko rozbawić, ale też zaskoczyć czy przestraszyć. Jednakże a każdego znajdzie się sposób - także potwory mają swoje słabości. Scena z obłaskawianym Zouwu (groźnym kotem, który wielkością przewyższa słonia) stanowi jeden ze smaczków filmu. Wspominając zabawne chwile, nie można też zapomnieć o postaci Nicolasa Flamela (Brontis Jodorowsky), fani książek w końcu dowiedzą się, co porabia słynny alchemik – twórca kamienia filozoficznego.

photo.title

I w ten sposób można by wymieniać następne elementy, które po prostu świetnie zagrały w tym filmie. Jednakże tym, co rozczarowuje, jest właśnie ta fragmentaryczność. Zamiast otrzymać spójne dzieło, w którym warstwa fabularna dopełnia się z warstwą wizualną, oglądamy obraz, w którym co i rusz malarz zmieniał koncepcję, dodawał kolejne wątki, a inne pozostawiał niedokończone. Szczególnie boli niewykorzystany potencjał historii Lety Lestrange (Zoë Kravitz) oraz relacji Albusa Dumbledora i Gellerta Grindelwalda. W tym drugim przypadku więcej zostało powiedziane w serii o Harrym Potterze, niż wylądowało na ekranie.

photo.title

Chociaż film nie może równać z poprzednimi produkcjami ukazującymi świat magii, zapewne spodoba się zarówno wiernym fanom, jak też całkowitym nowicjuszom. Najważniejsze są przecież ludzkie historie, a tych dotyczących przyjaźni nigdy nie brakowało w żadnej z części serii. Nie inaczej jest tym razem.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 44% uznało tę recenzję za pomocną (9 głosów).
_Padme_
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły

przeczytaj również recenzje użytkowników (4)