Recenzja serialu Wszyscy kochają Raymonda (1996)
Andy Ackerman
Rod Daniel

Wszyscy kochają oglądać Raymonda

Przyznam szczerzę, że nigdy nie byłem fanem familijnych seriali komediowych. Nie potrafię tego dokładnie wytłumaczyć, jednak za każdym razem, gdy na ekranie mojego telewizora pojawiała się ...
Filmweb sp. z o.o.
Przyznam szczerzę, że nigdy nie byłem fanem familijnych seriali komediowych. Nie potrafię tego dokładnie wytłumaczyć, jednak za każdym razem, gdy na ekranie mojego telewizora pojawiała się ramówka serialu o takiej właśnie charakterystyce, bez wahania i zbędnego zastanawiania się, wciskałem na pilocie przycisk za pomocą którego obraz w moim kolorowym "mordercy wolnego czasu" ukazywał całkiem inną rzeczywistość. Przede wszystkim - bardziej realną. Nie będę ukrywał, że w serialach tych najbardziej żenująca, a momentami wręcz nie do zniesienia jest sztuczność miejsca, w których owe produkcje są kręcone. Momentami mam wrażenie, że te tekturowe domki, w których aktorzy odgrywają kolejne ujęcia, lada moment posypią się niczym budowla z kart. Dodając do tego oderwane od rzeczywistości sytuacje i groteskową grę aktorską powstaje dosyć marny obraz.

Jednak pewnego dnia, siedząc przed telewizorem natrafiłem właśnie na jeden z seriali komediowych. Tym razem, palec na przycisku pilota lekko zadrżał i po krótkim momencie zawahania kanał na ekranie pozostał ten sam. Emitowany serial nosił nazwę "Wszyscy kochają Raymonda" i powiem szczerze, że kilka chwil po moim pierwszym z nim spotkaniu, na pewien sposób również go pokochałem.

Serial przedstawia losy jednej z amerykańskich rodzin. Głównymi jego bohaterami są Ray Barone (Ray Romano), który jest znanym dziennikarzem sportowym, oraz jego żona Debra (Patricia Heaton), zajmująca się utrzymaniem domu i wychowaniem dzieciaków. Małżeństwo może poszczycić się dwoma synami bliźniakami - Michaelem i Geoffreyem i córeczką Ally. Niestety, na przeciwko ich domu mieszkają wścibscy i wiecznie nachodzący ich rodzice Raymonda, nie dający im nawet chwili prywatności. Zgorzkniały i wciąż wspominający wojnę w Wietnamie Frank (Peter Boyle), oraz nadopiekuńcza i nadzwyczaj krytyczna Marie (Doris Roberts). Jakby tego było mało stałym gościem w ich domu jest również brat Raya, wiecznie niezadowolony i poszkodowany przez los policjant Robert (Brad Garrett), przez długi czas nadal mieszkający z rodzicami. W wyniku ich niezapowiedzianych wizyt dochodzi do wielu krępujących sytuacji, które z powodu olbrzymiego temperamentu, każdego z członków rodziny Barone, bywają niezwykle trudne do rozwiązania.

Serial odniósł olbrzymi sukces, a na aktorów w nim grających spadł obfity i w pełni zasłużony deszcz nagród filmowych. "Wszyscy kochają Raymonda" utrzymał się na antenie przez dziewięć sezonów, wciąż bawiąc widzów do łez. To, co mnie najbardziej w nim ujęło, niesamowity klimat atmosfery rodzinnej, którą aktorzy zbudowali poprzez swoją niebywała grę. Oddaje on prawdziwe perypetie familijne, naturalne i mające miejsce w codziennej rzeczywistości. Momentami widz oglądający serial ma wrażenie, jakby osoby w nim występujące na prawdę były rodziną.

Dla mnie niezwykle ujmujące, a czasami wręcz wzruszające były momenty finalne. Serial ma pewien schemat konstrukcyjny, na który składa się zaistniały na początku problem, zazwyczaj kończąca się awanturą próba go rozwiązania i moment pojednania. Przez długi czas wszystko jest niezwykle zabawne i pełne specyficznego humoru Raya Barone. Jednak w pewnym momencie w większości odcinków nadchodzi moment, w którym żarty odchodzą na bok, a aktorzy w nich grający stwarzają atmosferę zadumy i zastanowienia się nad własnym życiem. Bywa tak chociażby, gdy Ray znajduje się w szpitalu, spostrzega, że spędza za mało czasu z bliskimi, czy wygłupia się z Robertem, któremu z powodu specyficznego wychowania przez rodziców, nie potrafi wyznać braterskiej miłości, którą bez wątpienia go darzy. Pięknymi odcinkami są również te, w których Raymond uczy się gry na fortepianie, by pokazać córce, że za wcześnie rezygnuje z lekcji gry na tym instrumencie, oraz gdy organizuje wieczór kawalerski swojemu bratu.

Dla mnie najbardziej ciekawą i skomplikowaną postacią w całym serialu jest Robert, w którego wciela się Brad Garrett. Jest on nieco inny od reszty członków swojej rodziny. Bardziej uczuciowy i zamknięty w sobie. Zazdrości on Raymondowi szczęśliwej rodziny i  większej miłości jaką darzy go matka. Jednak z drugiej strony życzy mu wszystkiego najlepszego i oddałby za niego życie. Doris Roberts jako nadopiekuńcza matka i wścibska teściowa spisała się wyśmienicie, podobnie z resztą jak Peter Boyle, wcielający się w role jej serialowego męża. Pomiędzy parą odgrywającą główne role widoczna jest niebywała chemia, która sprawia, że wszystko tworzy wspaniały wręcz obraz. Ray Romano wyśmienicie wcielił się w rolę ciapowatego i mało rozgarniętego mężczyzny, bardzo kochającego swoją rodzinę. Czasami wystarczy na niego spojrzeć, by na naszych twarzach pojawił się uśmiech. Patricia Heaton jako Debra spisała się bez zarzutu. Momentami wygląda, jakby na prawdę przed chwilą wysprzątała cały dom, położyła dzieciaki spać i zaczynała brać się za przygotowywanie kolacji dla męża.

Kończąc, muszę wspomnieć o naszej kopii serialu noszącej tytuł "Wszyscy kochają Romana". Niestety, jest to wręcz kalka amerykańskiej produkcji, szczerze mówiąc bardzo słaba i nadzwyczaj sztuczna. Porównanie z oryginałem jest wręcz nie na miejscu.

"Wszyscy kochają Raymonda" ma w sobie coś wyjątkowego, mam nadzieję, że Wam również się spodoba.      

          
         

 
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 64% uznało tę recenzję za pomocną (14 głosów).
Joe_Armstrong
ocenia ten serial na:
1 10 10/10 arcydzieło!
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię