Recenzja filmu Dogville (2003)
Lars von Trier

Z wizytą w Dogville

Dogville wita nas nietypowo - domami bez ścian, w których przez cały czas obserwować możemy krzątających się mieszkańców, ogrodem bez krzewów, psami, których nie widać, a jednak szczekają. Z ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Dogville (2003)
Dogville wita nas nietypowo - domami bez ścian, w których przez cały czas obserwować możemy krzątających się mieszkańców, ogrodem bez krzewów, psami, których nie widać, a jednak szczekają. Z początku wszystko to wydaje się dziwne i nienaturalne, a odczucie to potęgowane jest dodatkowo przez sposób filmowania postaci, jednak po pewnym czasie przyzwyczajamy się do Dogville. Z biegiem wydarzeń nie dziwi już tak bardzo praca w ogródku bez ziemi i roślin, a pukanie do drzwi, których nie ma, wydaje się czymś normalnym. Wiemy też, co gdzie w Dogville się znajduje i jesteśmy przekonani o istnieniu poza jego granicami świata, mimo że stanowi on ciemność brutalnie odcinającą się od miasteczka.

W takiej scenerii toczy się życie grupy mieszkańców Dogville. Życie przepełnione monotonią, którą czasami tylko przerywają wykłady młodego Toma w czasie zebrań. W tej zamkniętej społeczności w dość tajemniczych, wzbudzających obawy mieszkańców okolicznościach pojawia się Grace. Potraktowana zostaje jako intruz naruszający ich spokojne życie. W wyniku burzliwego głosowania kobieta otrzymuje jednak pozwolenie, aby zatrzymać się w mieście. U widza także rodzi się pytanie, kim jest tajemniczy gość. Nie od razu otrzymujemy odpowiedź. Wraz z Grace dość szybko poznajemy za to bliżej mieszkańców miasta. A może tak nam się tylko wydaje...?

Przez prawie trzy godziny na ekranie oglądamy wciąż tych samych aktorów wspieranych przez głos narratora. Postawiono przed nimi niezwykle trudne zadanie. Poruszają się po niewielkim obszarze miasta, wśród ubogiej scenerii, często filmowani z bardzo bliska. Wszystko to sprawia, że oczekiwania co do ich gry są bardzo duże. To oni muszą przekonać nas, że Dogville to małe miasteczko w Górach Skalistych, sprawić, że gdy będą pracować w ogrodzie, my ten ogród zobaczymy i uwiarygodniać komentarz narratora, np. o złej pogodzie. Aktorzy doskonale radzą sobie z tymi zadaniami. Na słowa uznania zasługują wszyscy - ci, którzy mieli do zagrania najwięcej - Nicole Kidman - Grace i Paul Bettany - Tom Jr. oraz ci pojawiający się na ekranie rzadziej, jak np. wcielający się w postać Billa Hensona Jeremy Davies.

Nicole stworzyła wspaniałą kreację budzącą wiele odczuć zmieniających się wraz z rozwojem akcji. Dzięki grze pozostałych aktorów mieszkańcy Dogville są prawdziwi. A choć patrzymy wciąż na te same twarze i to samo otoczenie, z każdą chwilą nabierają one nowego wyrazu. Jednak Dogville się nie zmienia - odkrywa tylko swoje prawdziwe oblicze - chociaż może wcale byśmy tego nie chcieli... Dogville otwiera się przed Grace i przed widzami, równocześnie zamykając drzwi odwrotu - Grace włączona zostaje w życie miasteczka, a my będąc świadkami tego życia, nie możemy wejść już na drogę obojętności. Kolejne wydarzenia wzbudzają w nas różnorodne emocje i skłaniają do myślenia. Coś nami wstrząsa, przeraża, wzbudza gniew, poczucie bezsilności, zaskakuje lub przygnębienia, a już po chwili, gdy negatywne odczucia nie zdążyły jeszcze minąć, śmiejemy się, słysząc jakieś ironiczne zdanie, grę słów w poprzedzającej kolejną scenę narracji lub widząc kolejną absurdalną sytuację. Wciąż pojawiają się nowe wątpliwości, wybory, problemy dotyczące ludzkich wartości. Zastanawiamy się, kim jest Grace i jak potraktują ją mieszkańcy Dogville - jak gościa czy intruza? Jak ona sama się zachowa? Powstają pytania: Kiedy można mówić o przyjaźni? Kiedy o miłości? Czy istnieje miłość bez pożądania? Ile można wymagać od drugiego człowieka? Kiedy człowiek zmienia się w ofiarę? Ile zła można znosić? Ile można usprawiedliwiać strachem? Ile wybaczyć? I w końcu, co musi się wydarzyć, żeby łatwiej było zlitować się nad warczącym psem niż płaczącym człowiekiem?

Polecam "Dogville" wszystkim, którzy chcą zobaczyć bardzo dobrze wyreżyserowany film (słowa uznania dla Larsa von Triera!) pełen nowatorskich pomysłów, wspaniałe aktorstwo i zaskakujące rozwiązania oraz gotowi są oddać się refleksji przyjmując przy tym przygotowaną przez twórców dawkę różnorakich emocji. Nie polecam osobom szukającym w kinie czystej rozrywki, czyli filmów z rodzaju lekkich, łatwych i przyjemnych.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 72% uznało tę recenzję za pomocną (32 głosy).
Zuza_2
ocenia ten film na:
1 10 10/10 arcydzieło!

przeczytaj również recenzje użytkowników (8)

zobacz wszystkie