Recenzja serialu Dom Saddama (2008)
Jim O'Hanlon
Alex Holmes

Wybielacz historii

Irak w chwili powstania był dziwnym krajem. Kaprysem Brytyjczyków sklejono w jeden organizm trzy dawne tureckie wilajety – o przewadze sunnickich Arabów (Bagdad), szyickich Arabów (Basra) i ...
Filmweb sp. z o.o.
Irak w chwili powstania był dziwnym krajem. Kaprysem Brytyjczyków sklejono w jeden organizm trzy dawne tureckie wilajety – o przewadze sunnickich Arabów (Bagdad), szyickich Arabów (Basra) i sunnickich Kurdów (Mosul - zaprzepaszczając szansę na ich państwo narodowe, mimo obietnicy zawartej w traktacie z Sevres). Wcześniej oddzielono Kuwejt (co w 1990 r. było uzasadnieniem jego aneksji, jako dawnej irackiej prowincji), a na tronach osadzono posłusznych władców. O nienawiści do Brytyjczyków może świadczyć to, że w 1941 r. Irak przystąpił do wojny  po stronie państw Osi.

Integralność terytorialną  mógł zapewnić jedynie "silny człowiek", więc zdarzały się krwawe zamachy stanu. Zachód na takiego stawiał i np. w 1959 CIA wpierw opłaciła leczenie, a potem przeszkoliła... Saddama Husseina, zbiegłego do Egiptu po nieudanym zamachu na dyktatora Qassima. Aby rządzić w kraju będącym mozaiką etniczną i religijną, gdzie nie istnieje świadomość narodowa, trzeba oprzeć się na innych więziach – pokrewieństwie, przynależności klanowej, plemiennej, czy wreszcie faworyzować swoją grupę etniczną kosztem reszty kraju.

Twórcy brytyjskiego serialu "Dom Saddama" (emitowanego w Polsce w kanale HBO) na początku I odcinka zadeklarowali, że wszystkie wydarzenia pokazane w filmie mają odzwierciedlenie w dokumentach lub relacjach świadków. Z kolei pokazywanie istotnych wydarzeń związanych z obejmowaniem i sprawowaniem władzy uniemożliwia traktowanie filmu jako odpowiednika "Rodziny Soprano" (jak żartowali sobie brytyjscy recenzenci), bo stał się w ten sposób niemal fabularyzowanym dokumentem. Czasem jednak najistotniejsze jest to, czego nie pokazano. Saddam Hussein w okresie szczytowej potęgi dysponował czwartą armią na świecie, do czego walnie przyczyniły się dostawy technologii i sprzętu wojskowego nie tylko z ZSRR. Dyktatorowi, którego dywizje pancerne obroniły Damaszek w II fazie wojny Jom Kipur w 1973 r. i który otwarcie mówił o dążeniu do unicestwienia Izraela, pomagano nawet w rozwijaniu programu atomowego. Później pchnięto go do wyniszczającej wojny z Iranem Chomeiniego – głównym wrogiem USA. Za pośrednictwem państw trzecich USA słały broń i pieniądze, a w Fort Bragg szkolono oficerów irackich sił specjalnych do walki partyzanckiej, na wypadek zajęcia części terytorium Iraku przez Iran (zapewne oni współtworzyli obecne zbrojne podziemie).

Saddam Hussein rządził jak monarcha absolutny. Po fizycznym unicestwieniu nawet nie zadeklarowanych, a jedynie potencjalnych wrogów utworzył bezpiekę, w której cztery niezależne piony pilnowały siebie nawzajem. W każdym okręgu wojskowym zwykłe oddziały były nadzorowane przez dywizję Gwardii Republikańskiej. Dla zapewnienia lojalności kluczowe stanowiska w państwie i armii obsadził krewniakami, których wierność miały potęgować aranżowane małżeństwa dynastyczne. Jednak tyranowi nie wystarczały budzone u poddanych strach i posłuszeństwo, egzekwowano więc demonstracyjne okazywanie miłości ludu. Biada temu, kto zawiódł oczekiwania – jak mieszkańcom Dujail, gdzie doszło do próby zamachu na dyktatora (masakrę i zniszczenie miasta w ramach zbiorowej odpowiedzialności w serialu pokazano, bo była powodem skazania Saddama Husseina na śmierć). Nawet nadmierna popularność wśród Irakijczyków prowadziła do upadku, jak w przypadku gen. Adnana Hamdani - szwagra dyktatora.

Serial, pokazując przyczyny irackiej agresji na Kuwejt, ograniczył się do wypowiedzi ambasador April Glaspie, z której Saddam Hussein miał wywnioskować, że USA nie będą interweniować. Rzecz w tym, że bardziej czytelne było inne wystąpienie - na forum ONZ, z deklaracją o braku umowy wojskowej USA – Kuwejt. Dla wielu historyków i politologów właśnie ono było pchnięciem dyktatora do działania, które zakończyło się trwałą obecnością wojskową USA w Arabii Saudyjskiej i w efekcie tego powstaniem al –Kaidy (taki chichot historii). Nie zobaczyliśmy też dlaczego Saddam Hussein utrzymał się przy władzy mimo przegranej I wojny w zatoce – decyzją polityczną powstrzymano gen. Schwarckopfa przed rozbiciem Gwardii Republikańskiej. Właśnie ona stłumiła wywołane przez Zachód powstania Kurdów i szyitów (pokazano w serialu zrzucanie ulotek), którym nie udzielono pomocy. Tzw strefy bezpieczeństwa, nad którymi pilnowano jedynie zakazu lotów irackiego lotnictwa, były fikcją jak w bośniackiej Srebrenicy. Nie wspomniano więc w filmie o 200 tys. cywilnych ofiar powstań. Jedyną wzmianka jest przebitka z programu telewizyjnego (oglądanego przez żonę i córki dyktatora już po jego upadku) o odnalezieniu masowych grobów.

Trochę zaskakująco pokazano w serialu niektóre postaci. Saddam Hussein (grany przez izraelskiego aktora Yigala Naor, co pewnie dla części  Irakijczyków jest policzkiem) jawi się jako megaloman (drugi Saladyn i potomek Mahometa) i fantasta coraz bardziej oderwany od rzeczywistości, bo otoczenie boi się powiedzieć mu prawdę – jak więc ma za to wszystko odpowiadać? Z kolei Qusay Hussein (Mounir Margoum) to realista polityczny, aż szkoda że wcześniej nie odziedziczył władzy, którego jedynym grzechem jest posłuszeństwo wobec ojca – a nie dowodzący zbrodniczą Gwardią Republikańską i szef bezpieki polecający wykonywać masowe egzekucje bo... więzienia są przepełnione. Jedynie Uday Hussein (Philip Ardittii) został pokazany jako niemal Caligula, przy czym pominięto fakt, że pod koniec życia był niepełnosprawny – pewnie żeby nie wzbudzać litości wobec potwora. Trochę wyczuwa się też ograniczony budżet serialu – przeważają sceny kameralne, a zbiorowe są filmowane w wąskim kadrze.

Wartość serialu pokazali już widzowie brytyjscy, gdyż wg badań oglądalności I odcinek zainteresował 2.7 mln, II – 2.3 mln, III – 1.8 mln, a finałowy 1.5 mln. "Dom Saddama" rozczarowuje, nie ujawnia nieznanych faktów z okresu jego władzy, równocześnie wypaczając realia historyczne. W świecie wg twórców serialu Saddam Hussein został dyktatorem samodzielnie i działania zewnętrzne nie inspirowały jego polityki czy zbrodni. Niestety intencja takiej interpretacji jest przejrzysta – ani USA, ani Wielka Brytania nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za cierpienia i ofiary, bo nie było błędów polityki, ani zaniechania działań. Taki uniwersalny wybielacz polityczno-historyczny... To trochę jakby nakręcić film o Stalinie bez wielkiej czystki i głodu na Ukrainie, z wojną rozpoczynającą się dopiero 22 czerwca 1941 (bo jak mieć za kumpla dawnego sprzymierzeńca Hitlera) i bez wielkich konferencji z udziałem zachodnich polityków (bo trzeba by wspomnieć o sprzedanych tyranowi pomniejszych sojusznikach).

Zapewne będą jeszcze próby filmowego pokazania mechanizmu sprawowania władzy przez Saddama Husseina. Miejmy nadzieję, że bardziej udane i nie tak oportunistyczne jak "Dom Saddama". Teraz pozostaje oglądanie przepychu rezydencji (ciekawe czy prawdziwych) i małostkowa satysfakcja, że nawet na tak potężnego człowieka czasem przy ludziach napyskuje żona.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 50% uznało tę recenzję za pomocną (20 głosów).